***
Pogoda sprzyjała pieszym wycieczkom. Było "cieplusio i milusio", jak to powiedziała jedna z nastolatek, próbująca umówić się z brunetem. Ten "delikatnie" i bardzo nie taktownie uświadomił jej, że jej starszy niż wygląda. Słońce paliło jego wyblaknięte, czarne oczy. Miał już dosyć tego kraju.
Ze swoją bladą karnacją nie pasował do hiszpańskiego otoczenia ani trochę. Był jednak tak cholernie przystojny, że nawet tutejsze dziewczyny dosłownie śliniły się na jego widok. Zakochane pary przemykały przed restauracją, w której siedział, by odpocząć. To irytowało go jeszcze bardziej, choć normalnie się tym nie przejmował. Po prostu chciał już wrócić do domu, spotkać z bratem i przyjaciółmi. Zamiast tego zarabiał pieniądze w tym cholernym skwarze.
Cholera, to było jego ulubione przekleństwo, choć nie uznawał go na nie. Nadużywał go, co wypominali mu jego współpracownicy. Starał się tego oduczyć, ale miał wrażenie, że prędzej stary palacz oduczy się palić, niż on przeklinać.
Ostatnio chodził niewyspany. Nie tylko dlatego, że pracował właściwie non-stop. Słońce i wieczorne imprezy nie pozwalały mu zasnąć a skwar w nocy robił swoje, ale przede wszystkim ze zmartwienia. Martwił się o swojego młodszego braciszka. Tak dawno z nim nie rozmawiał. Nawet jeżeli co miesiąc wysyłał mu pół swojej wypłaty, by na nic mu nie brakowało, to wciąż bolało go to, że spędzają ze sobą bardzo mało czasu.
Chwycił z westchnieniem za telefon. Znalazł w liście kontaktów numer brata i patrzył się na niego głupio. Znów westchnął, rozglądając się po pomieszczeniu. Krzywiąc się, schował telefon do kieszeni. Zadzwoni do niego, gdy poukłada sobie w głowie ich ostatnią kłótnie.
Dość często się kłócili, odkąd wyjechał. Sasuke zawsze miał niewyparzoną gębę, ale spokój Itachiego ich godził. Przez telefon nie było to jednak łatwe. Brunet miał nadzieję, że to właśnie przez jego nieobecność, młody chodzi ciągle zirytowany, jak mu się przynajmniej wydawało. I właśnie zachowanie najmłodszego Uchihy było powodem ich ostatniej kłótni. Jedynym, co łączyło młodszego syna z rodzicami, był właśnie on - Itachi. Normalnie poszliby razem na urodziny ojca, lecz powód, dla którego starszy nie mógł tego zrobić jest wyraźnie zaznaczony wyżej. Sasuke natomiast sam nie miał zamiaru nigdzie iść.
- Chyba cię posrało!
Itachi uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie słów brata. Mógłby przysiąc, że tupnął wtedy nogą, jak rozpieszczony bachor.
Cóż, taki właśnie był. Mimo to, brunet kochał go bezgranicznie i gdy uciekł od znienawidzonych rodziców, przyjął go do siebie opłacając jego wszystkie zachcianki.
- Itachi, nagrywamy kolejną scenę, mógłbyś? - głos statysty wyrwał go z zamyślenia. Najwyraźniej wszyscy go szukają.
Westchnął głęboko i dopijając kawę, za którą zdecydowanie przepłacił, skierował się za prowadzącym go młodzieńcem.
Itachi był świetnym aktorem. Może jeszcze nie znanym na skale światową, ale miał już za sobą kilka perełek, w których grał role pierwszoplanowe.
Kobiety uwielbiają chłodnych, intrygujących, przystojnych aktorów. A taki właśnie był. Mimo to, wciąż chodził samotnie swoimi ścieżkami.
Gdy tylko pojawił się na planie, usłyszał kilka nieprzyjemnych słów od reżysera i oddechy ulgi u reszty, którym najprawdopodobniej dostawało się za jego nieobecność.
Ustawił się tam, gdzie powinien. Ktoś podał mu jeszcze scenariusz, wskazując, którą kwestię teraz mówi. Starał się nawet nie zapamiętywać osób tu pracujących. To nie miało sensu.
Stanął przy podstawionym księdzu, na ślubnym kobiercu, czekając aż jego luba nadejdzie w pięknej sukni i w łzach wzruszeniach powiedzą sobie aktorskie "tak".
Wykręcił oczami, gdy ta ledwo wyszła w sukni ślubnej i butach, w których on lepiej chodziłby od niej. Nienawidził pustych blondynek i wciąż zastanawiał się, jak dostała tę rolę.
Zrobili kilka ujęć, jak sztucznie podziwia jej suknie. Dobrze wiedział, że nie może w niej oddychać - chcieli ją odchudzić. Starał się nie zatracać w tej roli. Mówił wszystko tak, jak powinien, więc skończyło się na jednej powtórce z winy blondyny. Przymknął oczy, by wytrzymać jeszcze kilka scen.
***
- To pojedziemy na tę policję? - warknął Sasuke.
Tracił cierpliwość, co wyraźnie pokazywała jego napięta postawa. Naruto przez chwilę przeszła myśl, że mógłby ją uderzyć, lecz mimo to stała przy swoim.
- Nie, Sasuke. Mówiłam ci już z tysiąc razy - do niczego nie doszło! Za samą napaść pewnie im nic nie zrobią. Szkoda zachodu - burknęła.
Sasuke jęknął. Nie miał już na nią sił. Otworzył usta i wyciągnął przed siebie dłonie, po raz kolejny chcąc jej to wytłumaczyć.
- Daj już spokój. Przystałam na twój pomysł z przeprowadzką do ciebie, to chociaż to mi odpuść - warknęła już sama nie mogąc wytrzymać. Chwilę później uśmiechnęła się szeroko. - Chyba, że chcesz jeszcze z tego zrezygnować?
- Dobra! - odpowiedział szybko, naburmuszając się.
Nienawidził tego w kobietach. Nie potrafił się z nimi kłócić. Ani wytrzymać. Od dobrych dwóch godzin starał się wyperswadować Naruto pracę w restauracji, oraz zmusić ją do odwiedzin komisariatu. Nie przynosiło to żadnych skutków. Była uparta jak osioł. Jednocześnie zauważył, że była to ich najdłuższa rozmowa.
Prawy kącik jego ust powędrował w górę.
Szczerze powiedziawszy to nie miał bladego pojęcia, co zmusiło go do zaproponowania jej przeprowadzki. Ba! Co sprawiło, że miał siłę na to naciskać! Chyba po raz pierwszy w jego młodym życiu troszczy się o kogoś. Wydawało mu się to jedynym i najlepszym wyjściem z sytuacji. Nie mógłby pozwolić sobie na wystawienie jej na niebezpieczeństwo, czym byłby powrót w tamte okolice.
Po zjedzeniu śniadania (opisanego w notce poprzedniej) i krótkiej wymianie zdań, podarował Naruto swoją ulubioną koszulkę. Ta, w której spała, była cała wymiętolona. Musiał przyznać, że blondynka wygląda bardzo dobrze w czarnej koszulce z nadrukowanym zombie. Aż parsknął śmiechem. Poza tym, bez makijażu, z podpuchniętymi od płaczu oczami wyglądała lepiej niż się spodziewał. I zdecydowanie lepiej od dziewczyn, przy których budził się na kacu. Aż ciężko było mu uwierzyć, gdy się na tym zastanowił, że zaliczył tak wiele od ukończenia osiemnastki.
Odpuścili sobie dzisiaj szkołę i dla obojga był to pierwszy raz w tym roku szkolnym. Nie mieli jednak siły, a na pewno ochoty, by się tam pojawić. Zamiast tego, udali się do mieszkania Naruto, by zabrać jej rzeczy. Raz jeszcze blondynka przyjrzała się zapadającemu się budynkowi.
Jakby na potwierdzenie tego przymiotnika, z góry spadło kilka dachówek.
Spojrzała na bruneta z uśmiechem na ustach.
- Widzisz, tu wcale nie jest tak źle - starała się, by jej głos nie brzmiał zbyt rozpaczliwie. On tylko parsknął pogardliwie.
Bez słowa weszli po schodach na górę. Ominęli przy tym kilku pijaków, którzy za łóżko zrobili sobie klatkę schodową. Wyglądało, jakby było im wygodnie. Kogo tam obchodził odór wódki, który z siebie wydawali.
Naruto weszła do mieszkania pierwsza i ze smutkiem zauważyła, że półka wisząca pod lustrem w przedpokoju, spadła na ziemię wraz z grubą warstwą tynku. Ze zrezygnowaniem podniosła tylko porcelanowego słonika, który na szczęście nie potłukł się przy upadku.
Sasuke nie miał zamiaru czekać, aż znajdą się pod gruzami tego budynku. Zniknął w jej sypialni, by zacząć ją pakować. Jako, że blondynka dużo rzeczy nie miała, przez wzgląd na stan konta jej opiekunki, pakowanie zabrało im kwadrans. Zabrała tylko to, co mogła, czyli to, co ze sobą tu przywiozła. Po kanapę i łóżko miał przyjechać później, specjalnie zamówiony przez Sasuke, samochód.
- I pomyśleć, że dopiero co pomalowaliśmy ściany... -westchnęła, sięgając pamięcią do ich pamiętnego malowania ścian. Uśmiechnęła się od ucha do ucha, przypominając sobie jak wyglądali.
- To pomalujemy i u mnie, jak tak bardzo ci na tym zależy - burknął brunet, zabierając jej walizkę i kierując się do drzwi. - Możemy już wyjść?
- Jeszcze chwilkę! - blondynka zniknęła w kuchni.
Sasuke odłożył walizkę na ziemi, nie spodziewając się, że szybko opuszczą mieszkanie. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy, wróciła do przedpokoju. W rękach trzymała coś, co zawinęła uprzednio w sreberko.
- Zapomniałam, że upiekłam placek - zaśmiała się radośnie i zakładając torbę na ramię, otworzyła drzwi, by bagażowy Sasuke mógł wyjść.
Wszystko to, wraz z Naruto, wylądowało w gabinecie brata Sasuke. Choć było tak nazywane, w rzeczywistości to puste pomieszczenie. Dopiero po nazwie, dziewczyna uświadomiła sobie, że chłopak ma rodzeństwo.
- Twój brat wie, że zmusiłeś mnie bym tu zamieszkała? - spytała wieszając kolejny ciuch na wieszaku.
- Nie wie, ale nie będzie miał nic przeciwko. Nigdy go nie ma, a gdy już jest to śpi w swoim apartamencie - burknął obojętnie.
Od pół godziny przyglądał się rozpakowującej się dziewczynie. Opierał się o framugę, śledząc ją tylko wzrokiem.
- Może i twój brat mnie stąd nie wyrzuci, a tobie nie przeszkadza moja obecność, ale jeżeli dalej będziesz mnie tak obserwował to możesz zapomnieć, że tu zamieszkam - wbijała mu właśnie palec w żebra.
Stała tak przed nim z naburmuszoną miną. Gdy ten nic sobie nie robił z coraz boleśniejszych ukłuć, wzięła w rękę poduszkę i wymierzyła mu nią prosto w twarz. Zdezorientowany, złapał ją szybko, zapominając o swojej masce. Przed Naruto stał właśnie jeden jedyny Sasuke, ze zdziwioną miną. Widok był bezcenny - aż żałowała, że nie miała przy sobie aparatu, czy chociażby telefonu. On jednak szybko się zreflektował i oddał jej poduszkę, choć celując w brzuch. Wyminął ją błyskawicznie i chwycił za drugą, leżącą na łóżku.
- Nie żyjesz - uśmiechnął się cwaniacko, rozpoczynając wojnę na poduszki.