piątek, 30 sierpnia 2013

Epizod 13


Nowa notka! :D Mam nadzieję, że wciąż mam czytelników... ^^' Przepraszam za zastój, ale wakacje się kończą, to notki będą częściej (tak wiem, już raz tak mówiłam xD) bo będę się nudzić na lekcjach... :P
Dzisiejsza notka sprawdzona przez jednego z Was - dziękuję Karol za pomoc w wyszukaniu błędów!
Zapraszam do czytania :)


***




Naruto przemierzała korytarze szkoły. Nauczycielka poprosiła ją by poszła po dziennik do pokoju nauczycielskiego. Znajdował się on bowiem na drugim końcu budynku. Zatrzymała się przed drzwiami, poprawiając koszulkę. Dekolt nie może nauczycielowi wydać się przesadny, to może przesądzić o jej przyszłości. Odgarnęła włosy do tyłu i zapukała pewnie w drzwi. Otworzył je trener koszykówki i nauczyciel wfu chłopaków.

- Naruto, co się stało? - uśmiechnął się.

- Pan nie na lekcji? - jak dobrze pamiętała, miał mieć teraz godzinę z trzecią klasa.

- Nie chciało mi się, dałem im wolne - ponaglił ja wzrokiem

- Po dziennik przyszłam... - odchrząknęła.

Kakashi zrobił krok w tył, chwycił dziennik ze stołu i podał go dziewczynie.

- Dziękuję - uśmiechnęła się.

- Tylko jak już będziesz zmieniać oceny, to na wysokie - zaśmiał się.

- No pewnie - uśmiechnęła się szerzej, chcąc się już wycofać.

- Miłego dnia...

- Naruto nie chciałabyś wpaść dzisiaj na trening do chłopaków i dać im wycisk? - zatrzymał ją. - W końcu gdyby nie ty, moja drużyna wciąż by przerywała, twoje wskazówki są cenne.

- Z przyjemnością - odpowiedziała nie pewnie, pełnym zaskoczenia głosem.

- To widzę cię z Sasuke o 4 na sali, żadnego spóźnienia!





***




Pomiędzy parą zapadła cisza. W oddali słychać było tylko silniki przejeżdżających samochodów. Mężczyzna położył dłoń na policzku kobiety, delikatnie poruszając kciukiem. Masował tym samym jej kość policzkowa.

- Kocham Cię Jessie - Itachi uśmiechnął się, mrużąc oczy.

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Rozchyliła lekko drżące wargi, nie spuszczając z oczu jego czarnych tęczówek

- Dean... - wyszeptała.

Brunet nachylił się nad nią, całując dokładnie pierw górną wargę, następnie dolną, dopiero potem wpijając się w jej smakujące szminką usta.

Pocałunek nie trwał długo. Był jednak namiętny i pełny tęsknoty. Kochankowie czekali bardzo długo na ten moment. Gdy oderwali się od siebie, zaczęli się śmiać - jak za czasów młodości. Brunet ucałował czoło Jessie, uprzednio odgarniając jej grzywkę, po czym ułożył jej głowę na swoim ramieniu. Przytuleni, patrzyli przed siebie z nieschodzącymi uśmiechami na twarzach.

- Cięcie! - usłyszeli głośny krzyk reżysera, a zaraz po nim brawa. - Ładnie było, nie będziemy tego nagrywać dzisiaj, jutro powtórka.

Itachi zacisnął zęby, podchodząc do mężczyzny.

- Jak jutro? Ja zaczynam dzisiaj urlop, zapomniałeś? - warknął.

Reżyser był jedyną osoba, która ewidentnie lekceważyła Itachiego i jedyną, która się go nie bała. Spojrzał na niego z poirytowaniem na twarzy.

- Chyba pan żartuje. Czy ja powiedziałem:" koniec zdjęć, zaczynamy urlop?" Nie wydaje mi się, panie Uchiha.

- Nie obchodzi mnie to, radźcie sobie zatem beze mnie. Obiecałem, ze wrócę na święta do brata - warknął odwracając się.

- Przedłużę panu płatny urlop, jeżeli zostanie pan tu jeszcze 3 dni. Do świąt jeszcze tydzień - jego ton zmienił się. Był bardziej poważny.

Itachi przyjrzał mu się uważnie. Nie najgorszy pomysł. Nie był by jednak sobą, gdyby nie dodał swoich pięciu groszy.

- I zapłaci pan za mój samolot, to zostanę - burknął.

- Stoi - podał mu rękę, którą brunet uścisnął. Chwile później szedł już do garderoby.

- Muszę zadzwonić do Sasuke... - burknął, sięgając do kieszeni po telefon.





***




Lekcje skończyły się bardzo szybko. Naruto nie miała czasu porozmawiać z Sasuke na temat treningu, obiecali sobie jednak, ze zjedzą razem obiad. Dlatego też stała teraz pod szkołą, czekając na bruneta. Ostatnie lekcje mieli osobno, nawet nie znała jego planu

- Sasuke! - uśmiechnęła się radośnie na jego widok.

- Co ty taka radosna? - przyjrzał jej się podejrzliwie.

- Możemy szybko skoczyć do domu i zjeść coś na wynos? - złożyła błagająco dłonie, jak do modlitwy. - Muszę zabrać strój sportowy, będę dzisiaj na waszym treningu - wyszczerzyła zęby.

- Po co? - uniósł jedną brew.

- Opowiem ci wszystko w samochodzie, tylko jedźmy już bo nie zdarzymy! - gorączkowała się.

Nie widząc, by spieszyło mu się ruszyć do samochodu, nim otrzyma wyjaśnienia, rozłożyła bezradnie ręce.

- Kakashi poprosił mnie, żebym wam dala kilka rad. Zna mnie właśnie z meczy, ale jedzmy już, Sasuke!

- Jak to zna cię z meczy? - łaskawie skierował się w stronę samochodu.

- Gdy jeszcze nie uczęszczałeś do tego liceum, w mojej miejscowości odbywały się zawody w kosza. Drużyna Kakashiego popełniała mnóstwo błędów, przez co z nami przegrali. Nienawidziłam swojej szkoły, więc podpowiedziałam senseiowi co zrobić, by szło im lepiej. Od tego czasu nie przerwanie wygrywa - wsiadła do samochodu, czekając aż i on to zrobi. - Teraz poprosił, bym się wam ponownie przyjrzała.

Sasuke wysłuchał wszystkiego w milczeniu. Odpalił samochód i ruszył w stronę domu.

Doskonale pamięta zawody w jej mieście. Był tam wtedy z gimnazjalną drużyną. Właśnie dzięki tej opowieści przypomniał sobie, skąd ją zna. Znał ją dużo wcześniej niż wam się wydaje. Owego dnia, podczas zawodów, zatrudniono ją do roznoszenia wody drużynom. Zagadała wtedy do niego. Do dzisiaj pamięta, jak powiedziała "mam nadzieje, że dacie popalić drużynie mojej szkoły".

Uśmiechnął się pod nosem. Wyglądała wtedy identycznie. Może tylko bardziej dojrzała. I włosy jej urosły.

- Jedziemy coś zjeść? - uśmiechnęła się do niego szeroko, wsiadając ponownie do samochodu, z workiem na kolanach.

 Spojrzał na nią z nieschodzącym uśmiechem. Miał lekko przymrużone oczy. Sprawiło to, że na twarz blondynki wdarły się rumieńce.

Po szybkim posiłku w McKaczce, wrócili do szkoły. Było im bardzo wesoło. Naruto dostała głupawki i śmiała się z każdej rzeczy. Sasuke początkowo starał się ją uspokoić, było mu wstyd. Teraz tylko kwitował to niewidocznym uśmiechem w kącikach ust.

- Coś zbyt wesoło miedzy wami jest, z czego się śmiejecie? - Neji opierał się o ścianę przy drzwiach szatni.

- Naruto dostała głupawki - Sasuke wyciągnął z kieszeni klucz do szatni.

- Skąd masz klucz? - Naruto podekscytowała się patrząc, jak otwiera drzwi.

- Jakby nie było, mamy treningi codziennie. Pozwolili kapitanowi na posiadanie własnego klucza - burknął, wpuszczając ja przodem.

- Co ona tu w ogóle robi? - Neji zdawał się nie przejmować tym, że Naruto go słyszy.

- Sam chciałbym wiedzieć- westchnął w odpowiedzi.

- Zaraz się wszystkiego dowiecie - zachichotała.

Udała się do łazienki, by tam się przebrać. Jak miała się przy nich ubierać w jednej szatni? Ubiór składał się z pomarańczowych, krótkich spodenek, które ładnie podkreślały jej opaleniznę i czarnej, obcisłej koszulki na ramiączkach. Zawiązała jeszcze czarne adidasy i była gotowa do treningu. Weszła pewnym krokiem do szatni, by po zrobieniu dwóch kroków, szybko wrócić do łazienki trzaskając przy tym drzwiami. Jej serce waliło jak oszalałe. Czuła ze pulsuje jej głowa. Była pewna, że jest czerwona na twarzy. Przemyła ją wiec szybko i przyjrzała się sobie w lustrze.

- Naruto, wychodź już! - Kiba zawołał ja przez drzwi. - Trener zaraz będzie!

Znów zrobiła się czerwona na twarzy. Samo wspomnienie ich umięśnionych, nagich torsów i widoku ich wysportowanych ciał przyprawiał ja o ciarki. Przemknęła głośno ślinę otwierając drzwi. Aż podskoczyła widząc zmartwiona minę Sasuke.

- Co się stało, że tak szybko się wycofałaś?

- Zapomniałam zawiązać buty - zaśmiała się nerwowo, pocierając kark.

Sasuke doskonale wiedział że coś kreci. Nie mam jednak czasu wymuszać ja niej prawdę. Wskazał jej ręką kierunek, by ja pospieszyć.

- Wszyscy już czekają.

Udali się wiec na sale. Tam reszta drużyny się już rozgrzewała. Kiba ominął ja z prawej, pchając wózek z piłkami.

- A gdzie Kakashi? - spytała po dokładnym rozejrzeniu się.

- Nie byłby sobą, gdyby się nie spóźnił - burknął Sasuke.

Naruto rozgrzała się tylko trochę, z boku. Obserwowała przy tym ich rozgrzewkę. Nie miała dzisiaj w planie grać z nimi, wiec nie było potrzeby, by spociła się biegając bez celu.

Już rozgrzewka się jej nie podobała. Pamiętała z treningów w swojej szkole, jak ważne jest rozgrzanie odpowiednich mięśni, by dobrze wykonywać rzuty. Oni nie używali ich w nawet najmniejszym stopniu.

Przyłożyła palec do ust starając się wymyśleć jak ich poprawić i nie obrazić. Gdy miała już przykuć ich uwagę, obok niej pojawił się trener.

- Może pokazałabyś im wasza rozgrzewkę? - spytał, nawet na nią nie patrząc.

Nie czekał też na odpowiedź. Zanim zdarzyła otworzyć usta, on zaklaskał kilkakrotnie, by przykuć uwagę chłopaków.

- Naruto jest tu, by wam pomoc pokonać jej byłą szkołę w następnych zawodach. Może nam się uda i wskoczymy na podium. Oddaje wiec jej pałeczkę - odsunął się, by mogła przemówić.

- Powinniśmy zacząć od rozgrzewki, nie robicie jej poprawnie... - zaczęła pewnym głosem.

- Mamy się słuchać dziewczyny, która nigdy nie grała w koszykówkę? - Neji nie był zadowolony z planów trenera.

- Ta dziewczyna grała w tamtej drużynie, kto lepiej może ich znać? Byłby wstyd, gdybyśmy znowu przegrali z gimnazjum! - Kakashi nie był w dobrym humorze.

- Róbmy co nam każe. Trening to trening, jak nam się nie spodoba jej strategia, to jutro wrócimy do naszej - Sasuke miał tu zdecydowanie znaczący glos. Wszyscy automatycznie pokiwali głowami, zgadzając się z jego propozycją.

- Zaczynamy! - uśmiechnęła się.





poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Epizod 12

Ponad tysiąc odwiedzających! <3 Dziękuję Wam bardzo. Może dobijemy do 10 000? ;> Oto i nagroda! :D


***


- Naruto, Naruto wstawaj wreszcie! - Sasuke zaczął szarpać dziewczyną, by wreszcie go usłyszała.
- Mhm, zaraz wstanę... - burknęła odwracając się na drugi bok.
Próbował już chyba wszystkiego - przykładał jej budzik do ucha, krzyczał, ściągnął jej kołdrę, zabrał poduszkę i trząsł nią. Nawet oblał ją wodą! Miał już wychodzić z jej pokoju i pójść samemu do szkoły, lecz w połowie drogi obrócił się na pięcie, chwycił ją za nogę i mocno szarpnął, zrzucając ją na podłogę. Zerwała się automatycznie.
- Baka! To bolało! - wrzasnęła, masując sobie tyłek.
- Przynajmniej się obudziłaś - warknął. - Od teraz chodzisz spać o 19., żebyś dawała radę wstawać rano! 
- Oh, Sasuke, wystarczyło się przytulić - wytknęła mu język. Ten tylko wywrócił oczami i wyszedł z jej pokoju.
- Całe szczęście, że nie śpię w koszuli i miałam spodenki na sobie - odetchnęła w myślach, wstając z podłogi.
Kwadrans później, stała już w kuchni, gotowa do wyjścia. Mundurek jak zwykle ubrany miała niestarannie. Oparła prawą dłoń o biodro, patrząc na jedzącego Sasuke. 
- Mnie pospieszałeś, tramwaj zaraz nam ucieknie, a ty jesz sobie spokojnie śniadanie? - burknęła, tupiąc nogą.
- Mogłaś mnie słuchać wczoraj - wziął łyka kawy. - Mówiłem, że pojedziemy samochodem. Zanim wyjdziemy, popraw sobie koszulę, źle ją zapięłaś. No i zjedz śniadanie - burczał pod nosem nawet na nią nie patrząc.
Westchnęła głęboko. Dobrze wiedział, że krzywo zapięła koszulę, choć nie podniósł na nią wzroku. No i rzeczywiście wspominał o tym samochodzie... Usiadła na przeciw niego, rozpinając koszulę, by ją poprawić.
- Nie uważasz, że powinnaś to zrobić w łazience? - upił ostatni łyk napoju.
- Przeszkadzają ci moje piersi? - spytała, uśmiechając się złowieszczo.
Specjalnie rozchyliła lekko koszulkę, ukazując jednak tylko fragment koronkowego, czarnego stanika. Nie mogła sobie pozwolić na przesadę. Sasuke chrząknął.
- Nie uważam za odpowiednie pokazywanie mi ich podczas śniadania - westchnął.
- W takim razie już nigdy ich nie zobaczysz - wywróciła oczami, zapinając ostatecznie koszulę i poprawiając kołnierzyk.
Brunet już miał coś odwarknąć, bronić się, ale ugryzł się w język w ostatniej chwili. 
Jako, że nie było ich w szkole kilka dni, musieli napisać sobie zwolnienia. Naruto było z tym na prawdę źle - nigdy nie opuszczała szkoły. Dlatego też, to Sasuke musiał napisać je dla niej. Ręce blondynki trzęsły się tak bardzo, że zamiast liter, tworzyły szlaczki.
Całą drogę do szkoły przesiedzieli w ciszy. Romantyzm i Sasuke, który nim emanował przy wycieczce do ZOO, prysły niczym bańka. Naruto podejrzewała, że to kac. Jeszcze tamtego wieczora stawał się coraz chłodniejszy, aż wrócił do swojej dawnej postaci. Bolało ją to, ale chyba zdążyła się przyzwyczaić.
- Zaraz po szkole jadę do pracy - przerwała ciszę, w drodze do klasy.
- Nie będę mógł cię odebrać, mam trening - westchnął. - Mówiłem, żebyś to rzuciła.
- I żyła na twoim utrzymaniu? Nie ma mowy - warknęła poważnie, siadając w swojej ławce.
Nie miała zamiaru się do niego odezwać tego dnia. Ile można drążyć jeden temat? Jakby nie wystarczało mu, że się do niego wprowadziła. Ależ on ją denerwował...


***


- Naruto, dziś zamykamy trochę wcześniej - rzucił przez ramię jej szef, gdy mijał ją w kuchni.
- Dobrze - uśmiechnęła się.
Chwyciła talerz z polędwiczkami i wróciła do gości. Położyła go przed nieco starszym od niej chłopakiem w jeansach, trampkach, bordowej koszulce i ciemno szarej bluzie. Podniósł głowę, pozwalając czerwonym włosom odskoczyć na bok.
- Życzę smacznego - uśmiechnęła się szeroko.
- Czekaj, dlaczego cię nie było ostatnio? - chwycił ją za fartuszek. 
- Nie czułam się najlepiej, musiałam wziąć wolne... - burknęła. - Wybacz, nie mogę rozmawiać z klientami.
- Dziś robimy z Deidarą imprezę w akademiku. Może wpadniesz? - spytał, puszczając ją.
- Już mnie o to pytał - odchrząknęła. - Przyjdę - ukłoniła się lekko i odeszła od niego.
Sasori przychodził tu za każdym razem, gdy miała zmianę. Jadł tu i siedział przy deserze. Czasem się nawet zdarzało, że ją odprowadzał. Jako iż był jej kolegą, nie widziała w tym nic złego. Cieszyła się ze stałego klienta, który zawsze dał jej napiwek.
Początkowo dziwiło ją, że student jak on przychodzi na obiady do drogiej restauracji. Okazało się jednak, iż jest on lalkarzem i rzeźbi w drewnie. Podobno się to opłaca, choć robi to w ramach hobby. 
Jako, że kończyła dzisiaj wcześniej, Sasori poczekał na nią po posiłku. Razem udali się prosto do akademika, gdzie miała odbyć się impreza. Już kilka przecznic wcześniej dało się słyszeć głośną muzykę, za którą nie przepadała. Cieszyła się jednak z faktu zobaczenia Deidary, tęskniła.
Tak jak podejrzewała, na klatce schodowej swoją własną zabawę mieli ci, którzy nie zmieścili się w pokoju. Ludzi było mnóstwo, może nawet cały akademik. Musiała się przez nich przedzierać, by dotrzeć do blondyna. Gdy ten tylko ją zobaczył, uściskał ją mocno. Wyciągnął ją do innego pokoju, by móc z nią na spokojnie porozmawiać. Musiał pomóc jej jednak przejść nad dwójką schlanych studentów, którzy odpłynęli na podłodze. 
Wszedł pierwszy do pokoju, by wypłoszyć z niego półnagą parę. zapalił światło i uśmiechnął się do niej szeroko.
- Naruto! Tak dawno cię nie widziałem! - ponownie ją uściskał.
Jego stan, w porównaniu do reszty studentów to trzeźwość. Ciekawe zatem w jakim ona jest stanie, skoro dopiero przyszła.
- I co, przestałaś się kolegować z Sasuke? - objął ją ramieniem, czekając na "niusy". 
- Nie, wprowadziłam się do niego.
- Co?! - Deidara aż się od niej odsunął. Nie zwrócił nawet uwagi na wchodzącego do pomieszczenia Sasoriego.
- Jesteście parą? - Sasori parsknął śmiechem.
- Chyba musiałaby być masochistką - burknął zawiany blondyn.
Naruto wykręciła oczami. Usiadła na brzegu łóżka. Wcale nie miała ochoty im opowiadać o tamtym zdarzeniu, które wpłynęło na jej decyzję.
- Po prostu tak wyszło, no. Nie jesteśmy parą - burknęła z nutą zawiedzenia w głosie, choć wcale jej nie planowała.
- Ale... To dlaczego z nim mieszkasz? Równie dobrze my byśmy cię przyjęli - Sasori usiadł koło niej.
Deidara w tym czasie rzucił się na łóżko, układając się na nim wygodnie.
- Bo mi to zaproponował, bo wylądowałam u niego w domu przez przypadek... Ale nie w łóżku! - dodała pospiesznie, widząc bladą twarz Deidary.
- Już się wystraszyłem... Jest chyba ostatnia osobą, z którą powinnaś stracić dziewictwo - zaśmiał się.
- Lepiej żeby to świństwo się nie mnożyło - dodał Sasori.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, dobra. Ważne, że mam gdzie mieszkać i wcale tak źle nie jest, jak się wam wydaje - burknęła. 
Ci tylko wymienili znaczące spojrzenia.



***


Tego dnia udało jej się obudzić nawet dużo przed czasem. Sama nie wiedziała, czy to przez smród, jaki wydawały z siebie leżące na ziemi spite ciała, czy słońce przebijające przez niezasłonięte okna. Wstała, starając się nie budzić Deidary leżącego obok, ani nie zdepnąć leżącego pod łóżkiem Sasoriego. To była długa noc. Jej głowa pulsowała, ale nie czuła się najgorzej. Zdecydowanie złym pomysłem było picie na początku tygodnia. Ruszyła pod szybki, zimny prysznic, przebrała się w mundurek, który miała w torbie, bo w końcu do pracy poszła prosto ze szkoły i wyszła. Po drodze weszła do piekarni, by kupić sobie śniadanie. 
Gdy dotarła do szkoły, było jeszcze kwadrans przed dzwonkiem. Na parkingu nie zauważyła samochodu Sasuke, więc poszła do klasy. Były dopiero dwie osoby, z którymi nie miała szczególnego kontaktu. Usiadła na swoim miejscu, czekając aż pojawi się więcej osób. Powoli zaczęli się zbierać ludzie. Widząc jednak jej stan, witali się z nią tylko i pozwalali jej dalej spać na ławce. 
Usłyszała trzaśniecie drzwiami. Myśląc, że to nauczyciel, wyprostowała się szybko, starając się zdrowo uśmiechać. To co zobaczyło, zmyło jej uśmiech z twarzy.
Do klasy wszedł Sasuke. Gdy tylko zauważył tam Naruto, puściły mu nerwy - trzasnął drzwiami z całej siły i właściwie przeskoczył klasę, by stanąć przed nią. Nachylił się nad nią tak, że musiała się obronnie wygiąć do tyłu. Ich nosy prawie się stykały. Trzymał ją przy tym mocno za ramiona.
Brunet widocznie wrzał. Miał zaciśnięte usta, a oczy rzucały mordem na lewo i prawo. Nikt w klasie nie odważył się odezwać. Kilka osób szepnęło tylko coś o morderstwie, ponieważ wyglądał, jakby zaraz miał udusić blondynkę.
- S-Sasuke! Przyszedłeś! - wyjąkała z nerwowym śmiechem.
Nie rozumiała dlaczego jest taki wściekły. Mimo to, już starała się bronić.
- Coś się stało? - spytała drżącym głosem. Naprawdę się bała, a jego uścisk na jej ramionach nie lżył.
- Pytasz, czy coś się stało? - spytał głosem psychopaty. Wszystkich w klasie przeszły ciarki, gdy zaraz po tym zaśmiał się głucho. - Gdzieś ty była? Przyjechałem po ciebie po pracy, czekałem na ciebie w domu, a ty nie raczyłaś nawet odebrać telefonu - wycedził przez zęby tak, że chyba nikt, prócz Naruto, go nie zrozumiał.
- Ach o to chodzi! - zaśmiała się nerwowo. - Byłam u Deidary na imprezie, chyba zapomniałam ci napisać he-he-he...
Blondynka starała się delikatnie go od siebie odsunąć, kładąc mu ręce na piersi. Ten spuścił głowę bezradnie, puszczając jej ramiona.
- Zapomniałaś? - prawie wykrzyczał.
Zauważył jednak przerażenie malujące się na jej twarzy i wreszcie dotarło do niego, że patrzy na nich cała klasa. Odchrząknął.
- Ważne, że jesteś cała - warknął, odwracając się i siadając ławkę przed nią.
W tym samym momencie do klasy wszedł nauczyciel. Wszyscy zajęli swoje miejsca, więc Naruto nie miała z nim jak porozmawiać. Wyrwała kartkę, nabazgrała w niej niezgrabnie zdanie i rzuciła mu na zeszyt. Chłopak rozwinął ją spokojnie, uprzednio biorąc głęboki wdech.
Martwiłeś się o mnie? - głosił napis na kartce. Przyjrzał się dokładniej narysowanemu obok sercu. 
Westchnął i starając się utrzymać nerwy na wodzy, odpisał. Zwinął kartkę w kulkę i odrzucił na ławkę blondynki. Ta rozwinęła ją pospiesznie.
Jak cholera.

piątek, 9 sierpnia 2013

Epizod 11

Najmocniej Was przepraszam! Już nie pamiętam, kiedy dodałam ostatnią notkę. Są wakacje i prawie w ogóle nie przesiaduje przed komputerem. Ubolewam nad tym, bo moja głowa wręcz tryska pomysłami na kolejne notki, a ja nie skończyłam jeszcze tej. Przepraszam również za literówki, czy brak ogonków - pisałam to na telefonie xD. Ze spuszczonym łebkiem i nałożonym na główkę kapturkiem, życzę miłej lektury :)


***


Naruto przebudziła się na prawym boku. Była wykończona. Wraz z Sasuke wypiła wieczorem mnóstwo piwa. Bawili się świetnie, temu nie zaprzeczy. Zniszczyli jedną z poduszek podczas bitwy, a pióra wykorzystali do zabawy. Miała tylko nadzieje, że nie był to pierwszy i ostatni raz, gdy się z nim tak dobrze dogadywała.
Otworzyła zaspane oczy. Czując coś ciężkiego na swoim biodrze, odruchowo powędrowała ręką pod kołdrę. Zdecydowanie nie spodziewała się tego, co tam znalazła. Aż podskoczyła czując tam męską dłoń, na szczęście tłumiąc krzyk. Obróciła się lekko i zobaczyła.. Sasuke! Miliony złych wizji przeleciały jej przed oczami. Spał jednak tak spokojnie, że nie miała serca go budzić. Ułożyła głowę ponownie na miejsce, a dłoń na ręce chłopaka, która to obciążała jej biodro. Nie przeszkadzało jej, że przytula się do jej pleców. Nigdy nikogo nie miała, a Sasuke jest przystojny - dlaczego nie wykorzystać tych kilku minut? Zaplątała nieśmiale palce w jego dłoń i ułożyła się wygodniej. Czuła ciepło i równomierny oddech bruneta na swoim karku. Aż przeszły ją dreszcze. Nie dane jej było jednak nacieszyć się tym zbyt długo. Wraz z głośnym nabieraniem powietrza, ręka chłopaka powędrowała w górę, by mógł się rozciągnąć. Mlasnął i chyba przetarł oczy - Naruto będąc do niego tyłem, nie mogła tego zobaczyć.

Sasuke po mocnym rozciągnięciu spojrzał w prawo. Zobaczył blond czuprynę. Wywołało to u niego wielki uśmiech na twarzy. Nawet jego oczy, wciąż zaspane i lodowate, odważyły się wyrazić coś innego. Wychylił się lekko sprawdzając, czy na pewno śpi. Na to wyglądało, wiec ucałował krótko i delikatnie jej ramie, po czym wyszedł z łóżka.
Nie ma co ukrywać. Naruto była pierwszą dziewczyna, z którą został do rana w łóżku. I to nic się nie wydarzyło! A przynajmniej nic takiego nie pamięta. Tak czy siak - sprawiło mu to przyjemność, wiec on zrobi coś dla niej - śniadanie. Oby jej smakowało.

Naruto odwróciła się  gdy tylko drzwi trzasnęły. Rumieńce oblały całą jej twarz, a serce wariowało.
Zamrugała kilkakrotnie, by powstrzymać gęsią skórkę i wyszła z łóżka. Musi się umyć zanim się z nim spotka.
Wstała cicho z łóżka. Dopiero teraz zauważyła ze spala w samych majtkach i za dużej koszulce. Przetarła twarz dłonią.
Przeskoczyła cicho nad walizkami, których jeszcze nie zdarzyła rozpakować. Otworzyła drzwi, rozglądając się, czy czasem nie ma go w pobliżu. Uciekła do łazienki. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, odetchnęła z ulgą.
Przyjrzała się sobie w lustrze. Nie wyglądała tak źle jak myślała  Jedynie kilka niesfornych kosmyków odważyło się uciec w różne strony. Jej twarz nie wyglądała jak po popijawie, wiec nie było najgorzej. Szybko umyła twarz, zęby i poprawiła włosy. Biorąc głęboki wdech wyszła z łazienki z zamiarem przemknięcia do pokoju i ubrania się. Na swojej drodze spotkała jednak Sasuke. Stanęła w miejscu.
- Dzień dobry - zmierzył ją wzrokiem z zaskoczeniem stwierdzając, ze wygląda naprawdę dobrze.
- dzień dobry - uśmiechnęła się nieśmiało.
- zrobiłem śniadanie, chodź - poprowadził ją do kuchni.
Poszła za nim grzecznie, ze spuszczoną głową  Z jakiegoś powodu nie czuła się teraz komfortowo.
- Zrobiłeś śniadanie? - zapytała głupio. Ten tylko burknął przytakująco.
Przed nią stał zapełniony jedzeniem stół  Granatowy obrus i kremowe talerze wyglądały przepięknie. Na środku stołu białe kwiaty.
- Chyba nie jestem ubrana odpowiednio do takiego śniadania - zaśmiała się.
- Nie martw się, wyglądasz świetnie - powiedział tak obojętnie, ze normalna dziewczyna obraziła by się, Naruto jednak się zarumieniła.
Usiadł przy stole, więc dziewczyna poszła w jego ślady. Koło niej stał dzbanek świeżej, aromatycznej kawy. Zaciągnęła się tym zapachem z przyjemnością.
Sasuke przyglądał jej temu. Widział jak przyjemny jest dla niej zapach kawy. Chwycił wiec za dzbanek i nalał jej gorącego napoju. Podał jej talerz z jajecznicą, by wreszcie zabrała się za jedzenie. Sam zaczął smarować bułkę masłem.
Czarne włosy wchodziły mu delikatnie w równie czarne oczy. Ubrany w czarna koszulkę i jeansy - taki widok Naruto chciałaby mieć na co dzień. Starała się nie patrzeć na niego zbyt długo. Zajadała się przepyszna, dobrze przyprawiona jajecznica.
- Świetna jajecznica - westchnęła pomiędzy kolejnymi kęsami. Uśmiechnął się.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? - zagadał po skończonym posiłku - Może chciałabyś pójść ze mną do nowo otwartego zoo? - zapytał obojętnie, z głosu wydawało się, ze mu nie zależy. - albo gdzieś indziej, obojętnie - burknął składając talerze.
- Pewnie, chciałam tam pójść! - uśmiechnęła się do niego radośnie, zabierając mu naczynia z ręki.
- Super - odpowiedział bez żadnych emocji - ale naczynia mi oddaj!
- Zrobiłeś śniadanie, to ja posprzątam - rzuciła w drodze do kuchni.
Nie protestował  Zamiast tego, pomógł jej przynieść naczynia do kuchni,by mogła je opłukać i wsadzić do zmywarki. Tak, to nie było nic wielkiego, dlatego też dobrowolnie się za to zabrała.
Zaraz po ukończeniu pracy w kuchni, poszła się ubrać. Pogoda była cudowna, dlatego pozwoliła sobie na zwiewna, obcisłą aż do bioder, a wiec pokazują a sylwetkę, sukienkę. Była ona jasno pomarańczowa. Włosy, jak zwykle, przeczesała tylko szczotka i była gotowa do wyjścia. Założyła nawet koturny. Pierwszy raz była ubrana tak pięknie. To Ino zabrała ją na zakupy i to ona za nie zapłaciła mimo protestów Naruto. Tylko dzięki niej mogła ubierać się jak kobieta.
Przeszła do samochodu, gdzie czekał na nią Sasuke. Początkowo niepewnie, wręcz chwiejnie poruszała się na koturnach. Gdy tylko się do nich przyzwyczaiła, jej nogi wyglądały jakby na co dzień takie buty przywdziewały. Sasuke zauważył ją na szczęście dopiero wtedy, gdy się nauczyła w nich chodzić.
- Co się stało z Naruto jaka znam? Zrobiłaś jej krzywdę  - wydusił żart. Dosłownie, brakowało mu słów.
Przez cala podróż milczeli. Naruto przyglądała się widokom za oknem. Nie widziała tej części miasta, a była ona zachwycająca. Mijała uniwersytet, na którym uczy się Deidara i stary rynek. Budynki zachwycały kolorystyką i różnorodnością architektury. To właśnie urok miasta. Nic nie jest takie samo.
Podróż zajęła im godzinę. Blondynka była podekscytowana niczym mała dziewczynka. Uśmiechała się od ucha do ucha, czekając aż kolejka do okienka kasy się przesunie. W końcu dostali się do środka. Było to największe zoo w kraju. Mnóstwo gatunków zwierząt, każde z nich miało naprawdę duży wybieg. Czyż to nie było wspaniale? Spacerowali główną aleją, zatrzymując się od czasu do czasu, by przyjrzeć się flamingom, karmieniu Lwów oraz klatkom, które sprawiały, ze zwierzęta mieszkały prawie dosłownie w swoich ekosystemach. Było to niesamowite.
Przechodzili właśnie koło wybiegu dla wilków. Stała tam grupka dzieci ze szkoły podstawowej. Miła, wysoka przewodniczka, opowiadała im o tych fascynujących zwierzętach .
Oboje nie przepadali za dziećmi - to wyszło w rozmowie przy piwie, dnia poprzedniego. Dlatego też żadne z nich nie kwapiło się, by posłuchać wykładu.
W trzy godziny obeszli cały teren zoo. Byli wykończeni. Nogi Naruto cierpiały w wysokich butach, a Sasuke miał dość palącego słońca  Wyszli z ogrodu, wsiadając ponownie do samochodu.
- Zabiorę Cię gdzieś jeszcze, to będzie niespodzianka - ruszył, włączając przy tym zbawienna klimatyzacje.
Blondynka nie mogła zrozumieć jak to się dzieje, że mimo długich pobytów na słońcu, skóra Sasuke jest koloru kości słoniowej. Ona nie miała problemu z opalaniem. Kwadrans na słońcu i była pięknie brązowa. Ale to dodawało mu uroku. Uwielbiała obserwować spojrzenia i westchnienia kobiet na jego widok, a w zoo nie było tego mało. Nawet mężatki, matki, starsze kobiety i nastolatki nie mogły oderwać od niego wzroku. Ona sama aż tak nie zwariowała.
- Jesteśmy - zatrzymał się na leśnym parkingu.
Wysiadł prędko i skierował się w stronę bagażnika. Wyciągnął stamtąd koc I kosz piknikowy. Naruto nie ukrywała zdziwienia.
- Piknik? - rozpromieniła się.
- Jak widać - poprowadził ja ścieżka w górę. Przez drzewa na około, nie miała pojęcia gdzie się znajdują. Chwile później jej stopy dotknęły miękkiej trawy, pełnej kolorowych kwiatków. Byli na skarpie. Naruto widziała ją wielokrotnie przez okno.
Zbliżyła się do krawędzi. Było niebezpiecznie wysoko. Widok był jednak niezastąpiony. Widziała całe miasto! Zatraciła się w tym, stojąc z otwartymi szeroko oczami. Nie potrafiła wyrazić zachwytu.
Sasuke w tym czasie rozłożył koc. Zebrał kilka kwiatków, układając je w mały bukiecik. Podszedł do niej i patrzył. Patrzył przed siebie i na reakcje Naruto. Udało mu się. Od dawna słyszał jak blondynka opowiada z zachwytem o tym miejscu, od dawna chciał ja tu zabrać. Wreczył jej kwiaty, nawet na nią nie patrząc. Włożył tylko ręce w kieszenie, patrząc się przed siebie.
-Dziękuję - uśmiechnęła się przecudnie spoglądając na niego z gwiazdkami w oczach - dziękuję że mnie tu zabrałeś! - przytuliła go krótko i powróciła do podziwiania.
- Przyjemność po mojej stronie - uśmiechnął się. - Chodźmy coś zjeść, spacer po zoo był trochę męczący - chwycił ją za rękę, by zaciągnąć ją na koc.
- Racja - zachichotała, pozwalając się pociągnąć. 
Usiadła nieudolnie na kocu. Nie miała pojęcia jak zachować się w sukience, więc wyglądało to komicznie. Nawet Sasuke śmiał się na cały głos obserwując, jak próbuje ułożyć sobie nogi w bezpiecznej pozycji. Zaczerwieniła się.
- To wcale nie jest śmieszne - burknęła pod nosem.
- Wspominałem już, że pięknie wyglądasz?
Naruto podniosła wzrok. Brunet przymrużał oczy, przyglądając się z lekkim uśmiechem. Tym, który uwielbiała - pewny siebie, szarmancki z nutą niegrzeczności. Uśmiechnęła się nieśmiale. 
Właśnie sięgał do koszyka, gdy usłyszeli dźwięk syreny policyjnej.  Wymienili się krótkimi, ale zrozumiałymi spojrzeniami. Szybko wstali, spakowali się i pobiegli ścieżką w dół.
- Niech zgadnę, nie można tam przebywać? - zaśmiała się raniąc stopy o szyszki. Łatwiej biegało jej się na boso. 
- Powiedzmy, że to teren wojskowy - Sasuke, mimo powagi sytuacji, po raz kolejny dzisiaj się do niej uśmiechnął.