niedziela, 16 czerwca 2013

Epizod 5

Na samym początku może małe sprostowanie do komentarza z poprzedniej notki - zdaję sobie sprawę, że "damska wersja" Naruto, zwana jest Naruko. Jednakże, cholernie mi się to nie podoba, więc zdecydowałam nie zmieniać imienia. Jak dla mnie oba brzmią męsko (xD), więc nie poddam się wcześniej wymyślonemu wzorcu :). Po prostu - chcę to zrobić po swojemu :). Co do reszty - zapewne jeszcze nie raz cię zaskoczę, więc czekaj na kolejne notki :D
Zapraszam do czytania!




***




Poniedziałkowe lekcje minęły błyskawicznie. Na wszystkich przerwach, obowiązkowo, całą grupą siadali przy fontannie (która z resztą była chyba dla nich zarezerwowana - żaden inny uczeń nie odważyłby się tam usiąść), by opowiadać o imprezie. Jak Naruto zauważyła, większość nie pamiętała co działo się po 10, więc nie jedną historię musiała poprawiać. Ona nie pamiętała tylko jak dostała się do domu, poza tym nie miała większych problemów. Ino nawet wytrzasnęła kilka zdjęć. Na wszystkich była uśmiechnięta. Jedno było wyjątkowe - Ino złapała moment, w  którym Naruto wylała butelkę piwa na głowę Kiby. Jego mina zdecydowanie była bezcenna.



Shikamaru i Sasuke trzymali się na uboczu. Nikt nie potrafił zrozumieć podłego nastroju Nary, podczas gdy inni świetnie się bawili, natomiast zachowanie Uchihy podobno nie odbiegało od normy. Blondynka starała się z nim porozmawiać. Gdy zapytała się co u niego, ten tylko burknął "super", które nasączone było ironią do tego stopnia, że aż po nim spływała. Nawet na nią nie spojrzał. Odwrócił się na pięcie i pomaszerował do klasy. Próbowała sobie wmawiać, że to dzwonek zapowiadający lekcje sprawił, iż odszedł. Mimo to, martwiło ją jego zachowanie.



Sasuke był bez przerwy poirytowany. Nie mógł się na niczym skupić. Całą niedziele spędził przy oknie. Nie wiedział czego wypatruje. Nie wiedział o czym ma myśleć. Ten stan doprowadzał go do wrzenia, dosłownie wszystko niszczył na swojej drodze. Gdy w poniedziałek zobaczył blondynkę, wkurzył się tylko bardziej. Nie rozumiał tego, był zagubiony przez co i opryskliwy dla niej. Gdy ta podeszła, by z przepięknym uśmiechem zapytać, co u niego, ten jak idiota tylko do niej odburknął. Przetarł dłonią twarz. Całą noc w końcu nie spał. Ale Naruto wygląda na prawdę dobrze w tej pomarańczowej, zwiewnej bluzeczce...



O czym ty myślisz...?!



Zacisnął zęby, gdy blondynka dosiadła się do niego na matmie. W tym momencie żałował, że przyszedł do szkoły.

- Za co on jej tak bardzo nienawidzi? - usłyszał z tyłu głos jakiegoś uczniaka - wyraźnie mało ważnego, bo nie rozpoznał jego głosu.
Nawet nie miał ochoty odwrócić się i zobaczyć kto to taki. Nie obchodziło go to.


No właśnie, dlaczego? Ale... czy ja na prawdę jej nienawidzę?



- Sasuke...? - Naruto patrzyła na niego kątem oka. 

Jej szept sprowadził go na ziemię. Poczuł lekkie ciarki na plecach. Nie miał odwagi by się odezwać, więc spojrzał tylko na nią wyczekująco. Jak zwykle sztywny, chłodny, z oczami pozbawionymi blasku.
- Jutro, po szkole, nadal aktualne? Bo wiesz... - zarumieniła się. - Nie wiem ile farby kupić i pomyślałam, że może mógłbyś mi pomóc... - uśmiechnęła się do niego przepraszająco.
Ten tylko westchnął przymykając na chwilę oczy.
- Dobra. Tylko nie każ mi na siebie czekać - burknął.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Zaraz po ósmej lekcji, Naruto wybiegła ze szkoły na łeb na szyję. Przepychała się pomiędzy tłumami, a nawet przeskakiwała nad niektórymi uczniami siedzącymi na schodach. Miała dokładnie 5 minut. Nie mogła przecież spóźnić się do pracy już pierwszego dnia!

Całkowicie zasapana otworzyła drzwi restauracji. Chwilę się ich przytrzymała by złapać oddech i ruszyła w stronę lady. Za nią stała wysoka i szczupła brunetka. Oczy miała piwne, a włosy kręcone. Naruto skrzywiła się. Jak dla niej była za chuda - z obcisłej, czarnej, eleganckiej sukienki wystawały jej kości biodrowe. Dla blondynki było to odrażające. Odchrząknęła pouczająco dla siebie, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Dzień dobry, miałam się tu stawić na godzinę piętnastą - nie ukrywała swojej ekscytacji.
- Ach tak. Chodź za mną - dziewczyna równie anemicznie odpowiedziała, co ruszyła w stronę kuchni. Blondynka poczłapała za nią, rozglądając się po miejscu, w którym zaraz miała zacząć pracować.
Była to stylowa restauracja. Wyraźnie nie najtańsza. Ściany były kremowe, z czerwonymi zdobieniami, a na każdym ze stolików stały świeże kwiaty. Same obrusy układały się na stołach niczym morskie fale. Wszystko to łączyło nowatorskość, ciepło i przyjemność w sobie. Blondynce nawet spodobał się mały kącik do zabaw dla dzieci. 
Przeszła przez ciężkie drzwi do kuchni, która aż błyszczała srebrem - w tym kolorze były nawet drewniane łyżki, używane przez kucharzy, choć brzmi to całkiem śmiesznie. Brunetka zatrzymała się, więc dziewczyna poszła w jej ślady.
- Zostań tu - rozkazała i zniknęła za drzwiami. Dosłownie kilka sekund później ponownie je otworzyła, by wyjść z pomieszczenia i wpuścić do niego Naruto.
- Dzień dobry! - ukłoniła się widząc mężczyznę w średnim wieku za biurkiem. Ewidentnie pasował na dyrektora restauracji - przy kości, to zbyt miłe określenie.
- A ty zapewne jesteś Naruto? - spytał uśmiechając swoją pyzatą buzie, gdy ta kiwnęła radośnie. - Nie mam zbyt wiele czasu, więc wszystko pokrótce - wstał, by podejść do szafy obok. Wyciągnął z niej czarną sukienkę, bardzo podobną do tej, którą miała brunetka "zza lady", lecz z doszytym białym fartuszkiem i kieszenią. 
- To twój nowy uniform, jestem pewien, że będziesz wyglądać w nim dobrze - wrócił na swój fotel. - Miranda powie ci gdzie jest szatnia, witamy w naszej restauracji! - zaśmiał się. - A! I nie daj się wrobić - wszelkie napiwki są twoje, nie ma tu jakiejś zasady dzielenia. Powodzenia! - rzucił jej jeszcze na odchodne.
- Dziękuję - ukłoniła się ponownie. Z sukienką w ręce powędrowała do głównego holu. 
Nie mogła się pozbyć sprzed oczu widoku falującego brzucha swojego szefa. Wciąż widziała za ciasną koszulę i zastanawiała się, jak w ogóle udało mu się zapiąć guziki. 


W dużej społeczności wszystko jest milej widziane... Albo puszczane z wiatrem.



Pierwszy dzień zatem zaczął się ciekawie. Wycinając może moment, w którym ze trzy razy pytała kasjerkę gdzie jest szatnia. Ta patrzyła na nią pytającym wzrokiem, jakby była naćpana. W końcu jednak podniosła od łaski rękę i wskazała kierunek. 

Chwilę później blondynka przeglądała się w lustrze. Czarna sukienka z krótkim rękawkiem w taki sposób uwydatniała jej kształty, że aż się zawstydziła. Obejrzała się z każdej strony i nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Gdy usłyszała dźwięk otwieranych głównych drzwi odchrząknęła i poprawiając po drodze biały fartuszek, wyszła by obsłużyć pierwszych klientów. 




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~





- Temari, proszę, otwórz - burknął szatyn. Nie miał pojęcia co robić, więc od kwadransa stał przed drzwiami dziewczyny, by wreszcie z nim porozmawiała.

- Już ci powiedziałam, nie mamy o czym rozmawiać, spieprzaj! - syknęła z głębi mieszkania.
- Daj mi 5 minut. Otwórz!
W końcu otworzyła. Była wściekła do granic możliwości. Chłopak wszedł niepewnie do środka, gdy ta wycofała się na swój fotel. Założyła nogę na nogę, splotła palce u rąk i czekała na jego wyjaśnienia.
Shikamaru westchnął. Jego uwadze nie uszedł bałagan panujący dookoła. Temari była cholerną pedantką, co było dla niego zawsze kłopotliwe. Zdawał sobie sprawę z tego, że to przez niego nie posprzątała w mieszkaniu - zapewne cały bałagan zrobiła w złości.
- Odezwiesz się wreszcie, czy mam cię wyjebać przez okno z nadzieją, że nie przeżyjesz? - warknęła.
- Dobrze wiesz, że nie lubię gdy przeklinasz. Jak również, że po upadku z pierwszego piętra nie zginę - westchnął drapiąc się po głowie. Widząc rosnącą irytację na twarzy dziewczyny, zaczął wreszcie wchodzić w temat. 
- Chyba po raz pierwszy nie mam planu. Wiem jak to zabrzmi, ale to nie ja ją zaciągnąłem do łóżka... To...
- Co ona tam w ogóle robiła?! - przerwała mu unosząc się. - W to, że to ona cię zaciągnęła akurat nie wątpię - prychnęła pogardliwie, opadając na oparcie.
- Po imprezie u Ino nie miała gdzie spać. Miałem nadzieję, że będziesz w domu, wtedy do niczego by nie doszło - westchnął. 
- Czyli chcesz mi wciskać, że broniłeś się rękami i nogami, ale ona i tak cię zgwałciła? Błagam cię! - zacisnęła pięści.
- Nie, Temari - przymknął oczy.


Dziewczyny są takie kłopotliwe...



- Nie twierdzę, że w ogóle się nie broniłem. Nie twierdzę, że było mi dobrze i nie twierdzę, że tego chciałem.

- Ja nie twierdzę, że zostaniesz tu dłużej niż minutę!
- Daj mi dokończyć - westchnął ponownie. - Jestem idiotą. Wiem, że ciebie zraniłem i... Nie liczę, że o tym zapomnimy. Liczę, że mi wybaczysz. Kurwa, no kocham cię, Temari - spojrzał na nią. Chwytał się brzytwy. Dobrze wiedział, że postąpił jak rasowy skurwiel. - Nie mogę cię stracić przez Sakurę, która szukała pocieszenia. Popełniłem największy błąd w moim życiu i, cholera jasna, jest mi tak bardzo wstyd! - schował twarz w dłoniach. 
- No i powinno - jej głos nie był już tak ostry. 
Nie potrafiła się na niego złościć. Chciała mu złamać nos, ale nie potrafiłaby z niego zrezygnować. Tak na prawdę nie była zła na niego, a Sakurę, która na za dużo sobie pozwalała.
- Teraz wyjdź. Muszę to sobie przemyśleć. Odezwę się do ciebie w tym tygodniu - odprowadziła go do drzwi. Jej postawa była przerażająco chłodna i sztucznie obojętna zarazem.
Chłopak chciał ją pocałować na do widzenia, nie liczył na takie zrozumienie z jej strony. Powstrzymał się, widząc jej zamyśloną minę. Wciągnął głośno powietrze i przekroczył próg. Trzasnęła drzwiami nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Przyglądał się klamce przez dłuższą chwilę. Westchnął głęboko i zakładając ręce na głowę, ruszył w kierunku wyjścia.
- Dobranoc, Temari.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~





Oczy Naruto błyszczały radośnie. W rękach trzymała napiwki, jakie dostała tego wieczoru. Nie wliczała w to także komentarzy na jej temat, które po raz pierwszy były dobre. Po raz pierwszy chwaliły, a nie obrażały jej urodę. Nawet obcisła, niepraktyczna sukienka zaczęła się jej podobać.

Schowała pieniądze do torebki i przebrała się w swoje ciuchy. Nuciła cicho ulubioną piosenkę ulubionego zespołu.


Pieniędzy wystarczy na farbę, pędzle i inne potrzebne rzeczy. Myślę, że nic wielkiego się nie stanie, jak kupie sobie coś dobrego na kolację...



Uśmiechnęła się na tą myśl. Zakluczyła szafkę z naklejką zawierającą jej imię i ruszyła do sklepu spożywczego w pobliżu jej domu, by kupić sobie bułki i miód, aby móc położyć się spać z pełnym brzuchem i radosnym uśmiechem na twarzy. Wtedy, tylko tego brakowało jej do szczęścia.

1 komentarz:

  1. djnjvdkr nie dodało mi mojego komentarza ;.; notka super mimo iż zwyczajna ^^ podoba mi się twój styl pisania^^ jest ciekawy, poprawny i ładny^^ czekam na akcję z malowaniem;3 oczekuje, że nas zaskoczysz!!! <3 <3

    OdpowiedzUsuń