poniedziałek, 24 czerwca 2013

Epizod 6

Jak chyba wspomniałam w pierwszej notce, dopiero zaczynam swoją zabawę z blogami i wydaje mi się, że robię to bardzo nieśmiało :) Staram się więc rekompensować moje nieudane notki - od dziś bardziej się do nich przykładam! Życzcie mi powodzenia i weny :D miłego czytania!



***


- No, wszystko powinno się udać - Naruto uśmiechnęła się do siebie.
Stała w przedpokoju, w zadowoleniu trzymając ręce na biodrach. Pod ścianami rozłożyła stare gazety, meble przykryła i odsunęła na środek pokoju i ściągnęła przeklęte firanki. Tak jej się przynajmniej wydawało, że są przeklęte - dwa razy o mały włos nie przewróciła się przy ich ściąganiu, za trzecim razem spadając, porwała jedną z nich. Głowa wciąż pulsowała jej od feralnego uderzenia w ziemie. Na szczęście skończyło się tylko na tym bólu i podartej firanie. 
Poprawiła nieznacznie prowizoryczny kok, który zrobiła z włosów i poszła do kuchni, by dopić kawę. W pomieszczeniu unosił się zapach placka, jaki upiekła na przegryzkę podczas pracy. Zaciągnęła się nim głęboko, przymykając przy tym oczy. Czuła, że wiele może się zmienić tego dnia, choć miała tylko pomalować ściany.
Odłożyła pusty kubek do zlewu. Szurając kapciami powędrowała do sypialni, by przebrać się z piżamy, w której skład wchodziła męska koszulka. Miała kwadrans do dzwonka na lekcje. Rozczesała włosy i nie zaprzątając sobie głowy makijażem, wyszła do szkoły.
Sasuke również był podekscytowany dzisiejszymi planami. Kręcił się po domu zastanawiając się, czy zabrać ze sobą jakieś ciuchy na przebranie. Kilka razy spojrzał w lustro, by poprawić swoje idealnie ułożone włosy. Dobrze wiedział, że wyglądają powalająco, po prostu szukał sobie zajęcia. Starał się zagłuszać głos mówiący mu o tym, że najzwyklej w świecie przejmuje się dzisiejszym spotkaniem z blondynką.
Uderzył pięścią w blat.
- Ogarnij się! - burknął sam do siebie.
Nie chcąc już myśleć zbyt wiele, chwycił jakąś powyciąganą koszulkę i stare spodnie. Spakował je do plecaka, w którym zwykł nosić tylko zeszyty i wyszedł z domu do swojej czarnej hondy. Rzucił torbę na miejsce pasażera i ruszył do szkoły. Przeklną jeszcze w myślach, bo zapomniał drugiego śniadania jak i pieniędzy. To był prawdopodobnie pierwszy raz - Uchiha dosłownie nigdzie nie ruszał się bez swojego portfela. Gdy zaparkował przed starym budynkiem szkoły, natychmiast "ubrał" swoją maskę obojętności. Wysiadł z samochodu, by - niczym na zawołanie - obdarzyć podnieconą jego obecnością w szkole pierwszoklasistkę morderczym spojrzeniem. Ta tylko zachłysnęła się własną śliną i zniknęła z jego pola widzenia. Wziął głęboki wdech i ruszył do klasy matematycznej, gdzie nauczycielka oddała im ostatnie kartkówki. Dzięki jego pomocy Naruto dostała czwórkę.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Szósta lekcja skończyła się o wpół do drugiej. Naruto spakowała się jak najszybciej i z uśmiechem od ucha do ucha, podeszła do Sasuke. Ten spojrzał na nią krótko i z cichym westchnieniem spakował zeszyt. Zarzucił plecak na ramię i ruszył w stronę drzwi. Dziewczyna podreptała za nim. Nie mogła przestać się uśmiechać. Brunet umilał sobie drogę do auta, przyglądając się jej radosnej buźce.
Naruto nie wiedziała, że pojadą samochodem - nie wiedziała, że Sasuke ma samochód. Zdziwiła się zatem, gdy ten zaprowadził ją na parking. Jeszcze bardziej - gdy otworzył przed nią drzwi pasażera. Nie odezwała się jednak. Chłopak wyraźnie nie był w dobrym humorze. Rozsiadła się wygodnie i powędrowała wzrokiem w stronę lusterka. Poprawiła rozczochrane włosy (choć bez szczotki wydawałoby się, że nie zrobiła nic), by zaraz po tym spojrzeć na chłopaka, odpalającego samochód.
- Gdzie jedziemy? - odwrócił się w jej stronę.
- Liczyłam, że ty mi powiesz - uśmiechnęła się przepraszająco. - Nie mam pojęcia gdzie są jakieś sklepy z farbami...
Chłopak wciągnął głośno powietrze i zastanowił się chwilę. Jego brzuch zaburczał głośno. Naruto również to usłyszała i starała się teraz zdusić śmiech, zakrywając usta ręką.
- No to najpierw pojedziemy do mnie po portfel, a później coś zjeść - burknął chcąc już ruszać.
Jego również rozbawiła sytuacja, a śmiech blondynki sprawiał, że sam chciał nim wybuchnąć. Musiał jednak "trzymać fason", więc na jego twarzy pojawił się zaledwie nikły uśmieszek.
- Nie ma potrzeby, żeby jechać do ciebie. Pojedźmy do McKaczki i nie marnujmy czasu - odchrząknęła, by uspokoić drżący ze śmiechu głos.
- Oszalałaś? Miałbym pozwolić ci zapłacić? - burknął wyjeżdżając z parkingu.
- Och, daj spokój. Nic mi się nie stanie, jeżeli ci coś kupie. Chyba, że wolisz zjeść u mnie. Myślę, że coś tam się znajdzie. Specjalnie wczoraj placek upiekłam - wyprostowała się dumnie.
- Placek? - uniósł jedną brew. Piekła dla niego placek? - Dobra - westchnął. - Jedna tortilla mnie nie zabije, a później będę miał miejsce na twój wypiek - zawrócił na skrzyżowaniu.
Wysiedli pod Sektoramą, dokąd pojechali kupić farbę. Szli w milczeniu, nie mając za bardzo o czym rozmawiać. Naruto podobała się ta cisza. Po raz pierwszy nie musiała martwić się, że powie za dużo, lub że temat się nagle skończy. No bo po co, jeśli go w ogóle nie było? Szła uśmiechnięta tuż za brunetem. Była tak pogrążona w fantazjach, że wpadła w niego, gdy ten zatrzymał się przed półkami pełnymi farb.
- Co ty robisz? - usłyszała zimny ton.
- To ty się zatrzymujesz bez ostrzeżenia, zupełnie nie przejmujesz się innymi - burknęła, rozmasowując sobie obolały nos.
Sasuke westchnął tylko i wskazał ręką na puszki farby, by blondynka zajęła się tym, czym powinna. Ta od razu zabrała się za przeszukiwanie kolorów. Krążyła od lewej do prawej, nie mogąc się zdecydować. Sasuke już zaczynał się irytować i nudzić, więc zabrał się za pomoc. Przyglądał się kilku odcieniom jego ulubionych kolorów i już miał proponować jeden z nich blondynce, gdy ta podskoczyła do niego z puszką.
- Co na to powiesz? - podsunęła mu pod twarz pomarańczową farbę.
Uniósł brew.
- Zwariowałaś? To się nie nadaje, dostaniesz oczoplonsu od takich oczojebnych ścian - mruknął i chwilę później miał już swoją puszkę w ręce. - Taki kolor ma moja sypialnia.
Był to jasny fiolet. Kolor wrzosowy. Oczy Naruto poszerzyły się. Z myślą, że Sasuke odrzuci pomarańcz, przygotowała sobie pan B - ten kolor! Spojrzała na chłopaka z uśmiechem od ucha do ucha i kiwnęła wyraźnie głową. Natychmiast wzięła największą puszkę tego koloru. Była jednak tak ciężka, że uderzyła od razu w podłogę. Na szczęście stała na drugiej półce, więc upadek nie otworzył jej. Naruto próbowała ją podnieść, lecz jej się nie udało. Wizja ciągnięcia jej po ziemi także nie była ciekawa. Próbowała więc dalej, lecz puszka unosiła się na góra 20 cm. Brunet przyglądał się wszystkiemu w rozbawieniu. W końcu się zlitował - podszedł do zaskoczonej blondynki i jedną ręką podniósł puszkę. Dziewczyna aż rozchyliła usta w zdziwieniu.
- Jaki ty silny... - gwizdnęła z aprobatą i zaśmiała się wesoło.
- Chodźmy już do kasy - zignorował gwizd i skierował się do wymienionego miejsca.
Naruto znów szła za nim z uśmiechem.
- Wiesz, wcale nie jesteś takim skończonym dupkiem, za jakiego miałam cię na początku - uśmiechnęła się szerzej, widząc jego pytające spojrzenie. - Muszę tylko zrozumieć, dlaczego wciąż chowasz się za tą maską obojętności... - powiedziała bardziej do siebie.
- O czym ty mówisz? - położył puszkę na taśmie, starając się przywrócić Naruto do rzeczywistości. Ewidentnie odpłynęła.
- Będę miała więcej informacji, to ci wszystko wyjaśnię, na razie jest zbyt wcześnie - zapłaciła i już oddalała się od kasy, gdy sobie o czymś przypomniała. 
Zatrzymała się i odwróciła w stronę niosącego farbę bruneta.
- Nie kupiliśmy pędzli - wybuchnęła śmiechem.

Kwadrans później byli już zakupami w drodze do jej domu. Jedli przy tym zakupione niedawno tortille. Sasuke jeszcze kilka razy marudził, jak bardzo nie podoba mu się, że dziewczyna płaci. Nie chcąc tego dłużej słuchać, Naruto pozwoliła mu się kiedyś odwdzięczyć. Zaparkowali na przeciw walącej się kamienicy. Z zakupami w rękach weszli na śmierdzącą klatkę schodową. Skierowali się ku schodom, mijając po drodze jakiegoś pijanego pana. Naruto butem usunęła z pierwszego schodka strzykawkę i bez dalszych przeszkód dostali się do mieszkania.
- Naruto, wytłumacz mi jak ty możesz tu mieszkać... - Sasuke wciąż nie był przekonany do bezpieczeństwa sypiących się schodów.
- Już Ci chyba tłumaczyłam - otworzyła drzwi. - Jest to najtańsze, co udało mi się znaleźć. I to jeszcze z pomocą Deidary - uśmiechnęła się.
- Rodzice nie mogą ci dołożyć do lepszego mieszkania? Przecież tu się nawet oddychać nie da... - burknął kładąc farbę na ziemi i zamykając drzwi za sobą.
- Nie znam moich rodziców, a opiekunka ledwo może samą siebie wyżywić. Raczej nie mam na co liczyć - westchnęła.
Sasuke odchrząknął. Nie widział cienia zdenerwowania, bądź smutku na twarzy Naruto. Wręcz przeciwnie - uśmiech od ucha do ucha nie znikał z jej twarzy.
- Wybacz, nie widziałem - speszył się.
- Nie ma co roztrząsać. Nie znałam ich, to chyba nie mam czego żałować... - obdarzyła do szczerym spojrzeniem. - Bierzemy się do pracy? Masz w ogóle coś do przebrania? - spytała wypakowując pędzle z reklamówki.
- Wziąłem coś. Przebiorę się w łazience - rzucił na powrót spokojnym głosem.
Ona poszła w jego ślady i również zdecydowała się przebrać, lecz w swoim pokoju. Chwilę później stała już w krótkich, dżinsowych spodenkach i czarnej koszulce odkrywającej pępek. On natomiast wyszedł w dresach i granatowej koszulce. 
- Chcesz, żebym popadł w kompleksy? - przyjrzał jej się. Temu, że była cholernie ładna nie mógł zaprzeczyć. 
Zapadła niezręczna chwila, więc by ją zakończyć, brunet rzucił w dziewczynę pędzlem.
- Przynajmniej gazety dobrze rozłożyłaś... - uśmiechnął się delikatnie. - Maluj ścianę przy drzwiach - rozkazał i sam zabrał się za przeciwległą.
Naruto włączyła jeszcze tylko radio i zabrała się za malowanie.
Nie odzywali się do siebie. Blondynka jakby zapominając, że jest z nią brunet, podśpiewywała sobie do piosenek i tańczyła od czasu do czasu. Przy jednym z tańców o mały włos nie wpadła w farbę. Sasuke automatycznie uchronił ją przed upadkiem, chwytając ramieniem w talii. Pomógł jej stanąć na nogach i obdarzył surowym spojrzeniem.
- Przepraszam, nie bądź taki sztywny - zachichotała. - Wykorzystaj chwilę, żeby się zabawić, nikt cię tu nie widzi - wyciągnęła rękę z pędzlem i nim brunet zdążył zareagować, jego twarz była już fioletowa od farby.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. On nie chciał pozostać jej dłużny - chwycił wałek i przeleciał nim po długości jej pleców. Dosłownie, bo oszczędził koszulkę, wchodząc wałkiem pod nią. Naruto zapiszczała od zimnej farby. W odzewie wymalowała jego umięśnione ramie. Ten uśmiechnął się złowieszczo i przyciskając ją do ściany, dokładnie zamalował jej dekolt. Łaskotało ją to nie miłosiernie. Nie mogła jednak przegrywać. Zgrabnie zamoczyła pędzel w wiadrze i wróciła do zadowolonego z siebie bruneta, który właśnie miał zamiar ogłosić rozejm. Chwyciła jedną ręką jego koszulkę i naciągnęła mu ją na twarz. Gdy on próbował odsłonić oczy, Uzumaki zaznaczyła zarys jego mięśni pędzlem. Musiała uciec- Saske śmiejąc się, zaczął ją gonić z świeżo namoczonym pędzlem. Przeskoczyła przez sofę i zachodząc go od tyłu, pomalowała mu pośladki. Wytknęła do niego język i już miała uciec, gdy ten ją złapał i obrócił do góry nogami. Oddychali ciężko starając się uspokoić śmiech. Gdy tak się stało, Sasuke odłożył ją delikatnie na ziemię i usiadł koło niej. Zauważył, że zostawił jej ślady swoich dłoni na udach, za które trzymał. Znów zaczęli się śmiać.
Przez przerwę na placek, zabawę i bałagan, jaki przy niej zrobili, malowanie zakończyli dopiero o 19. Stanęli obok siebie, by podziwiać wykonanie i obojgu kolor przypadł do gustu. 
- Dziękuje za pomoc - Naruto przytuliła lekko Sasuke i powędrowała do kuchni. - Zrobię kolację, a ty się wykąp w tym czasie - krzyknęła, by ją usłyszał.
- Tak jest - uśmiechnął się do siebie i zniknął w łazience.
Było to ciasne pomieszczenie. Całe w białych kafelkach. Panował tam ogólny porządek. Co zauważył, to fakt, że Naruto nie używała wielu kosmetyków - znalazł zaledwie kilka. Spodobało mu się to.
Miał zamiar wziąć na prawdę szybki prysznic, lecz zmywanie z siebie farby zajęło mu to trochę więcej czasu. Dodatkowo z istną przyjemnością wciągał zapach grejpfrutowego żelu pod prysznic, jaki znalazł u dziewczyny. Przestaje poznawać sam siebie.
Następna wykąpała się Naruto. Później zjedli razem kolację - kolorowe kanapki - i obejrzeli komedię, która zapewniła im kupę śmiechu. Dziewczynę cieszył fakt, że chłopak w pewien sposób się na nią otworzył. Potrafił się śmiać i był wtedy o niebo przystojniejszy, więc za swoje życiowe zadanie wzięła zmienienie Sasuke na miłego faceta. Koło 10, Sasuke z bólem serca wrócił do domu. Na prawdę dobrze się dzisiaj bawił, nie spodziewał się nawet, że tak spodoba mu się ten dzień. Oboje padli zmęczeni i usnęli nie zauważając nawet kiedy.

3 komentarze:

  1. Życzę powodzenia i weny!
    Świetny rozdział, naprawdę. I ta sektorama xD

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział naprawdę świetny:D aż miło to sobie wyobrazić^^ i te malowanie pędzlem po torsie Sasuke huhuh^^ jestem ciekawa kolejnych notek^^ wierzę, że dalsze epizody będą jeszcze lepsze:> oczywiście życzę Tobie powodzenia i weny,weny,weny^^ <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zakochalam sie w twoim opowiadaniu ;_; czekam na kolejne episody ^^

    OdpowiedzUsuń