niedziela, 7 lipca 2013

Epizod 10

Dedykacja dla Dagusi, która cierpi teraz męczarnie w szpitalu i nie może czytać :c Trzymaj się! Specjalnie dla Ciebie spełniam Twoje życzenie, mam nadzieję, że Ci się spodoba :)


***


Pogoda sprzyjała pieszym wycieczkom. Było "cieplusio i milusio", jak to powiedziała jedna z nastolatek, próbująca umówić się z brunetem. Ten "delikatnie" i bardzo nie taktownie uświadomił jej, że jej starszy niż wygląda. Słońce paliło jego wyblaknięte, czarne oczy. Miał już dosyć tego kraju. 
Ze swoją bladą karnacją nie pasował do hiszpańskiego otoczenia ani trochę. Był jednak tak cholernie przystojny, że nawet tutejsze dziewczyny dosłownie śliniły się na jego widok. Zakochane pary przemykały przed restauracją, w której siedział, by odpocząć. To irytowało go jeszcze bardziej, choć normalnie się tym nie przejmował. Po prostu chciał już wrócić do domu, spotkać z bratem i przyjaciółmi. Zamiast tego zarabiał pieniądze w tym cholernym skwarze. 
 Cholera, to było jego ulubione przekleństwo, choć nie uznawał go na nie. Nadużywał go, co wypominali mu jego współpracownicy. Starał się tego oduczyć, ale miał wrażenie, że prędzej stary palacz oduczy się palić, niż on przeklinać. 
Ostatnio chodził niewyspany. Nie tylko dlatego, że pracował właściwie non-stop. Słońce i wieczorne imprezy nie pozwalały mu zasnąć a skwar w nocy robił swoje, ale przede wszystkim ze zmartwienia. Martwił się o swojego młodszego braciszka. Tak dawno z nim nie rozmawiał. Nawet jeżeli co miesiąc wysyłał mu pół swojej wypłaty, by na nic mu nie brakowało, to wciąż bolało go to, że spędzają ze sobą bardzo mało czasu.
Chwycił z westchnieniem za telefon. Znalazł w liście kontaktów numer brata i patrzył się na niego głupio. Znów westchnął, rozglądając się po pomieszczeniu. Krzywiąc się, schował telefon do kieszeni. Zadzwoni do niego, gdy poukłada sobie w głowie ich ostatnią kłótnie.
Dość często się kłócili, odkąd wyjechał. Sasuke zawsze miał niewyparzoną gębę, ale spokój Itachiego ich godził. Przez telefon nie było to jednak łatwe. Brunet miał nadzieję, że to właśnie przez jego nieobecność, młody chodzi ciągle zirytowany, jak mu się przynajmniej wydawało. I właśnie zachowanie najmłodszego Uchihy było powodem ich ostatniej kłótni. Jedynym, co łączyło młodszego syna z rodzicami, był właśnie on - Itachi. Normalnie poszliby razem na urodziny ojca, lecz powód, dla którego starszy nie mógł tego zrobić jest wyraźnie zaznaczony wyżej. Sasuke natomiast sam nie miał zamiaru nigdzie iść.
- Chyba cię posrało!
Itachi uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie słów brata. Mógłby przysiąc, że tupnął wtedy nogą, jak rozpieszczony bachor. 
Cóż, taki właśnie był. Mimo to, brunet kochał go bezgranicznie i gdy uciekł od znienawidzonych rodziców, przyjął go do siebie opłacając jego wszystkie zachcianki. 
- Itachi, nagrywamy kolejną scenę, mógłbyś? - głos statysty wyrwał go z zamyślenia. Najwyraźniej wszyscy go szukają.
Westchnął głęboko i dopijając kawę, za którą zdecydowanie przepłacił, skierował się za prowadzącym go młodzieńcem.
Itachi był świetnym aktorem. Może jeszcze nie znanym na skale światową, ale miał już za sobą kilka perełek, w których grał role pierwszoplanowe. 
Kobiety uwielbiają chłodnych, intrygujących, przystojnych aktorów. A taki właśnie był. Mimo to, wciąż chodził samotnie swoimi ścieżkami.
Gdy tylko pojawił się na planie, usłyszał kilka nieprzyjemnych słów od reżysera i oddechy ulgi u reszty, którym najprawdopodobniej dostawało się za jego nieobecność. 
Ustawił się tam, gdzie powinien. Ktoś podał mu jeszcze scenariusz, wskazując, którą kwestię teraz mówi. Starał się nawet nie zapamiętywać osób tu pracujących. To nie miało sensu.
Stanął przy podstawionym księdzu, na ślubnym kobiercu, czekając aż jego luba nadejdzie w pięknej sukni i w łzach wzruszeniach powiedzą sobie aktorskie "tak". 
Wykręcił oczami, gdy ta ledwo wyszła w sukni ślubnej i butach, w których on lepiej chodziłby od niej. Nienawidził pustych blondynek i wciąż zastanawiał się, jak dostała tę rolę. 
Zrobili kilka ujęć, jak sztucznie podziwia jej suknie. Dobrze wiedział, że nie może w niej oddychać - chcieli ją odchudzić. Starał się nie zatracać w tej roli. Mówił wszystko tak, jak powinien, więc skończyło się na jednej powtórce z winy blondyny. Przymknął oczy, by wytrzymać jeszcze kilka scen.



***


- To pojedziemy na tę policję? - warknął Sasuke. 
Tracił cierpliwość, co wyraźnie pokazywała jego napięta postawa. Naruto przez chwilę przeszła myśl, że mógłby ją uderzyć, lecz mimo to stała przy swoim.
- Nie, Sasuke. Mówiłam ci już z tysiąc razy - do niczego nie doszło! Za samą napaść pewnie im nic nie zrobią. Szkoda zachodu - burknęła.
Sasuke jęknął. Nie miał już na nią sił. Otworzył usta i wyciągnął przed siebie dłonie, po raz kolejny chcąc jej to wytłumaczyć.
- Daj już spokój. Przystałam na twój pomysł z przeprowadzką do ciebie, to chociaż to mi odpuść - warknęła już sama nie mogąc wytrzymać. Chwilę później uśmiechnęła się szeroko. - Chyba, że chcesz jeszcze z tego zrezygnować?
- Dobra! - odpowiedział szybko, naburmuszając się.
Nienawidził tego w kobietach. Nie potrafił się z nimi kłócić. Ani wytrzymać. Od dobrych dwóch godzin starał się wyperswadować Naruto pracę w restauracji, oraz zmusić ją do odwiedzin komisariatu. Nie przynosiło to żadnych skutków. Była uparta jak osioł. Jednocześnie zauważył, że była to ich najdłuższa rozmowa.
Prawy kącik jego ust powędrował w górę.
Szczerze powiedziawszy to nie miał bladego pojęcia, co zmusiło go do zaproponowania jej przeprowadzki. Ba! Co sprawiło, że miał siłę na to naciskać! Chyba po raz pierwszy w jego młodym życiu troszczy się o kogoś. Wydawało mu się to jedynym i najlepszym wyjściem z sytuacji. Nie mógłby pozwolić sobie na wystawienie jej na niebezpieczeństwo, czym byłby powrót w tamte okolice. 
Po zjedzeniu śniadania (opisanego w notce poprzedniej) i krótkiej wymianie zdań, podarował Naruto swoją ulubioną koszulkę. Ta, w której spała, była cała wymiętolona. Musiał przyznać, że blondynka wygląda bardzo dobrze w czarnej koszulce z nadrukowanym zombie. Aż parsknął śmiechem. Poza tym, bez makijażu, z podpuchniętymi od płaczu oczami wyglądała lepiej niż się spodziewał. I zdecydowanie lepiej od dziewczyn, przy których budził się na kacu. Aż ciężko było mu uwierzyć, gdy się na tym zastanowił, że zaliczył tak wiele od ukończenia osiemnastki. 
Odpuścili sobie dzisiaj szkołę i dla obojga był to pierwszy raz w tym roku szkolnym. Nie mieli jednak siły, a na pewno ochoty, by się tam pojawić. Zamiast tego, udali się do mieszkania Naruto, by zabrać jej rzeczy. Raz jeszcze blondynka przyjrzała się zapadającemu się budynkowi.
Jakby na potwierdzenie tego przymiotnika, z góry spadło kilka dachówek. 
Spojrzała na bruneta z uśmiechem na ustach.
- Widzisz, tu wcale nie jest tak źle - starała się, by jej głos nie brzmiał zbyt rozpaczliwie. On tylko parsknął pogardliwie.
Bez słowa weszli po schodach na górę. Ominęli przy tym kilku pijaków, którzy za łóżko zrobili sobie klatkę schodową. Wyglądało, jakby było im wygodnie. Kogo tam obchodził odór wódki, który z siebie wydawali. 
Naruto weszła do mieszkania pierwsza i ze smutkiem zauważyła, że półka wisząca pod lustrem w przedpokoju, spadła na ziemię wraz z grubą warstwą tynku. Ze zrezygnowaniem podniosła tylko porcelanowego słonika, który na szczęście nie potłukł się przy upadku.
Sasuke nie miał zamiaru czekać, aż znajdą się pod gruzami tego budynku. Zniknął w jej sypialni, by zacząć ją pakować. Jako, że blondynka dużo rzeczy nie miała, przez wzgląd na stan konta jej opiekunki, pakowanie zabrało im kwadrans. Zabrała tylko to, co mogła, czyli to, co ze sobą tu przywiozła. Po kanapę i łóżko miał przyjechać później, specjalnie zamówiony przez Sasuke, samochód.
- I pomyśleć, że dopiero co pomalowaliśmy ściany... -westchnęła, sięgając pamięcią do ich pamiętnego malowania ścian. Uśmiechnęła się od ucha do ucha, przypominając sobie jak wyglądali.
- To pomalujemy i u mnie, jak tak bardzo ci na tym zależy - burknął brunet, zabierając jej walizkę i kierując się do drzwi. - Możemy już wyjść?
- Jeszcze chwilkę! - blondynka zniknęła w kuchni. 
Sasuke odłożył walizkę na ziemi, nie spodziewając się, że szybko opuszczą mieszkanie. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy, wróciła do przedpokoju. W rękach trzymała coś, co zawinęła uprzednio w sreberko. 
- Zapomniałam, że upiekłam placek - zaśmiała się radośnie i zakładając torbę na ramię, otworzyła drzwi, by bagażowy Sasuke mógł wyjść.
Wszystko to, wraz z Naruto, wylądowało w gabinecie brata Sasuke. Choć było tak nazywane, w rzeczywistości to puste pomieszczenie. Dopiero po nazwie, dziewczyna uświadomiła sobie, że chłopak ma rodzeństwo.
- Twój brat wie, że zmusiłeś mnie bym tu zamieszkała? - spytała wieszając kolejny ciuch na wieszaku.
- Nie wie, ale nie będzie miał nic przeciwko. Nigdy go nie ma, a gdy już jest to śpi w swoim apartamencie - burknął obojętnie.
Od pół godziny przyglądał się rozpakowującej się dziewczynie. Opierał się o framugę, śledząc ją tylko wzrokiem. 
- Może i twój brat mnie stąd nie wyrzuci, a tobie nie przeszkadza moja obecność, ale jeżeli dalej będziesz mnie tak obserwował to możesz zapomnieć, że tu zamieszkam - wbijała mu właśnie palec w żebra.
Stała tak przed nim z naburmuszoną miną. Gdy ten nic sobie nie robił z coraz boleśniejszych ukłuć, wzięła w rękę poduszkę i wymierzyła mu nią prosto w twarz. Zdezorientowany, złapał ją szybko, zapominając o swojej masce. Przed Naruto stał właśnie jeden jedyny Sasuke, ze zdziwioną miną. Widok był bezcenny - aż żałowała, że nie miała przy sobie aparatu, czy chociażby telefonu. On jednak szybko się zreflektował i oddał jej poduszkę, choć celując w brzuch. Wyminął ją błyskawicznie i chwycił za drugą, leżącą na łóżku. 
- Nie żyjesz - uśmiechnął się cwaniacko, rozpoczynając wojnę na poduszki.

czwartek, 4 lipca 2013

Epizod 9

Niby wszystko się dzieje bardzo szybko, ale chyba tak miało być :) Miłej lektury <3



***



Sakura źle się czuła z myślą, że mogła zniszczyć związek Shikamaru. Przez wstyd nie pokazywała się w szkole zbyt  często. Zaczęła się staczać i miała wrażenie, że wszyscy o tym mówią. Gdy tylko Ino powiedziała jej o tym, że Temari wybaczyła Shice, kamień spadł jej z serca. O ile je miała.
Kiedyś nie była taka. Taka pusta, zniszczona i nijaka. Kiedyś była wspaniałą dziewczyną.
Doskonale pamięta multum znajomych. Przez to prawie w ogóle nie było jej w domu. Rodzice byli zapracowani, co ograniczało ich relacje - jej ciągłe nieobecności właściwie je przekreśliły. 
Kiedyś była ładna, grzeczna.
Teraz mocnym makijażem zakrywa ślady popijawy. Ma kilka kompromitujących tatuaży. Wcale tego nie chciała. Nie chciała takich zmian.
Kiedyś była czysta.
Określenie jest perfekcyjne. Opisuje bowiem nie tylko jedną rzecz. Sakura spała z połową szkoły. Nie było to dla nikogo szokiem. Nie patrzyła już nawet na płeć. Kłamała na każdym kroku, sama się w swoich kłamstwach gubiąc. W ten sposób straciła Ino, która była jej najlepszą, a przy samym końcu nawet jedyną, przyjaciółką. Piła już nie okazyjnie, lecz codziennie. Chodziła na dyskoteki, paliła, ćpała. Kilkakrotnie spała z kimś za pieniądze.
Jeżeli nie sięgnęła jeszcze dna, to gdzie ono jest?
Spojrzała na swój nadgarstek. Wyryła sobie na nim "It's your life!" z pomocą cyrkla. Łzy napłynęły jej do oczu. Na prawdę nie chciała tak żyć.
Ale może zacznijmy od powodu. 
Przede wszystkim byli to rodzice. Nie interesowali się nią. Pozwalali jej na wszystko i jeszcze finansowali to. Drugim - jej głupota. Tak bardzo chciała dorównać innym. Trzecim - Sasuke. Chciała być jedną z dziewczyn, z którymi  się umawiał. Niestety kompletnie się w tym zagubiła. Im bardziej się starała, tym dalej od jego "ideału" była. Najbardziej w świecie nienawidziła jego spojrzenia, które niegdyś było dla niej przychylne. Teraz demonstrowało obrzydzenie. 
Ktoś pomyślałby, że jest żałosna. Ona jest po prostu zagubiona.
Najgorszym błędem jaki popełniła, było odrzucenie pomocy przyjaciół. Gdyby tego nie zrobiła, może nie czekałaby teraz, aż jakiś ohydny, stary facet zrobi swoje, zejdzie z niej i zapłaci jej za to, że użyczyła mu swojego ciała. 
Tak bardzo siebie nienawidziła...
Zabierając pieniądze, opuściła dyskotekową toaletę, z której nie tylko oni korzystali w ten właśnie sposób. Automatycznie wręcz poszła za budynek. Stał tam zakapturzony mężczyzna. Podeszła do niego upewniając się, że nikt jej nie obserwuje.
Nie musiała nic mówić - znał ją. Wyciągnął ręce po pieniądze, by dać jej w zamian dwa woreczki koki. 
Uśmiechnęła się do siebie. Na śmietniku leżał jakiś stary materac. Idealne miejsce by dać upust frustracjom, poprzez odpłynięcie do świata narkotyków.



***



Naruto obudziła się obolała. W pokoju było ciemno, ale wiedziała gdzie jest. Doskonale pamięta ostatni dzień. Wciąż czuła ich oddechy na karku.
Przetarła twarz, żeby odciągnąć się od myślenia o tym. Wstała, niepewnie kładąc stopy na podłodze. Podeszła do okna i odsłoniła je delikatnie, by nie poraziło ją światło.
Dopiero teraz mogła się przyjrzeć sypialni Sasuke. Wrzosowe ściany, drzwi do garderoby i łóżko, które jako jedyne stało w pomieszczeniu wraz z małą szafką nocną. Podeszła ponownie do łóżka. Spała w satynowej, granatowej pościeli. Uśmiechnęła się. W końcu to łóżko mężczyzny. Przeszła do garderoby, by dokończyć tam rozglądanie się. Panował w niej istny porządek. Jeżeli coś nie wisiało grzecznie na wieszakach, to było perfekcyjnie złożone. Buty także nie były "od tak se" rzucone, lecz poukładane. W rogu garderoby stało duże lustro. Dziewczyna, zauważając się w nim, podeszła bliżej. Widok przeraził ją.
Jej policzek był odrapany aż do krwi. Zastanawiała się, czy nie zostaną po tym blizny. Na rękach i nogach miała mnóstwo siniaków o różnych wielkościach i o różnych odcieniach. Podniosła koszulkę Sasuke, w której spała. Brzuch również był w siniakach i krwistych zadrapaniach. Przeczesała włosy ręką, biorąc głęboki wdech.
Kiedyś zejdą, nie ma co panikować, Naruto.
Pocieszyła się w myślach, wracając do sypialni. Znalazła tam swoje spodnie, które niedbale wciągnęła, kierując się do łazienki.
Jej koszulka była nie do użytku. Miała zamiar poprosić Sasuke, by pożyczył jej bluzkę, w której spała. Swoją drogą, pachniała ona nieziemsko. Po umyciu się, zeszła po cichu, nagimi stopami po schodach. Chłopak spał na kanapie. Nie wyglądało, żeby było mu wygodnie. Koc, którym zapewne był przykryty, leżał teraz na ziemi. Dziewczyna podeszła do niego spokojnie, by go przykryć. Pozwoliła sobie przy tym spojrzeć na jego śpiącą twarz. Był przystojny i, co Naruto sama przyznała, z przyjemnością zostałaby jego partnerką, gdyby bajki o kopciuszku sprawdzały się w realnym życiu. 
Wstała z cichym westchnieniem i skierowała się do kuchni. Wyciągnęła z lodówki szynkę, pomidory i inne potrzebne jej jedzenie. Uszykowała kilka kanapek i rozpoczęła poszukiwanie kartki. Chciała na niej napisać podziękowanie, którym są również kanapki. Z założonymi na biodrach rękami zastanawiała się, gdzie może trzymać zeszyty. Odwróciła się i aż podskoczyła.
- Sasuke! - pisnęła, zauważając chłopaka w kuchni.
- Witam - uśmiechnął się nikle na jej reakcję i aż napiął mięśnie, zauważając siniaki na całym ciele blondynki.
- Zrobiłam śniadanie... chciałam ci podziękować... no i moja koszulka nadaje się do śmieci, mogę wrócić w twojej do domu? Wypiorę i oddam! - mówiła szybko, widząc jak szczęka bruneta napina się z każdą sekundą. Nie wiedziała co jest tego powodem i po prostu wystraszyła się.
- Naruto, pójdź z tym na policję.
Dziewczynę zatkało. Spojrzała na zimne, opanowanie oczy Sasuke. Wiedziała, że się nie przesłyszała.
Sztuczny uśmiech, z którym starała się mu wytłumaczyć zniknął całkowicie. Spuściła wzrok i bez słowa odwróciła się do talerza pełnego kanapek. Podała go chłopakowi.
- Smacznego, ja już sobie pójdę...
- Naruto, proszę cię - przerwał jej. - Jeżeli jeszcze nie chcesz iść na policję to chociaż zostać tu trochę. Miałbym pozwolić ci wrócić do tej dzielnicy idiotów?
- Sasuke, nie mogę nadużywać twojej gościnności - burknęła.
- Wydaje ci właśnie pozwolenie - uśmiechnął się pod nosem. - Przeprowadź się do mnie, Naruto. Mój dom jest wielki, mieszkam w nim sam. Nie będziesz za nic płaciła, mnie utrzymuje brat i niczego mi nie brakuje - dziewczyna broniła się, kręcąc głową. - Nie musiałabyś już pracować, skupiłabyś się na nauce. Cholera nie kręć tak głową, czego się boisz? Przecież cię nie zgwałcę - aż ugryzł się w język zauważając swoją głupotę.
Dziewczyna patrzyła na niego z niedowierzaniem. Ledwo się znali. Przez ostatnie dwa miesiące rozmawiali ze sobą może kilka razy, a on wyskakuje z taką odważną propozycją.
- Sasuke, nie sądzę by to był dobry pomysł...
- Nie pieprz, jest idealny - westchnął ciężko. - Albo chociaż znajdź sobie mieszkanie gdzieś indziej, nie chcę by zdarzyło ci się to raz jeszcze. Następnym razem może mnie nie być w pobliżu, może się to skończyć dużo gorzej niż na samym siniakach.
Spuścił głowę. Naruto to zaniepokoiło.
- Dlaczego się tak o mnie martwisz? Myślałam, że widzisz tylko czubek własnego nosa - burknęła, nie chcąc go jednak obrazić wybuchnęła sztucznym śmiechem. - Nie stać mnie na żadne przeprowadzki, Sasuke. To jest najtańsze co znalazłam, a z obecnej pracy i tak ledwo to opłacam... W bursach nie mają miejsca, więc zostaje mi to, co mam.
-Albo mój dom - warknął. Zaczynała go już lekko wkurzać. - Jesteś cała w siniakach i jeszcze masz siłę się ze mną kłócić? Chodźmy chociaż śniadanie zjeść - zaproponował, biorąc talerz z kanapkami i herbatę. - weź swoją - rzucił prowadząc ją do salonu.
Jedli w ciszy. Nikt nie miał zamiaru zdenerwować drugiego. 
Salon był dużo, w kremowych kolorach. W kącie, między oknem a kominkiem, stał duży telewizor Podobny widziała tylko u Ino i była szczerze zaskoczona jego wymiarami. Siedzieli na brązowej kanapie, pod stopami mając ciemnobrązowe panele. Stolik był malutki, ale ewidentnie wystarczający dla jednej osoby. Gdy talerz stał pusty i dołączyły do niego kubki, Sasuke rozpoczął znowu.
- To będzie na prawdę dobre rozwiązanie, Naruto.
- Dlaczego ci tak na tym zależy - westchnęła z wyrzutem w głosie. - Nie wyglądasz na osobę, która przygarnia z dworu każda osobę. Jakbyś się nie wymigiwał, znamy się zaledwie dwa miesiące.
- Ufam ci.
Naruto zatkało. Nie miała kontrargumentu. Całkowicie zabrakło jej słów. Odchrząknęła, zauważając że patrzy na niego wybałuszonymi oczami. 
- Dopóki nie znajdę czegoś innego.. - oznajmiła cicho.
- Dobrze - uśmiechnął się.
- Jesteś pewien, że nie będę ci przeszkadzać? - wstała, zbierając naczynia.
- Może trochę, ale się przyzwyczaję - dostał ścierką kuchenną w twarz. - Jeszcze dziś pojedziemy po twoje rzeczy.