Mam kolejnych czytelników! Cieszę się bardzo, że Wasza liczba wzrasta, że komentujecie moje notki i, oczywiście, że się Wam to podoba! :D
Nie mogę pozwolić Wam długo czekać na kolejną notę, więc zabieram się za pisanie :) Miłej lektury <3
***
Dni mijały i nie działo się nic ciekawego. Naruto miała dobre wspomnienia z malowania ścian w jej mieszkaniu, lecz na tym się skończyło - Sasuke wrócił do siebie. Był zimny i ignorował ją. Miała dziwne wrażenie, że jej obecność bardzo go irytuje. Poza tym, nie miała czasu na przyjaciół. Tygodnie toczyły się po jednym torze - szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom. W samej pracy też nie wiele się działo. Restauracja nie była tania, więc i klientów było mało. Choć napiwki rozweselały ją, zaczynała żałować, że tam pracuje.
Czwartek zapowiadał się kolejnym beznadziejnym dniem w pracy. Było gorąco, ludziom nie chciało się wychodzić z domu. W lokalu, na szczęście, była klimatyzacja, więc Naruto się nie gotowała podczas pracy. Nie spodziewała się, że ten dzień będzie inny.
Koło 20, godziny randek, do lokalu zeszło się kilku klientów. Słysząc dzwonek przywieszony nad drzwiami, podeszła do nowo przybyłych gości. Gdy zobaczyła kto to - zamarła. Nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa.
- W-Witamy... - odchrząknęła. Przecież znała to zdanie na pamięć. - Stolik dla dwojga?
Przed nią stał nie kto inny jak Sasuke. Mimo swej z natury bladej cery, wyraźnie pobladł. Był elegancko ubrany - choć jak na licealistę. Może więc nie elegancko, a po prostu - ładnie. Uwagę blondynki przykuł nie sam chłopak, a coś, co przypominało dziewczynę i w nienaturalny sposób kleiło się do ramienia bruneta.
Rudowłosa "kleidupa", jak ją w myślach nazwała Naruto, przytaknęła na jej pytanie. Automatycznie odwróciła się na pięcie, rzucając "proszę za mną". Posadziła ich przy takim stoliku, przy jakim mogła ich doskonale obserwować. Wróciła za ladę, by chwilę później przynieść parze menu. Uśmiechała się sztucznie, czekając na zamówienie.
- Co zamawiamy, Sasuke? - rudowłosa dziewczyna poprawiła swoje okulary i przejechała palcami po ręce chłopaka. Ten ignorował to perfekcyjnie, jakby jej tam nie było.
- Ja poproszę polędwice w śliwkach i czerwone wino do tego - burknął niepewnym głosem.
Naruto zapisała zgrabnie zamówienie i spojrzała w oczekiwaniu na dziewczynę.
- Karin, zamawiaj - ponaglił ją ostro brunet.
- Ależ to oczywiste, że wezmę to co ty, Sasuke-kun! - posłała mu buziaczka.
Blondynka mogła przysiąc, że widziała pulsującą żyłkę na czole chłopaka. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Zaraz przyniosę - zniknęła w kuchni.
Sasuke zerknął na drzwi kuchni, za którymi zniknęła blondynka. Nie miał bladego pojęcia, że ona tu pracuje. Gdyby wiedział, na pewno by go tu nie było z Karin. Dziewczyna działała mu już na nerwy. Latała za nim odkąd pamięta - zanim jeszcze Sakura się poddała. Uśmiechnął się na wspomnienie dnia, w którym Sakura dała mu spokój. Ruda była jednak dużo gorsza i w końcu, pod wpływem szantażu, dał jej się namówić na randkę. Miała informacje, które wolałby zostawić dla siebie, dlatego to zrobił.
Z jakiegoś powodu nie chciał, by blondynka wzięła ich za parę. Czuł się nie zręcznie w tej sytuacji i chciałby jej wszystko wyjaśnić, ale dlaczego? Po co ma się tłumaczyć komuś, na kim mu nie powinno zależeć?
Ignorowanie słowotoku Karin nie było trudne. Jego zamyślenie rozproszyła dopiero zbliżająca się postać blondynki. Dopiero teraz zauważył jej sukienkę. Wyglądała na prawdę seksownie.
- Proszę i życzę smacznego - podała im parujące dania, nalewając uprzednio wina i znów zniknęła, choć do stolików gości, chcących zapłacić za posiłek.
Udało jej się zamienić z inną kelnerką. Wzięła sobie kwadrans przerwy, by spokojnie odetchnąć. Miała cichą nadzieję, że Sasuke się w tym czasie ulotni.
Przeliczyła się.
Gdy tylko wróciła do holu, chłopak właśnie rozmawiał z zastępującą ją kelnerką. Gdy ta zauważyła Naruto, poprosiła ją delikatnym ruchem ręki do stolika, od którego jednocześnie odeszła.
- W czym mogę służyć? - spytała, nie patrząc na bruneta.
- Chcielibyśmy rachunek, prawda misiaczku? - rudowłosa znów przykleiła się do Sasuke.
Blondynka westchnęła głęboko. Uśmiechnęła się sztucznie, starając się to wytrwać.
- Płacą państwo kartą, czy gotówką? - spytała, bo musiała.
- Gotówką - odpowiedziała dziewczyna, przejeżdżając palcem po policzku chłopaka.
Blondynka, zaciskając pięści, ukłoniła się lekko i odeszła. Chwilę później musiała wrócić z paragonem. Podała go Sasuke.
Ten położył w koszyczku dwie stówy - było to znacznie za dużo.
- Zaraz wydam resztę - mruknęła, chwytając koszyczek.
- Nie trzeba - podniósł się z siedzenia. - Ale skoro już wychodzimy, chciałbym zaprosić cię na mecz koszykówki. Gramy z chłopakami jutro na szkolnej sali gimnastycznej, wpadłabyś pokibicować? - spojrzał na nią z nadzieją w oczach. Tylko one go zdradzały.
- Pewnie - uśmiechnęła się radośnie.
Wszystko to nie spodobało się Karin. Pociągnęła ona chłopaka za ramię, prychając głośno na blondynkę. Krótko się żegnając, opuścili lokal.
***
- Shikamaru, zrozum, że to nie jest dla mnie łatwe... - Temari leżała właśnie głową na kolanach szatyna. Starali się oni zakończyć ostatnią sprawę z Sakurą.
Tak właściwie, dziewczyna już dawno mu wybaczyła. Zlała go co prawda deską i dwa razy uderzyła "przypadkowo" garnkiem, ale wiedziała, że to się więcej nie powtórzy. Mimo wszystko ufała mu i kochała go. Jedna dziwka nie przekreśli ich dwuletniego związku.
- Wiem - westchnął, starając się nie skupiać za bardzo na telewizji, by jej przypadkiem nie zignorować i nie zaprzepaścić sobie przez to jej wybaczenia.
- Postaram się jednak odbudować swoje zaufanie do ciebie. Lepiej mi w tym pomóż - uśmiechnęła się. Chłopak pocałował ją w czoło.
- Zaraz przyjdą Neji z Kibą, lepiej żebyśmy nie poruszali przy nich tego tematu... - burknął, na co dziewczyna tylko przytaknęła.
Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka. Blondynka wstała z młodszego od siebie chłopaka, by otworzyć drzwi. Pierwsze, co przez nie przeszło, była reklamówka pełna piwa. Dopiero po tym ukazały jej się znajome twarze.
- Nareszcie, już mi kac mijał - Shikamaru przejął reklamówkę.
- Nie bój się, ta noc będzie epicka! - Kiba wyszczerzył zęby, pokazując im filmy DVD, które ze sobą zabrał.
- Skąd masz wszystkie części American Pie? - Naruto weszła zaraz za chłopakami. Nikt tego nie zauważył, więc nie było dziwnym iż wszyscy podskoczyli w przerażeniu.
- Naruto! - zarechotał Kiba, przytulając ją do siebie mocno. - Skoro już jesteśmy wszyscy, to nie marnujmy czasu i zaczynajmy! - wykrzyczał obejmując blondynkę ramieniem.
Naruto wyciągnęła zza pleców szarą reklamówkę.
- To tak, gdyby nam zabrakło - podała ją Temari.
- Nie bój się. Dzisiaj mamy prawdziwą libację - zaśmiała się, wkładając puszki piw do zamrażalnika i podając wszystkim wcześniej schłodzone, zakupione przez nią Dryskie.
Kiba włączył pierwszą część komedii. Nikt nie miał zamiaru iść następnego dnia do szkoły. Jedynie Neji wiedział, że nie może się upić, ani pozwolić na to Kibie - obaj byli w pierwszym składzie jutrzejszego meczu w koszykówkę.
Wesoły szatyn uspokajał jednak długowłosego chłopaka przekonując go, że do meczu odbywającego się o 18, to on zdążyłby się upić i wytrzeźwieć 4 razy. Neji nie wyglądał na przekonanego. Wolał to jednak przemilczeć i dopić piwo, które robiło się coraz cieplejsze.
Jak się okazało, całej piątce wystarczyły 3 części filmu, by nie wiedzieć co się dzieje. Film im się urwał, a obudzili się na materacu z puszek, który zrobili nim poszli spać. Naruto jako jedyna postanowiła spać na dywanie. Dzięki temu uniknęła przykrych odcisków.
***
Blondynka przebijała się przez rozochocony tłum. Wszyscy krzyczeli zbyt głośno, o czym informowała ją boląca głowa. Kac nie był tym, co lubiła. Z butelką wody w ręku usiadła w zajętym dla niej przez Ino miejscu.
- Boże, jak ty wyglądasz - zaśmiała się wesoło. - Noc musiała być ciężka, a mnie tam nie było? - udawała oburzenie.
- Nie krzycz tak, błagam - zaśmiała się w odpowiedzi. - Jestem padnięta...
- Nie tylko ty - Hinata uśmiechnęła się współczująco. - Neji i Kiba też nie wyglądają dobrze...
Naruto powiodła wzrokiem w kierunku wskazanym przez dziewczynę. Kiba spał oparty o ścianę, a Neji miał tak podpuchnięte, przepite oczy, że z daleka było to widoczne. Natychmiast wybuchnęły gromkim śmiechem.
Mecz się rozpoczął, więc Naruto musiała zacząć rozeznanie. Kiedyś lubiła obserwować szkolną drużynę. Dosyć dużo wiedziała o koszykówce.
- Czemu mnie to nie dziwi?! - rzuciła, przyciągając wzrok siedzących naokoło niej widzów. - Sasuke kapitanem - odpowiedziała na pytający wzrok koleżanek.
- No tak, jest najlepszy. To on wymyślił wszystkie zagrania - mówiła z pełnymi ustami Ino. Jadła właśnie batona, który reklamowany był jako dietetyczny.
- Dobrze, że Shikamaru jest taki leniwy, bo pewnie przejąłby jego role - dorzucił swoje 5 groszy Choji, siadając obok nich.
Mecz rozgrywał się z korzyścią dla jej szkoły. Starała się nie obserwować zbyt dużo Sasuke, ale jego kocie ruchy i perfekcyjne zagrania nie pozwalały jej na to. Kiba smacznie spał na ławce rezerwowych, a Neji niespokojnie poprawiał kitkę, gdy po raz kolejny coś mu nie wyszło z piłką. Ostateczny wynik meczu był szokujący. Drużyna przeciwna nie miała żadnych szans.
Gdy tylko padł ostatni rzut, a czas się skończył, widzowie drużyny Sasuke wstali ze swoich miejsc. Krzyczeli, gwizdali i zgodnie klaskali. To zdecydowanie był widowiskowy mecz.
Ino chwyciła Naruto za rękę. Było za głośno, by ją usłyszała, wolała więc ją zaciągnąć w odpowiednie miejsce. Przez tłum, blondynka nie widziała gdzie jest ciągnięta. Dopiero gdy z niego wyszła zauważyła, że jest to środek boiska. Ino ciągnęła ją do zwycięskich zawodników.
Tradycją tej szkoły, o której nie wiedziała Naruto, było wyjście wszystkich dziewczyn ze szkoły do zespołu i otoczenie ich wianuszkiem. Sasuke, oczywiście miał swój wianek. Naruto stanęła koło Kiby, który nie bardzo wiedział jak wygrali. Ponad to, chłopacy ściągali tradycyjnie swoje koszulki. W myślach podziękowała bogu, że nie widzi bruneta. Później zastanawiała się o co dokładniej jej chodzi - o to, że pewnie sama zakochałaby się w nim na widok jego klatki piersiowej, czy może zapytałaby go o związek z Karin. W końcu jego umięśniony tors już widziała.
Po około kwadransie, tłum się przerzedził, a chłopacy poszli się przebrać. Dziewczyny, zwyczajowo, czekały na chłopaków, by pójść z nimi do McKaczki coś zjeść. Naruto została z nimi. Emocje opadły, bo żadna z nich się nie odzywała. Dopiero, gdy w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta twarz Kiby, znów ożyły, czekając na Sasuke. Blondynce wystarczył szatyn - podeszła do niego i porywając po drodze Nejiego, udała się w stronę wyjścia.
- Gratuluję chłopaki, to był świetny mecz! - uśmiechnęła się wesoło.
- Naruto? - męski głos zagłuszył pełną samouwielbienia opinię Kiby.
Dziewczyna odwróciła się ze zdziwieniem. Tak dawno nie słyszała tego głosu.
- Kakashi-sensei? - uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła i podskoczyła do nauczyciela. - Co pan tu robi?
- Ciebie również mógłbym o to zapytać - uśmiechnął się za maską. - Uciekłaś ze swojej wioski, czy wywieźli cię siłą?
- Od miesiąca uczę się w tej szkole - wyprostowała się z dumą. - Pan jest ich trenerem? Mecz był świetny!
- E tam, świetny. Nie postarali się. Wciąż mają wiele niedociągnięć - spojrzał na zegarek. - Muszę lecieć - poczochrał jej włosy - ale koniecznie musimy jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać.
- Na pewno, proszę pana! - uśmiechnęła się, gdy ten oddalał się machając jej ręką.
Odwróciła się z powrotem do chłopaków. Rozumiejąc ich pytające spojrzenia, machnęła tylko ręką.
- Wpadał czasami do mojej starej szkoły - ruszyła w stronę wyjścia, jakby nigdy nic.
Kolejną niespodzianką, był stojący za drzwiami wyjściowymi Sasuke. Rzucił on krótkie "ile można na was czekać" i podążył z nimi do McKaczki, gdzie byli już wszyscy. Świętowali dość długo i rozeszli się do domów.
- No tak, jest najlepszy. To on wymyślił wszystkie zagrania - mówiła z pełnymi ustami Ino. Jadła właśnie batona, który reklamowany był jako dietetyczny.
- Dobrze, że Shikamaru jest taki leniwy, bo pewnie przejąłby jego role - dorzucił swoje 5 groszy Choji, siadając obok nich.
Mecz rozgrywał się z korzyścią dla jej szkoły. Starała się nie obserwować zbyt dużo Sasuke, ale jego kocie ruchy i perfekcyjne zagrania nie pozwalały jej na to. Kiba smacznie spał na ławce rezerwowych, a Neji niespokojnie poprawiał kitkę, gdy po raz kolejny coś mu nie wyszło z piłką. Ostateczny wynik meczu był szokujący. Drużyna przeciwna nie miała żadnych szans.
Gdy tylko padł ostatni rzut, a czas się skończył, widzowie drużyny Sasuke wstali ze swoich miejsc. Krzyczeli, gwizdali i zgodnie klaskali. To zdecydowanie był widowiskowy mecz.
Ino chwyciła Naruto za rękę. Było za głośno, by ją usłyszała, wolała więc ją zaciągnąć w odpowiednie miejsce. Przez tłum, blondynka nie widziała gdzie jest ciągnięta. Dopiero gdy z niego wyszła zauważyła, że jest to środek boiska. Ino ciągnęła ją do zwycięskich zawodników.
Tradycją tej szkoły, o której nie wiedziała Naruto, było wyjście wszystkich dziewczyn ze szkoły do zespołu i otoczenie ich wianuszkiem. Sasuke, oczywiście miał swój wianek. Naruto stanęła koło Kiby, który nie bardzo wiedział jak wygrali. Ponad to, chłopacy ściągali tradycyjnie swoje koszulki. W myślach podziękowała bogu, że nie widzi bruneta. Później zastanawiała się o co dokładniej jej chodzi - o to, że pewnie sama zakochałaby się w nim na widok jego klatki piersiowej, czy może zapytałaby go o związek z Karin. W końcu jego umięśniony tors już widziała.
Po około kwadransie, tłum się przerzedził, a chłopacy poszli się przebrać. Dziewczyny, zwyczajowo, czekały na chłopaków, by pójść z nimi do McKaczki coś zjeść. Naruto została z nimi. Emocje opadły, bo żadna z nich się nie odzywała. Dopiero, gdy w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta twarz Kiby, znów ożyły, czekając na Sasuke. Blondynce wystarczył szatyn - podeszła do niego i porywając po drodze Nejiego, udała się w stronę wyjścia.
- Gratuluję chłopaki, to był świetny mecz! - uśmiechnęła się wesoło.
- Naruto? - męski głos zagłuszył pełną samouwielbienia opinię Kiby.
Dziewczyna odwróciła się ze zdziwieniem. Tak dawno nie słyszała tego głosu.
- Kakashi-sensei? - uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła i podskoczyła do nauczyciela. - Co pan tu robi?
- Ciebie również mógłbym o to zapytać - uśmiechnął się za maską. - Uciekłaś ze swojej wioski, czy wywieźli cię siłą?
- Od miesiąca uczę się w tej szkole - wyprostowała się z dumą. - Pan jest ich trenerem? Mecz był świetny!
- E tam, świetny. Nie postarali się. Wciąż mają wiele niedociągnięć - spojrzał na zegarek. - Muszę lecieć - poczochrał jej włosy - ale koniecznie musimy jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać.
- Na pewno, proszę pana! - uśmiechnęła się, gdy ten oddalał się machając jej ręką.
Odwróciła się z powrotem do chłopaków. Rozumiejąc ich pytające spojrzenia, machnęła tylko ręką.
- Wpadał czasami do mojej starej szkoły - ruszyła w stronę wyjścia, jakby nigdy nic.
Kolejną niespodzianką, był stojący za drzwiami wyjściowymi Sasuke. Rzucił on krótkie "ile można na was czekać" i podążył z nimi do McKaczki, gdzie byli już wszyscy. Świętowali dość długo i rozeszli się do domów.
haha nazwy produktów rozwalają:D I Mckaczka^^ jesteś bardzo pomysłowa^^ notka świetna:> jestem ciekawa jak dalej potoczy <3 cieszę się, że notki wychodzą tak szybko^^ oby wena Cię nie opuściła!!! Trzymam kciuki i życzę dalszych wspaniałych notek <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńBlog jest świetny^^ nie mogę się doczekać kolejnej notki.:) Pozdrawiam! <3
OdpowiedzUsuńMuahahaha! Kyaaa <3 Z każdego epizoda co raz bardziej kocham twoje opowiadanie :3 Mam nadzieje że nigdy go nie skończysz ; _ ; Zaplakałabym sie chyba na śmierć ^^
OdpowiedzUsuń