Miłego kochani <3 Dajcie znać w komentarzach, czy ktoś to jeszcze czyta.
***
Naruto padła zmęczona na ławkę. Sasuke rzucił
jej butelkę wody i przysiadł się obok. Dziewczyna pokazała im wszystko, czego
się nauczyła od innych drużyn z obserwacji. Sama musiała się przy tym nabiegać,
żeby im pokazać co i jak. Prezentowała też sposoby na odbieranie piłki drużynie
z jej wioski (a ta drużyna jest naprawdę dobra). Nie jest to łatwe, ale powinni
sobie poradzić z jej wskazówkami.
- Jesteś świetna, nie wpadłbym na ten numer z
zamianą... - Neji był zachwycony.
Choć początkowo nie byli zadowoleni z pomysłu
by ich trenowała, teraz zmienili zdanie.
- Zaraz pokaże wam coś jeszcze! - uśmiechnęła
się radośnie. Poprawiła obcisłą, czarna bokserkę i wstała.
Drużyna poszła w jej ślady. Chwyciła piłkę i
podała ją do Kiby. Ustawiła go w odpowiednim miejscu i Nejiego w jeszcze innym.
Reszcie kazała rozstawić się luźno po boisku i robić za przeciwników. Sama
stanęła blisko kosza.
- To będzie szybka akcja. Najważniejsze żeby pogrywać
z wzrokiem przeciwnika. Sasuke, chodź.
Ustawiła Sasuke przed sobą tłumacząc, że
przeciwnicy powinni skupić się na nim bo jest w specyficznym miejscu, do
którego Kiba powinien podać piłkę. Poprosiła go jednak, by to do niej ją podał.
Chłopak zrobił jak prosiła. Piłka przemknęła koło Sasuke i 'przeciwników'.
Naruto nie chwyciła jej, lecz błyskawicznie odbiła w stronę Nejiego. Zrobiła to
tak szybko, że chłopak nie dał rady jej złapać.
- Musimy jeszcze chwyty poćwiczyć. Zauważcie
że wszyscy skupią się wokół Sasuke myśląc, że to on odbierze. Nie spodziewają
się, że się odchyli i mi ją odda. Neji trafia do kosza z tej odległości, więc
mógłby po takim odbiorze błyskawicznie do niego trafić.
Usłyszała gwizdy i słowa zachwytu.
- Ale nie tylko Neji będzie to robił. W
trakcie gry oni zrobią się na niego wrażliwi, musimy więc przygotować was
wszystkich do tego. Ale... Może kiedy indziej - uśmiechnęła się poprawiając
włosy. - Dzięki chłopaki!
Chwyciła swoja wodę i ruszyła do szatni.
Kakashi zniknął i choć któryś z pierwszaków
szukał go, by powiedzieć o zakończonym treningu, nie znalazł go. Dlatego też
drużyna postanowiła pójść na pizzę. Chcieli uczcić udany trening i tym samym podziękować
Naruto za pomoc. Już nikomu nie przeszkadzało, że jest dziewczyną. Poszli zatem
do Pizza Gut. Ostatecznie, Naruto była zmuszona do trenowania z nimi
codziennie...
***
Wieczorem Naruto poszła z Ino na kolejne
zakupy. Robiło się coraz zimnej, a Naruto dzięki mieszkaniu z Sasuke miała
oszczędności. Zabrały ze sobą kolejnego chłopaka Ino. Gdy Naruto zapytała po
co, Ino z uśmiechem odpowiedziała, że do noszenia toreb. Blondynce nie bardzo się
to podobało, ale nie było czasu na kłótnie.
Ino pomagała jej wybierać nowe koszulki,
spodnie, a nawet bieliznę. Przy tym ostatnim było najwięcej śmiechu, miały
podobny gust.
Weszły do ulubionego sklepu Naruto. Tam
zawsze znajdywała coś dla siebie. A tym razem nie tylko ubrania...
Gdy stała przy stojakach z T-Shirtami, obok
niej przeszedł pracownik tego sklepu. Przystojny blondyn o błękitnych oczach.
Umięśniony, dobrze ubrany z białym, pięknym uśmiechem. Właśnie takim ją
obdarzył. Blondynka zawstydziła się automatycznie i z rumieńcami odwzajemniła
uśmiech. On jednak zniknął za drzwiami i tyle go widziała. Ino podała jej kilka
koszulek, które jej zdaniem są najlepsze. Pomagając jej się zdecydować, stała
przy niej w przebieralni. Rozchylała zasłonę za każdym razem, gdy Naruto jej na
to pozwoliła.
- Nie, ta jest tragiczna. Jednak nie podobają
mi się te wzorki - burknęła Ino, przyglądając się blondynce. - Załóż jeszcze
raz pierwszą, ok?
Naruto westchnęła głęboko. Ściągnęła koszulkę
i już chwytała po pierwszą, którą przymierzyła, gdy zauważyła owego blondyna,
przechodzącego obok jej kabiny. Widział ją półnagą przez odsłonięte lekko
zasłony, przez które wciskała do środka głowę Ino.
Automatycznie zakryła się jak tylko mogła.
Blondyn przeszedł szybkim krokiem obok, krzycząc 'przepraszam, przepraszam!'.
Dziewczyna chciała się zapaść pod ziemie. Ubrała się szybko, porywając dwie
najbardziej podobające jej się koszulki i szybko przeszła do kasy, ignorując
śmiejącą się Ino. Położyła koszulki przy kasie, sięgając po portfel. Gdy
podniosła wzrok, zrobiła się czerwona. Przy kasie stal uśmiechnięty blondyn!
Pech, to mało powiedziane. Odchrząknęła uspokajająco i uśmiechnęła się
ślicznie. Starała się zająć uwagę bransoletkami leżącymi obok, ale cały czas
czuła jego wzrok na sobie. Wzięła głęboki oddech podając mu kartę kredytowa.
- Życzę miłego dnia - powiedział miło.
- Wzajemnie - zająkała chwytając torbę i
wychodząc ze sklepu.
Ino nie wyszła z nią. Nie miała zamiaru tam
jednak wracać, wolała postać i poczekać.
Ino wyszła zadowolona, z uśmiechem od ucha do
ucha.
- Co się stało, że się tak cieszysz? -
spytała dochodząc do niej.
- Niedługo się dowiesz kochana - zachichotała.
- Powie....
- Zobacz jaka śliczna bluza! Będziesz
wyglądać na Tobie perfekcyjnie! - przerwała Naruto, ciągnąć ja do sklepu.
Nie miała wyjścia. Wywróciła oczami, idąc za
dziewczyną. Usłyszała dźwięk swojego telefonu. Wyciągnęła go z kieszeni. Wtedy
Ino obeszła ją wokół i opierając brodę o jej ramię, wpatrywała się w ekran.
- Czego szukasz? – wytknęła język do Ino.
- Chce zobaczyć kto do ciebie napisał –
uśmiechnęła się. Naruto już wiedziała, że musiała coś wykombinować. Wróciła do
nieodczytanego smsa.
- „Kup po drodze obiad”. Ten sms od Sasuke
miał być taki interesujący? – zapytała wzdychając. – Mów mi, co zrobiłaś?
- Oj nic! – tupnęła nogą w niezadowoleniu. W
tym momencie dostała kolejnego smsa.
- „ Nie chciałabyś wyjść na kawę dziś
wieczorem? Chłopak z Cropp Village”
Naruto zrobiła się czerwona na twarzy.
- Ino… - warknęła, gdy dziewczyna z radością
pobiegła w stronę sukienek.
***
Deidara zarzucił włosami w drugą stronę. Wiatr nie poprawiał mu humoru zwiewając jego włosy na twarz. Czekał już kwadrans i z każdą kolejną minutą wzrastała w nim irytacja. Dłonie, które wcisnął w kieszenie, robiły się już skostniałe z zimna. Gdy miał już odejść, przy bramie pojawiła się jego dzisiejsza randka.
- No, nareszcie – burknął podchodząc do niej i całując ją w policzek.
- Wybacz, suszyłam włosy – uśmiechnęła się.
Nie chcąc złośliwie skomentować jej spóźnienia, chwycił jej rękę prowadząc do określonej wcześniej restauracji.
Dziewczyna była modelką. 1.80 wzrostu, długie rude włosy i brązowe oczy. Zdecydowanie nadużywała kosmetyków. Znalazła się na okładce jednej z najbardziej prestiżowych gazet modowych oraz wielu bilbordach. Nie to jednak imponowało Deidarze. Uwielbiał jej mocno wymalowane czerwoną szminką usta i czerwoną czuprynę. Była jednak zbyt sztuczna i zbyt radosna. W dodatku nie grzeszyła mądrością – widać było, że nie po rozum w kolejce stała. Jednak skoro mu się tak podobała, dlaczego nie miałby spróbować?
Ubrana była w długi, obcisły, karmelowy płaszcz. Szyje owinęła białą chustką. Wysokie, czarne obcasy sprawiały, że byli jednego wzrostu. Już nie mógł się doczekać sukienki, którą ma na sobie. Tak przynajmniej wnioskował z rajstop na jej szczupłych nogach.
Droga do restauracji trwała pół godziny. Z włączeniem tramwaju. Na całe szczęście na dłoniach miała rękawiczki, więc Deidara zachował palce.
Po dotarciu na miejsce pomógł jej zdjąć płaszcz, pod którym - tak jak podejrzewał - ukrywała obcisłą, czarną sukienkę. Dekolt miała też niczego sobie. Coś mu jednak nie pasowało. Strasznie go to wkurzało, nie miał więc nawet ochoty słuchania jej głupiej paplaniny, która wcześniej go rozśmieszała.
Przez całą kolacje patrzył bardziej przez okno na spadające liście, niż na jej twarz. Ewentualnie przyglądał się jej włosom, bądź piersiom…
- ….no i pomyślałam, że moglibyśmy po kolacji pójść do ciebie… - odchrząknęła, składając nieśmiało propozycje.
- Mój współlokator jest w pokoju – odezwał się chyba po raz pierwszy pełnym zdaniem, prostując się. To go zaciekawiło.
- Więc chodźmy do mnie… - wyszeptała, nie mogąc spojrzeć mu w oczy.
Uśmiechnął się kącikiem ust. Nie czekał nawet aż skończy. Poprosił o rachunek i nagle droga powrotna trwała zamiast 30 minut – 15.
Teraz jej ubranie, specjalnie zakupiona bielizna i świeżo wymalowane usta nie grały już roli. Nawet tego nie zauważał. Weszli do mieszkania, rozebrali się, po omacku znaleźli sypialnie i zrobili coś, co zaraz po fakcie potwornie gryzło sumienie blondyna. Gdyby tylko, do jasnej ciasnej, wiedział dlaczego….
- No, nareszcie – burknął podchodząc do niej i całując ją w policzek.
- Wybacz, suszyłam włosy – uśmiechnęła się.
Nie chcąc złośliwie skomentować jej spóźnienia, chwycił jej rękę prowadząc do określonej wcześniej restauracji.
Dziewczyna była modelką. 1.80 wzrostu, długie rude włosy i brązowe oczy. Zdecydowanie nadużywała kosmetyków. Znalazła się na okładce jednej z najbardziej prestiżowych gazet modowych oraz wielu bilbordach. Nie to jednak imponowało Deidarze. Uwielbiał jej mocno wymalowane czerwoną szminką usta i czerwoną czuprynę. Była jednak zbyt sztuczna i zbyt radosna. W dodatku nie grzeszyła mądrością – widać było, że nie po rozum w kolejce stała. Jednak skoro mu się tak podobała, dlaczego nie miałby spróbować?
Ubrana była w długi, obcisły, karmelowy płaszcz. Szyje owinęła białą chustką. Wysokie, czarne obcasy sprawiały, że byli jednego wzrostu. Już nie mógł się doczekać sukienki, którą ma na sobie. Tak przynajmniej wnioskował z rajstop na jej szczupłych nogach.
Droga do restauracji trwała pół godziny. Z włączeniem tramwaju. Na całe szczęście na dłoniach miała rękawiczki, więc Deidara zachował palce.
Po dotarciu na miejsce pomógł jej zdjąć płaszcz, pod którym - tak jak podejrzewał - ukrywała obcisłą, czarną sukienkę. Dekolt miała też niczego sobie. Coś mu jednak nie pasowało. Strasznie go to wkurzało, nie miał więc nawet ochoty słuchania jej głupiej paplaniny, która wcześniej go rozśmieszała.
Przez całą kolacje patrzył bardziej przez okno na spadające liście, niż na jej twarz. Ewentualnie przyglądał się jej włosom, bądź piersiom…
- ….no i pomyślałam, że moglibyśmy po kolacji pójść do ciebie… - odchrząknęła, składając nieśmiało propozycje.
- Mój współlokator jest w pokoju – odezwał się chyba po raz pierwszy pełnym zdaniem, prostując się. To go zaciekawiło.
- Więc chodźmy do mnie… - wyszeptała, nie mogąc spojrzeć mu w oczy.
Uśmiechnął się kącikiem ust. Nie czekał nawet aż skończy. Poprosił o rachunek i nagle droga powrotna trwała zamiast 30 minut – 15.
Teraz jej ubranie, specjalnie zakupiona bielizna i świeżo wymalowane usta nie grały już roli. Nawet tego nie zauważał. Weszli do mieszkania, rozebrali się, po omacku znaleźli sypialnie i zrobili coś, co zaraz po fakcie potwornie gryzło sumienie blondyna. Gdyby tylko, do jasnej ciasnej, wiedział dlaczego….
noo,cudowna notka,jak zawsze w formie :d nie mogę się doczekać dalszej części
OdpowiedzUsuń~Shino
Bardzo fajnie przedstawione są uczucia głównej bohaterki w sensie jej przemyślenia :) miło sie czyta <3
OdpowiedzUsuńPierwszy!
OdpowiedzUsuńciekawe co gryzie Deidare :3 ahh notka świetna :D oczywiście Kochanie, że czytamy bloga jakżeby inaczej :3 jestem ciekawa wątku z blondynem :3!
OdpowiedzUsuńświetna notka :) bardzo podoba mi się Twój styl pisania :D
OdpowiedzUsuńsuper :D
OdpowiedzUsuń