niedziela, 30 czerwca 2013

Epizod 8

Tylko nie bijcie za tego posta! xD Ten pomysł chodził po głowie już zanim zaczęłam pisać bloga, więc go zrealizuję. No i wzięło mnie dziś na takie klimaty :P. Mam nadzieję na pozytywne komentarze :)






***




Naruto wracała z pracy z uśmiechem na twarzy. Dziś minął bowiem drugi miesiąc, odkąd zaczęła tu pracować. Lada dzień mogła dostać drugą już wypłatę. Miała zamiar uczcić to małym piwkiem w domu. 
Dwa miesiące w tym mieście były magiczne. Zmieniły ją diametralnie, a przede wszystkim jej nastawienie do ludzi. Zdobyła przyjaciół, którzy chcieli spędzać z nią każdą wolną chwilę. Pomyślała o Deidarze, dzięki któremu przeprowadzka tutaj była w ogóle możliwa. O Sasorim, Ino, Kibie, Nejim, Hinacie, Chojim, Sasuke i nawet o Sakurze, która do paczki i do przyjaciół nie należała. Czuła się wspaniale z myślą, że kogoś ma.
Do pracy nie miała aż tak blisko, więc by wrócić przed telewizor jak najszybciej, wybrała ciemne uliczki. Spojrzała na telefon mając wrażenie, że dostała SMSa. Nic jednak tam nie znalazła, więc z cichym mlaśnięciem, wsadziła go z powrotem. 
- Hej, ślicznotko - dwóch mężczyzn zagrodziło jej drogę. 
Zaczęła wykonywać jakieś bliżej nie określone ruchy rękami, udając głuchoniemą. Odwróciła się, chcąc zmienić kierunek, lecz za nią stała kolejna dwójka. Westchnęła ciężko.
- Czego mi nie odpowiadasz? - jeden z nich pociągnął ją boleśnie za ramię.
Jako, że udawała głuchą, syknęła tylko z bólu i patrzyła na niego pytająco. Ponownie zaczęła coś tłumaczyć mu swoim wymyślonym językiem.
- Co ty, pojebana?! - warknął nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Jest głuchoniema, idioto - najmłodszy z nich stanął obok niej. - Zawsze chciałem usłyszeć co takie krzyczą podczas seksu... - zamruczał jej do ucha.
Zdawałoby się, że jest prawdziwym idiotą. W końcu dziewczyna miała być głucha. Chłopak wiedział jednak co robi. Gdy tylko blondynka zachłysnęła się powietrzem przez to, co usłyszała, ten rzucił ją na ścianę. Reszta zbliżyła się do nich. W głowie jej się zakręciło od spotkania z twardymi cegłami. 
- Nie ładnie tak kłamać, złociutka... - zacisnął mocniej dłonie na jej nadgarstkach. 
Zacisnęła mocno zęby, podnosząc z impetem kolano. Trafiła celnie - prosto w czułe miejsce. Mężczyzna od razu ją puścił, zginając się w pół. Gdy pozostała trójka starała się zrozumieć, co właściwie się stało, Naruto chciała uciec. Zdążyła jednak zrobić tylko dwa kroki. Ktoś chwycił ją szybko za kostkę, fundując jej bliskie spotkanie z ziemią.
- Puść mnie! - wrzasnęła.
Nie spodobało im się to posunięcie. Najmłodszy, prostując się po uderzeniu, podszedł do niej z szarą taśmą.
- Nie dobra suka! - burknął zaklejając jej usta oraz ręce. - Za chwilę cię wytresujemy...
Odsunął się od niej, pozwalając reszcie działać. Naruto dalej próbowała się wyrwać, wstać, lecz zakneblowali jej również nogi. Starała się chociaż przeczołgać bliżej głównej ulicy, lecz za to dosłownie zrównano ją z ziemią. Dociskali jej twarz tak mocno, że piasek rozrywał jej skórę. Patrzyła w stronę ulicy, licząc na jakiś ratunek. No bo co mogłaby zrobić sama, przeciwko czterem, silnym mężczyznom?!
Nóż zgrabnie rozciął jej koszulkę. Czyjeś palce, brudne, tłuste dłonie zaczęły masować jej plecy. Usłyszała za sobą podniecone głosy. Rozpięto jej stanik. Była jednak zbyt mocno dociśnięta do ziemi, by mogli go ściągnąć. 
Spocone dłonie przeszły z łopatek w dół kręgosłupa. Wylądowały na jej pośladkach.
Blondynka znów zaczęła się wyrywać. Usłyszała śmiechy. To nie miało żadnego sensu. Chwilę później czyjeś dłonie zaczęły ciągnąć jej spodnie w dół. 



Sasuke wracał właśnie z kina. Po raz kolejny umówił się z jakąś laską i po raz kolejny nie podobała mu się randka. Chciał po drodze wpaść do Naruto. Dawno ze sobą nie rozmawiali. Miał zamiar kupić kilka piw i spędzić z nią wieczór. Szedł główną ulicą. Dziewczyna mieszkała w najgorszej dzielnicy, istną głupotą byłoby wybrać boczne uliczki. 
W jednej z nich zauważył ruch. Zatrzymał się, by zobaczyć co się dzieje.
Czwórka dorosłych mężczyzn pozbawiała właśnie młodą blondynkę spodni. Nie lubił się wtrącać - i tym razem nie miał takiego zamiaru. Chciał już odejść, lecz coś zmuszało go do interwencji. Ten kolor włosów coś mu przypominał.
Co gdyby to Naruto tam leżała?
Postanowił więc jej pomóc. Ruszył wolnym krokiem do przodu, z rękami w kieszeniach. Przyglądał się dziewczynie, której twarz właśnie brutalnie porysowano, przesuwając nią po piaszczystej ziemi. Obrócono ją bardziej w jego stronę.
Zamarł.
Nie wiedząc co robi, ruszył przed siebie. W biegu uderzył jednego z mężczyzn w kręgosłup tak, by wybić mu kręg i unieruchomić w bólu. Wziął mocny zamach, kopiąc nachylającego się nad dziewczyną faceta prosto w twarz. Zrobił to tak mocno, jak piłkarz chcący przebić piłkę na drugą stronę boiska. Prawdopodobnie złamał mu kość policzkową. 
Nie przejmował się tym teraz. W amoku zaatakował trzeciego mężczyznę, waląc go pięścią w brzuch.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że napastnicy się wystraszyli. Zebrali najbardziej rannych z podłogi i uciekli. 
Sasuke wziął głęboki wdech. Cały drżał z wściekłości. Podszedł do wciąż związanej, nie świadomej co się stało dziewczyny. Zapiął jej stanik i zarzucił na nią swoją czarną bluzę.
- Po raz pierwszy zamiast rozpinać, zapinałem stanik - zażartował sobie, choć wcale mu do śmiechu nie było. 
Zabrał się za ściąganie taśmy z jej rąk. Obrócił ją delikatnie przodem do siebie. Była zapłakana, roztrzęsiona, zdezorientowana. Gdy do niej dotarło, że to Sasuke, rzuciła mu się na szyję wybuchając szlochem. 
Niepewnie położył dłonie na jej plecach, chciał ją pocieszyć, lecz w tej sytuacji nikt nie znalazłby odpowiednich słów.



Naruto była przygotowana na najgorsze. Słyszała już rozpinane rozporki, a mogła tylko zaciskać do bólu zęby. Przeważył jednak ból rozrywanej skóry na policzku. Jeden z nich przejechał jej twarzą po kamieniach, raniąc ją do krwi. Zacisnęła mocno pięści. Była sparaliżowana strachem.
Chwilę później chichoty ustały. Usłyszała kilka mocnych trzasków - jeden po drugim. Towarzyszyły im odgłosy bólu i huki opadania ciał na ziemię. Nadal miała zamknięte oczy podejrzewając, że biją się o kolejkę. Ta myśl przeraziła ją jeszcze bardziej.
Zamiast obślizgłych dłoni dobierających się do jej spodni, poczuła aksamitne palce, delikatnie zapinające jej stanik. Zaraz po tym ciepły materiał i zapach. Zapach Sasuke. 
- Po raz pierwszy zamiast rozpinać, zapinałem stanik - melodyjny głos Sasuke, sztucznie próbującego rzucić żart, dla rozluźnienia sytuacji.
Te same, przyjemne dłonie rozwiązały ją i odwróciły niczym jajko - bojąc się, że może ją stłuc. Gdy tylko jej oczy potwierdziły, że przed nią klęczy właściciel znanego jej zapachu i głosu, rzuciła mu się na szyję. Z bezradności zaczęła płakać. 
Płakała tak przez 10 minut. Brunet nie skarżył się. Głaskał ją delikatnie po głowie, wtulając w siebie. Gdy się uspokoiła, odsunęła się lekko od niego, by zapiąć bluzę.
- Chodźmy stąd - szepnął, jakby bojąc się obudzić w niej łzy. 
Pomógł jej wstać. Podniósł z ziemi telefon i obejmując ją w talii, pomógł jej przedostać się do taksówki, którą w międzyczasie zamówił.
Nie mógł pozwolić jej zostać tego dnia samej w domu. Nie mógł również pozwolić, by została w tej dzielnicy. Zabrał ją do siebie bez słowa. Ani on, ani ona nie potrafili żadnych znaleźć. W totalnej ciszy wskazał jej sofę. Poprosił , by poczekała. Szybkim krokiem poszedł namoczyć ręcznik, zabierając przy tym apteczkę. Uklęknął przed nią, delikatnie przecierając jej twarz ręcznikiem. Była cała we krwi i łzach.
Sasuke wyglądał na złego. Naruto bała się, że to przez nią. Nie miała jednak ochoty pytać. W jej głowie panowała pustka, nie mogła nawet złożyć zdania. Był taki delikatny, mimo wyrażającej co innego twarzy. Chciała zabrać od niego ten ręcznik, zrobić to sama i wyjść, by nie zostawać mu na głowie, ale nie potrafiła. Chyba nawet spodobała jej się jego opiekuńczość.
Zasyczała, gdy przyłożył jej wacik i oblał polik wodą utlenioną. Paliło ją niemiłosiernie. Założył całkiem spory opatrunek, zakrywający wszystkie rany. Dał jej swoją koszulkę, ręcznik. Wskazał łazienkę i zostawił samą. Widać po niej było, że jest wykończona. Wiedział, że nie zrobi nic głupiego. Poza tym, oddał jej swoje łóżko, skazując siebie na sofę. Gdyby chciała gdzieś wyjść, usłyszałby ją. Przed wyjściem poprosił, by się wyspała. Choć jeszcze jej o tym nie powiedział - miał zamiar zabrać ją na policję.
- Dziękuje, Sasuke - szepnęła przez na nowo napływające łzy, zanim ten zamknął drzwi.

środa, 26 czerwca 2013

Epizod 7

Mam kolejnych czytelników! Cieszę się bardzo, że Wasza liczba wzrasta, że komentujecie moje notki i, oczywiście, że się Wam to podoba! :D
Nie mogę pozwolić Wam długo czekać na kolejną notę, więc zabieram się za pisanie :) Miłej lektury <3


***


Dni mijały i nie działo się nic ciekawego. Naruto miała dobre wspomnienia z malowania ścian w jej mieszkaniu, lecz na tym się skończyło - Sasuke wrócił do siebie. Był zimny i ignorował ją. Miała dziwne wrażenie, że jej obecność bardzo go irytuje. Poza tym, nie miała czasu na przyjaciół. Tygodnie toczyły się po jednym torze - szkoła, praca, dom, szkoła, praca, dom. W samej pracy też nie wiele się działo. Restauracja nie była tania, więc i klientów było mało. Choć napiwki rozweselały ją, zaczynała żałować, że tam pracuje.
Czwartek zapowiadał się kolejnym beznadziejnym dniem w pracy. Było gorąco, ludziom nie chciało się wychodzić z domu. W lokalu, na szczęście, była klimatyzacja, więc Naruto się nie gotowała podczas pracy. Nie spodziewała się, że ten dzień będzie inny.
Koło 20, godziny randek, do lokalu zeszło się kilku klientów. Słysząc dzwonek przywieszony nad drzwiami, podeszła do nowo przybyłych gości. Gdy zobaczyła kto to - zamarła. Nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa.
- W-Witamy... - odchrząknęła. Przecież znała to zdanie na pamięć. - Stolik dla dwojga? 
Przed nią stał nie kto inny jak Sasuke. Mimo swej z natury bladej cery, wyraźnie pobladł. Był elegancko ubrany - choć jak na licealistę. Może więc nie elegancko, a po prostu - ładnie. Uwagę blondynki przykuł nie sam chłopak, a coś, co przypominało dziewczynę i w nienaturalny sposób kleiło się do ramienia bruneta.
Rudowłosa "kleidupa", jak ją w myślach nazwała Naruto, przytaknęła na jej pytanie. Automatycznie odwróciła się na pięcie, rzucając "proszę za mną". Posadziła ich przy takim stoliku, przy jakim mogła ich doskonale obserwować. Wróciła za ladę, by chwilę później przynieść parze menu. Uśmiechała się sztucznie, czekając na zamówienie.
- Co zamawiamy, Sasuke? - rudowłosa dziewczyna poprawiła swoje okulary i przejechała palcami po ręce chłopaka. Ten ignorował to perfekcyjnie, jakby jej tam nie było.
- Ja poproszę polędwice w śliwkach i czerwone wino do tego - burknął niepewnym głosem.
Naruto zapisała zgrabnie zamówienie i spojrzała w oczekiwaniu na dziewczynę.
- Karin, zamawiaj - ponaglił ją ostro brunet.
- Ależ to oczywiste, że wezmę to co ty, Sasuke-kun! - posłała mu buziaczka.
Blondynka mogła przysiąc, że widziała pulsującą żyłkę na czole chłopaka. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Zaraz przyniosę - zniknęła w kuchni.
Sasuke zerknął na drzwi kuchni, za którymi zniknęła blondynka. Nie miał bladego pojęcia, że ona tu pracuje. Gdyby wiedział, na pewno by go tu nie było z Karin. Dziewczyna działała mu już na nerwy. Latała za nim odkąd pamięta - zanim jeszcze Sakura się poddała. Uśmiechnął się na wspomnienie dnia, w którym Sakura dała mu spokój. Ruda była jednak dużo gorsza i w końcu, pod wpływem szantażu, dał jej się namówić na randkę. Miała informacje, które wolałby zostawić dla siebie, dlatego to zrobił.
Z jakiegoś powodu nie chciał, by blondynka wzięła ich za parę. Czuł się nie zręcznie w tej sytuacji i chciałby jej wszystko wyjaśnić, ale dlaczego? Po co ma się tłumaczyć komuś, na kim mu nie powinno zależeć?
Ignorowanie słowotoku Karin nie było trudne. Jego zamyślenie rozproszyła dopiero zbliżająca się postać blondynki. Dopiero teraz zauważył jej sukienkę. Wyglądała na prawdę seksownie. 
- Proszę i życzę smacznego - podała im parujące dania, nalewając uprzednio wina i znów zniknęła, choć do stolików gości, chcących zapłacić za posiłek.
Udało jej się zamienić z inną kelnerką. Wzięła sobie kwadrans przerwy, by spokojnie odetchnąć. Miała cichą nadzieję, że Sasuke się w tym czasie ulotni.
Przeliczyła się.
Gdy tylko wróciła do holu, chłopak właśnie rozmawiał z zastępującą ją kelnerką. Gdy ta zauważyła Naruto, poprosiła ją delikatnym ruchem ręki do stolika, od którego jednocześnie odeszła.
- W czym mogę służyć? - spytała, nie patrząc na bruneta.
- Chcielibyśmy rachunek, prawda misiaczku? - rudowłosa znów przykleiła się do Sasuke.
Blondynka westchnęła głęboko. Uśmiechnęła się sztucznie, starając się to wytrwać.
- Płacą państwo kartą, czy gotówką? - spytała, bo musiała.
- Gotówką - odpowiedziała dziewczyna, przejeżdżając palcem po policzku chłopaka. 
Blondynka, zaciskając pięści, ukłoniła się lekko i odeszła. Chwilę później musiała wrócić z paragonem. Podała go Sasuke.
Ten położył w koszyczku dwie stówy - było to znacznie za dużo.
- Zaraz wydam resztę - mruknęła, chwytając koszyczek.
- Nie trzeba - podniósł się z siedzenia. - Ale skoro już wychodzimy, chciałbym zaprosić cię na mecz koszykówki. Gramy z chłopakami jutro na szkolnej sali gimnastycznej, wpadłabyś pokibicować? - spojrzał na nią z nadzieją w oczach. Tylko one go zdradzały.
- Pewnie - uśmiechnęła się radośnie.
Wszystko to nie spodobało się Karin. Pociągnęła ona chłopaka za ramię, prychając głośno na blondynkę. Krótko się żegnając, opuścili lokal.



***


- Shikamaru, zrozum, że to nie jest dla mnie łatwe... - Temari leżała właśnie głową na kolanach szatyna. Starali się oni zakończyć ostatnią sprawę z Sakurą.
Tak właściwie, dziewczyna już dawno mu wybaczyła. Zlała go co prawda deską i dwa razy uderzyła "przypadkowo" garnkiem, ale wiedziała, że to się więcej nie powtórzy. Mimo wszystko ufała mu i kochała go. Jedna dziwka nie przekreśli ich dwuletniego związku.
- Wiem - westchnął, starając się nie skupiać za bardzo na telewizji, by jej przypadkiem nie zignorować i nie zaprzepaścić sobie przez to jej wybaczenia.
- Postaram się jednak odbudować swoje zaufanie do ciebie. Lepiej mi w tym pomóż - uśmiechnęła się. Chłopak pocałował ją w czoło.
- Zaraz przyjdą Neji z Kibą, lepiej żebyśmy nie poruszali przy nich tego tematu... - burknął, na co dziewczyna tylko przytaknęła.
Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka. Blondynka wstała z młodszego od siebie chłopaka, by otworzyć drzwi. Pierwsze, co przez nie przeszło, była reklamówka pełna piwa. Dopiero po tym ukazały jej się znajome twarze.
- Nareszcie, już mi kac mijał - Shikamaru przejął reklamówkę.
- Nie bój się, ta noc będzie epicka! - Kiba wyszczerzył zęby, pokazując im filmy DVD, które ze sobą zabrał.
- Skąd masz wszystkie części American Pie? - Naruto weszła zaraz za chłopakami. Nikt tego nie zauważył, więc nie było dziwnym iż wszyscy podskoczyli w przerażeniu.
- Naruto! - zarechotał Kiba, przytulając ją do siebie mocno. - Skoro już jesteśmy wszyscy, to nie marnujmy czasu i zaczynajmy! - wykrzyczał obejmując blondynkę ramieniem.
Naruto wyciągnęła zza pleców szarą reklamówkę.
- To tak, gdyby nam zabrakło - podała ją Temari.
- Nie bój się. Dzisiaj mamy prawdziwą libację - zaśmiała się, wkładając puszki piw do zamrażalnika i podając wszystkim wcześniej schłodzone, zakupione przez nią Dryskie. 
Kiba włączył pierwszą część komedii. Nikt nie miał zamiaru iść następnego dnia do szkoły. Jedynie Neji wiedział, że nie może się upić, ani pozwolić na to Kibie - obaj byli w pierwszym składzie jutrzejszego meczu w koszykówkę. 
Wesoły szatyn uspokajał jednak długowłosego chłopaka przekonując go, że do meczu odbywającego się o 18, to on zdążyłby się upić i wytrzeźwieć 4 razy. Neji nie wyglądał na przekonanego. Wolał to jednak przemilczeć i dopić piwo, które robiło się coraz cieplejsze. 
Jak się okazało, całej piątce wystarczyły 3 części filmu, by nie wiedzieć co się dzieje. Film im się urwał, a obudzili się na materacu z puszek, który zrobili nim poszli spać. Naruto jako jedyna postanowiła spać na dywanie. Dzięki temu uniknęła przykrych odcisków.


***

Blondynka przebijała się przez rozochocony tłum. Wszyscy krzyczeli zbyt głośno, o czym informowała ją boląca głowa. Kac nie był tym, co lubiła. Z butelką wody w ręku usiadła w zajętym dla niej przez Ino miejscu. 
- Boże, jak ty wyglądasz - zaśmiała się wesoło. - Noc musiała być ciężka, a mnie tam nie było? - udawała oburzenie.
- Nie krzycz tak, błagam - zaśmiała się w odpowiedzi. - Jestem padnięta...
- Nie tylko ty - Hinata uśmiechnęła się współczująco. - Neji i Kiba też nie wyglądają dobrze...
Naruto powiodła wzrokiem w kierunku wskazanym przez dziewczynę. Kiba spał oparty o ścianę, a Neji miał tak podpuchnięte, przepite oczy, że z daleka było to widoczne. Natychmiast wybuchnęły gromkim śmiechem.
Mecz się rozpoczął, więc Naruto musiała zacząć rozeznanie. Kiedyś lubiła obserwować szkolną drużynę. Dosyć dużo wiedziała o koszykówce. 
 - Czemu mnie to nie dziwi?! - rzuciła, przyciągając wzrok siedzących naokoło niej widzów. - Sasuke kapitanem - odpowiedziała na pytający wzrok koleżanek.
- No tak, jest najlepszy. To on wymyślił wszystkie zagrania - mówiła z pełnymi ustami Ino. Jadła właśnie batona, który reklamowany był jako dietetyczny. 
- Dobrze, że Shikamaru jest taki leniwy, bo pewnie przejąłby jego role - dorzucił swoje 5 groszy Choji, siadając obok nich.
Mecz rozgrywał się z korzyścią dla jej szkoły. Starała się nie obserwować zbyt dużo Sasuke, ale jego kocie ruchy i perfekcyjne zagrania nie pozwalały jej na to. Kiba smacznie spał na ławce rezerwowych, a Neji niespokojnie poprawiał kitkę, gdy po raz kolejny coś mu nie wyszło z piłką. Ostateczny wynik meczu był szokujący. Drużyna przeciwna nie miała żadnych szans.
Gdy tylko padł ostatni rzut, a czas się skończył, widzowie drużyny Sasuke wstali ze swoich miejsc. Krzyczeli, gwizdali i zgodnie klaskali. To zdecydowanie był widowiskowy mecz.
Ino chwyciła Naruto za rękę. Było za głośno, by ją usłyszała, wolała więc ją zaciągnąć w odpowiednie miejsce. Przez tłum, blondynka nie widziała gdzie jest ciągnięta. Dopiero gdy z niego wyszła zauważyła, że jest to środek boiska. Ino ciągnęła ją do zwycięskich zawodników.
Tradycją tej szkoły, o której nie wiedziała Naruto, było wyjście wszystkich dziewczyn ze szkoły do zespołu i otoczenie ich wianuszkiem. Sasuke, oczywiście miał swój wianek. Naruto stanęła koło Kiby, który nie bardzo wiedział jak wygrali. Ponad to, chłopacy ściągali tradycyjnie swoje koszulki. W myślach podziękowała bogu, że nie widzi bruneta. Później zastanawiała się o co dokładniej jej chodzi - o to, że pewnie sama zakochałaby się w nim na widok jego klatki piersiowej, czy może zapytałaby go o związek z Karin. W końcu jego umięśniony tors już widziała.
Po około kwadransie, tłum się przerzedził, a chłopacy poszli się przebrać. Dziewczyny, zwyczajowo, czekały na chłopaków, by pójść z nimi do McKaczki coś zjeść. Naruto została z nimi. Emocje opadły, bo żadna z nich się nie odzywała. Dopiero, gdy w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta twarz Kiby, znów ożyły, czekając na Sasuke. Blondynce wystarczył szatyn - podeszła do niego i porywając po drodze Nejiego, udała się w stronę wyjścia.
- Gratuluję chłopaki, to był świetny mecz! - uśmiechnęła się wesoło.
- Naruto? - męski głos zagłuszył pełną samouwielbienia opinię Kiby.
Dziewczyna odwróciła się ze zdziwieniem. Tak dawno nie słyszała tego głosu.
- Kakashi-sensei? - uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła i podskoczyła do nauczyciela. - Co pan tu robi?
- Ciebie również mógłbym o to zapytać - uśmiechnął się za maską. - Uciekłaś ze swojej wioski, czy wywieźli cię siłą?
- Od miesiąca uczę się w tej szkole - wyprostowała się z dumą. - Pan jest ich trenerem? Mecz był świetny!
- E tam, świetny. Nie postarali się. Wciąż mają wiele niedociągnięć - spojrzał na zegarek. - Muszę lecieć - poczochrał jej włosy - ale koniecznie musimy jeszcze kiedyś ze sobą porozmawiać.
- Na pewno, proszę pana! - uśmiechnęła się, gdy ten oddalał się machając jej ręką.
Odwróciła się z powrotem do chłopaków. Rozumiejąc ich pytające spojrzenia, machnęła tylko ręką.
- Wpadał czasami do mojej starej szkoły - ruszyła w stronę wyjścia, jakby nigdy nic.
Kolejną niespodzianką, był stojący za drzwiami wyjściowymi Sasuke. Rzucił on krótkie "ile można na was czekać" i podążył z nimi do McKaczki, gdzie byli już wszyscy. Świętowali dość długo i rozeszli się do domów.


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Epizod 6

Jak chyba wspomniałam w pierwszej notce, dopiero zaczynam swoją zabawę z blogami i wydaje mi się, że robię to bardzo nieśmiało :) Staram się więc rekompensować moje nieudane notki - od dziś bardziej się do nich przykładam! Życzcie mi powodzenia i weny :D miłego czytania!



***


- No, wszystko powinno się udać - Naruto uśmiechnęła się do siebie.
Stała w przedpokoju, w zadowoleniu trzymając ręce na biodrach. Pod ścianami rozłożyła stare gazety, meble przykryła i odsunęła na środek pokoju i ściągnęła przeklęte firanki. Tak jej się przynajmniej wydawało, że są przeklęte - dwa razy o mały włos nie przewróciła się przy ich ściąganiu, za trzecim razem spadając, porwała jedną z nich. Głowa wciąż pulsowała jej od feralnego uderzenia w ziemie. Na szczęście skończyło się tylko na tym bólu i podartej firanie. 
Poprawiła nieznacznie prowizoryczny kok, który zrobiła z włosów i poszła do kuchni, by dopić kawę. W pomieszczeniu unosił się zapach placka, jaki upiekła na przegryzkę podczas pracy. Zaciągnęła się nim głęboko, przymykając przy tym oczy. Czuła, że wiele może się zmienić tego dnia, choć miała tylko pomalować ściany.
Odłożyła pusty kubek do zlewu. Szurając kapciami powędrowała do sypialni, by przebrać się z piżamy, w której skład wchodziła męska koszulka. Miała kwadrans do dzwonka na lekcje. Rozczesała włosy i nie zaprzątając sobie głowy makijażem, wyszła do szkoły.
Sasuke również był podekscytowany dzisiejszymi planami. Kręcił się po domu zastanawiając się, czy zabrać ze sobą jakieś ciuchy na przebranie. Kilka razy spojrzał w lustro, by poprawić swoje idealnie ułożone włosy. Dobrze wiedział, że wyglądają powalająco, po prostu szukał sobie zajęcia. Starał się zagłuszać głos mówiący mu o tym, że najzwyklej w świecie przejmuje się dzisiejszym spotkaniem z blondynką.
Uderzył pięścią w blat.
- Ogarnij się! - burknął sam do siebie.
Nie chcąc już myśleć zbyt wiele, chwycił jakąś powyciąganą koszulkę i stare spodnie. Spakował je do plecaka, w którym zwykł nosić tylko zeszyty i wyszedł z domu do swojej czarnej hondy. Rzucił torbę na miejsce pasażera i ruszył do szkoły. Przeklną jeszcze w myślach, bo zapomniał drugiego śniadania jak i pieniędzy. To był prawdopodobnie pierwszy raz - Uchiha dosłownie nigdzie nie ruszał się bez swojego portfela. Gdy zaparkował przed starym budynkiem szkoły, natychmiast "ubrał" swoją maskę obojętności. Wysiadł z samochodu, by - niczym na zawołanie - obdarzyć podnieconą jego obecnością w szkole pierwszoklasistkę morderczym spojrzeniem. Ta tylko zachłysnęła się własną śliną i zniknęła z jego pola widzenia. Wziął głęboki wdech i ruszył do klasy matematycznej, gdzie nauczycielka oddała im ostatnie kartkówki. Dzięki jego pomocy Naruto dostała czwórkę.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Szósta lekcja skończyła się o wpół do drugiej. Naruto spakowała się jak najszybciej i z uśmiechem od ucha do ucha, podeszła do Sasuke. Ten spojrzał na nią krótko i z cichym westchnieniem spakował zeszyt. Zarzucił plecak na ramię i ruszył w stronę drzwi. Dziewczyna podreptała za nim. Nie mogła przestać się uśmiechać. Brunet umilał sobie drogę do auta, przyglądając się jej radosnej buźce.
Naruto nie wiedziała, że pojadą samochodem - nie wiedziała, że Sasuke ma samochód. Zdziwiła się zatem, gdy ten zaprowadził ją na parking. Jeszcze bardziej - gdy otworzył przed nią drzwi pasażera. Nie odezwała się jednak. Chłopak wyraźnie nie był w dobrym humorze. Rozsiadła się wygodnie i powędrowała wzrokiem w stronę lusterka. Poprawiła rozczochrane włosy (choć bez szczotki wydawałoby się, że nie zrobiła nic), by zaraz po tym spojrzeć na chłopaka, odpalającego samochód.
- Gdzie jedziemy? - odwrócił się w jej stronę.
- Liczyłam, że ty mi powiesz - uśmiechnęła się przepraszająco. - Nie mam pojęcia gdzie są jakieś sklepy z farbami...
Chłopak wciągnął głośno powietrze i zastanowił się chwilę. Jego brzuch zaburczał głośno. Naruto również to usłyszała i starała się teraz zdusić śmiech, zakrywając usta ręką.
- No to najpierw pojedziemy do mnie po portfel, a później coś zjeść - burknął chcąc już ruszać.
Jego również rozbawiła sytuacja, a śmiech blondynki sprawiał, że sam chciał nim wybuchnąć. Musiał jednak "trzymać fason", więc na jego twarzy pojawił się zaledwie nikły uśmieszek.
- Nie ma potrzeby, żeby jechać do ciebie. Pojedźmy do McKaczki i nie marnujmy czasu - odchrząknęła, by uspokoić drżący ze śmiechu głos.
- Oszalałaś? Miałbym pozwolić ci zapłacić? - burknął wyjeżdżając z parkingu.
- Och, daj spokój. Nic mi się nie stanie, jeżeli ci coś kupie. Chyba, że wolisz zjeść u mnie. Myślę, że coś tam się znajdzie. Specjalnie wczoraj placek upiekłam - wyprostowała się dumnie.
- Placek? - uniósł jedną brew. Piekła dla niego placek? - Dobra - westchnął. - Jedna tortilla mnie nie zabije, a później będę miał miejsce na twój wypiek - zawrócił na skrzyżowaniu.
Wysiedli pod Sektoramą, dokąd pojechali kupić farbę. Szli w milczeniu, nie mając za bardzo o czym rozmawiać. Naruto podobała się ta cisza. Po raz pierwszy nie musiała martwić się, że powie za dużo, lub że temat się nagle skończy. No bo po co, jeśli go w ogóle nie było? Szła uśmiechnięta tuż za brunetem. Była tak pogrążona w fantazjach, że wpadła w niego, gdy ten zatrzymał się przed półkami pełnymi farb.
- Co ty robisz? - usłyszała zimny ton.
- To ty się zatrzymujesz bez ostrzeżenia, zupełnie nie przejmujesz się innymi - burknęła, rozmasowując sobie obolały nos.
Sasuke westchnął tylko i wskazał ręką na puszki farby, by blondynka zajęła się tym, czym powinna. Ta od razu zabrała się za przeszukiwanie kolorów. Krążyła od lewej do prawej, nie mogąc się zdecydować. Sasuke już zaczynał się irytować i nudzić, więc zabrał się za pomoc. Przyglądał się kilku odcieniom jego ulubionych kolorów i już miał proponować jeden z nich blondynce, gdy ta podskoczyła do niego z puszką.
- Co na to powiesz? - podsunęła mu pod twarz pomarańczową farbę.
Uniósł brew.
- Zwariowałaś? To się nie nadaje, dostaniesz oczoplonsu od takich oczojebnych ścian - mruknął i chwilę później miał już swoją puszkę w ręce. - Taki kolor ma moja sypialnia.
Był to jasny fiolet. Kolor wrzosowy. Oczy Naruto poszerzyły się. Z myślą, że Sasuke odrzuci pomarańcz, przygotowała sobie pan B - ten kolor! Spojrzała na chłopaka z uśmiechem od ucha do ucha i kiwnęła wyraźnie głową. Natychmiast wzięła największą puszkę tego koloru. Była jednak tak ciężka, że uderzyła od razu w podłogę. Na szczęście stała na drugiej półce, więc upadek nie otworzył jej. Naruto próbowała ją podnieść, lecz jej się nie udało. Wizja ciągnięcia jej po ziemi także nie była ciekawa. Próbowała więc dalej, lecz puszka unosiła się na góra 20 cm. Brunet przyglądał się wszystkiemu w rozbawieniu. W końcu się zlitował - podszedł do zaskoczonej blondynki i jedną ręką podniósł puszkę. Dziewczyna aż rozchyliła usta w zdziwieniu.
- Jaki ty silny... - gwizdnęła z aprobatą i zaśmiała się wesoło.
- Chodźmy już do kasy - zignorował gwizd i skierował się do wymienionego miejsca.
Naruto znów szła za nim z uśmiechem.
- Wiesz, wcale nie jesteś takim skończonym dupkiem, za jakiego miałam cię na początku - uśmiechnęła się szerzej, widząc jego pytające spojrzenie. - Muszę tylko zrozumieć, dlaczego wciąż chowasz się za tą maską obojętności... - powiedziała bardziej do siebie.
- O czym ty mówisz? - położył puszkę na taśmie, starając się przywrócić Naruto do rzeczywistości. Ewidentnie odpłynęła.
- Będę miała więcej informacji, to ci wszystko wyjaśnię, na razie jest zbyt wcześnie - zapłaciła i już oddalała się od kasy, gdy sobie o czymś przypomniała. 
Zatrzymała się i odwróciła w stronę niosącego farbę bruneta.
- Nie kupiliśmy pędzli - wybuchnęła śmiechem.

Kwadrans później byli już zakupami w drodze do jej domu. Jedli przy tym zakupione niedawno tortille. Sasuke jeszcze kilka razy marudził, jak bardzo nie podoba mu się, że dziewczyna płaci. Nie chcąc tego dłużej słuchać, Naruto pozwoliła mu się kiedyś odwdzięczyć. Zaparkowali na przeciw walącej się kamienicy. Z zakupami w rękach weszli na śmierdzącą klatkę schodową. Skierowali się ku schodom, mijając po drodze jakiegoś pijanego pana. Naruto butem usunęła z pierwszego schodka strzykawkę i bez dalszych przeszkód dostali się do mieszkania.
- Naruto, wytłumacz mi jak ty możesz tu mieszkać... - Sasuke wciąż nie był przekonany do bezpieczeństwa sypiących się schodów.
- Już Ci chyba tłumaczyłam - otworzyła drzwi. - Jest to najtańsze, co udało mi się znaleźć. I to jeszcze z pomocą Deidary - uśmiechnęła się.
- Rodzice nie mogą ci dołożyć do lepszego mieszkania? Przecież tu się nawet oddychać nie da... - burknął kładąc farbę na ziemi i zamykając drzwi za sobą.
- Nie znam moich rodziców, a opiekunka ledwo może samą siebie wyżywić. Raczej nie mam na co liczyć - westchnęła.
Sasuke odchrząknął. Nie widział cienia zdenerwowania, bądź smutku na twarzy Naruto. Wręcz przeciwnie - uśmiech od ucha do ucha nie znikał z jej twarzy.
- Wybacz, nie widziałem - speszył się.
- Nie ma co roztrząsać. Nie znałam ich, to chyba nie mam czego żałować... - obdarzyła do szczerym spojrzeniem. - Bierzemy się do pracy? Masz w ogóle coś do przebrania? - spytała wypakowując pędzle z reklamówki.
- Wziąłem coś. Przebiorę się w łazience - rzucił na powrót spokojnym głosem.
Ona poszła w jego ślady i również zdecydowała się przebrać, lecz w swoim pokoju. Chwilę później stała już w krótkich, dżinsowych spodenkach i czarnej koszulce odkrywającej pępek. On natomiast wyszedł w dresach i granatowej koszulce. 
- Chcesz, żebym popadł w kompleksy? - przyjrzał jej się. Temu, że była cholernie ładna nie mógł zaprzeczyć. 
Zapadła niezręczna chwila, więc by ją zakończyć, brunet rzucił w dziewczynę pędzlem.
- Przynajmniej gazety dobrze rozłożyłaś... - uśmiechnął się delikatnie. - Maluj ścianę przy drzwiach - rozkazał i sam zabrał się za przeciwległą.
Naruto włączyła jeszcze tylko radio i zabrała się za malowanie.
Nie odzywali się do siebie. Blondynka jakby zapominając, że jest z nią brunet, podśpiewywała sobie do piosenek i tańczyła od czasu do czasu. Przy jednym z tańców o mały włos nie wpadła w farbę. Sasuke automatycznie uchronił ją przed upadkiem, chwytając ramieniem w talii. Pomógł jej stanąć na nogach i obdarzył surowym spojrzeniem.
- Przepraszam, nie bądź taki sztywny - zachichotała. - Wykorzystaj chwilę, żeby się zabawić, nikt cię tu nie widzi - wyciągnęła rękę z pędzlem i nim brunet zdążył zareagować, jego twarz była już fioletowa od farby.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. On nie chciał pozostać jej dłużny - chwycił wałek i przeleciał nim po długości jej pleców. Dosłownie, bo oszczędził koszulkę, wchodząc wałkiem pod nią. Naruto zapiszczała od zimnej farby. W odzewie wymalowała jego umięśnione ramie. Ten uśmiechnął się złowieszczo i przyciskając ją do ściany, dokładnie zamalował jej dekolt. Łaskotało ją to nie miłosiernie. Nie mogła jednak przegrywać. Zgrabnie zamoczyła pędzel w wiadrze i wróciła do zadowolonego z siebie bruneta, który właśnie miał zamiar ogłosić rozejm. Chwyciła jedną ręką jego koszulkę i naciągnęła mu ją na twarz. Gdy on próbował odsłonić oczy, Uzumaki zaznaczyła zarys jego mięśni pędzlem. Musiała uciec- Saske śmiejąc się, zaczął ją gonić z świeżo namoczonym pędzlem. Przeskoczyła przez sofę i zachodząc go od tyłu, pomalowała mu pośladki. Wytknęła do niego język i już miała uciec, gdy ten ją złapał i obrócił do góry nogami. Oddychali ciężko starając się uspokoić śmiech. Gdy tak się stało, Sasuke odłożył ją delikatnie na ziemię i usiadł koło niej. Zauważył, że zostawił jej ślady swoich dłoni na udach, za które trzymał. Znów zaczęli się śmiać.
Przez przerwę na placek, zabawę i bałagan, jaki przy niej zrobili, malowanie zakończyli dopiero o 19. Stanęli obok siebie, by podziwiać wykonanie i obojgu kolor przypadł do gustu. 
- Dziękuje za pomoc - Naruto przytuliła lekko Sasuke i powędrowała do kuchni. - Zrobię kolację, a ty się wykąp w tym czasie - krzyknęła, by ją usłyszał.
- Tak jest - uśmiechnął się do siebie i zniknął w łazience.
Było to ciasne pomieszczenie. Całe w białych kafelkach. Panował tam ogólny porządek. Co zauważył, to fakt, że Naruto nie używała wielu kosmetyków - znalazł zaledwie kilka. Spodobało mu się to.
Miał zamiar wziąć na prawdę szybki prysznic, lecz zmywanie z siebie farby zajęło mu to trochę więcej czasu. Dodatkowo z istną przyjemnością wciągał zapach grejpfrutowego żelu pod prysznic, jaki znalazł u dziewczyny. Przestaje poznawać sam siebie.
Następna wykąpała się Naruto. Później zjedli razem kolację - kolorowe kanapki - i obejrzeli komedię, która zapewniła im kupę śmiechu. Dziewczynę cieszył fakt, że chłopak w pewien sposób się na nią otworzył. Potrafił się śmiać i był wtedy o niebo przystojniejszy, więc za swoje życiowe zadanie wzięła zmienienie Sasuke na miłego faceta. Koło 10, Sasuke z bólem serca wrócił do domu. Na prawdę dobrze się dzisiaj bawił, nie spodziewał się nawet, że tak spodoba mu się ten dzień. Oboje padli zmęczeni i usnęli nie zauważając nawet kiedy.

niedziela, 16 czerwca 2013

Epizod 5

Na samym początku może małe sprostowanie do komentarza z poprzedniej notki - zdaję sobie sprawę, że "damska wersja" Naruto, zwana jest Naruko. Jednakże, cholernie mi się to nie podoba, więc zdecydowałam nie zmieniać imienia. Jak dla mnie oba brzmią męsko (xD), więc nie poddam się wcześniej wymyślonemu wzorcu :). Po prostu - chcę to zrobić po swojemu :). Co do reszty - zapewne jeszcze nie raz cię zaskoczę, więc czekaj na kolejne notki :D
Zapraszam do czytania!




***




Poniedziałkowe lekcje minęły błyskawicznie. Na wszystkich przerwach, obowiązkowo, całą grupą siadali przy fontannie (która z resztą była chyba dla nich zarezerwowana - żaden inny uczeń nie odważyłby się tam usiąść), by opowiadać o imprezie. Jak Naruto zauważyła, większość nie pamiętała co działo się po 10, więc nie jedną historię musiała poprawiać. Ona nie pamiętała tylko jak dostała się do domu, poza tym nie miała większych problemów. Ino nawet wytrzasnęła kilka zdjęć. Na wszystkich była uśmiechnięta. Jedno było wyjątkowe - Ino złapała moment, w  którym Naruto wylała butelkę piwa na głowę Kiby. Jego mina zdecydowanie była bezcenna.



Shikamaru i Sasuke trzymali się na uboczu. Nikt nie potrafił zrozumieć podłego nastroju Nary, podczas gdy inni świetnie się bawili, natomiast zachowanie Uchihy podobno nie odbiegało od normy. Blondynka starała się z nim porozmawiać. Gdy zapytała się co u niego, ten tylko burknął "super", które nasączone było ironią do tego stopnia, że aż po nim spływała. Nawet na nią nie spojrzał. Odwrócił się na pięcie i pomaszerował do klasy. Próbowała sobie wmawiać, że to dzwonek zapowiadający lekcje sprawił, iż odszedł. Mimo to, martwiło ją jego zachowanie.



Sasuke był bez przerwy poirytowany. Nie mógł się na niczym skupić. Całą niedziele spędził przy oknie. Nie wiedział czego wypatruje. Nie wiedział o czym ma myśleć. Ten stan doprowadzał go do wrzenia, dosłownie wszystko niszczył na swojej drodze. Gdy w poniedziałek zobaczył blondynkę, wkurzył się tylko bardziej. Nie rozumiał tego, był zagubiony przez co i opryskliwy dla niej. Gdy ta podeszła, by z przepięknym uśmiechem zapytać, co u niego, ten jak idiota tylko do niej odburknął. Przetarł dłonią twarz. Całą noc w końcu nie spał. Ale Naruto wygląda na prawdę dobrze w tej pomarańczowej, zwiewnej bluzeczce...



O czym ty myślisz...?!



Zacisnął zęby, gdy blondynka dosiadła się do niego na matmie. W tym momencie żałował, że przyszedł do szkoły.

- Za co on jej tak bardzo nienawidzi? - usłyszał z tyłu głos jakiegoś uczniaka - wyraźnie mało ważnego, bo nie rozpoznał jego głosu.
Nawet nie miał ochoty odwrócić się i zobaczyć kto to taki. Nie obchodziło go to.


No właśnie, dlaczego? Ale... czy ja na prawdę jej nienawidzę?



- Sasuke...? - Naruto patrzyła na niego kątem oka. 

Jej szept sprowadził go na ziemię. Poczuł lekkie ciarki na plecach. Nie miał odwagi by się odezwać, więc spojrzał tylko na nią wyczekująco. Jak zwykle sztywny, chłodny, z oczami pozbawionymi blasku.
- Jutro, po szkole, nadal aktualne? Bo wiesz... - zarumieniła się. - Nie wiem ile farby kupić i pomyślałam, że może mógłbyś mi pomóc... - uśmiechnęła się do niego przepraszająco.
Ten tylko westchnął przymykając na chwilę oczy.
- Dobra. Tylko nie każ mi na siebie czekać - burknął.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Zaraz po ósmej lekcji, Naruto wybiegła ze szkoły na łeb na szyję. Przepychała się pomiędzy tłumami, a nawet przeskakiwała nad niektórymi uczniami siedzącymi na schodach. Miała dokładnie 5 minut. Nie mogła przecież spóźnić się do pracy już pierwszego dnia!

Całkowicie zasapana otworzyła drzwi restauracji. Chwilę się ich przytrzymała by złapać oddech i ruszyła w stronę lady. Za nią stała wysoka i szczupła brunetka. Oczy miała piwne, a włosy kręcone. Naruto skrzywiła się. Jak dla niej była za chuda - z obcisłej, czarnej, eleganckiej sukienki wystawały jej kości biodrowe. Dla blondynki było to odrażające. Odchrząknęła pouczająco dla siebie, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Dzień dobry, miałam się tu stawić na godzinę piętnastą - nie ukrywała swojej ekscytacji.
- Ach tak. Chodź za mną - dziewczyna równie anemicznie odpowiedziała, co ruszyła w stronę kuchni. Blondynka poczłapała za nią, rozglądając się po miejscu, w którym zaraz miała zacząć pracować.
Była to stylowa restauracja. Wyraźnie nie najtańsza. Ściany były kremowe, z czerwonymi zdobieniami, a na każdym ze stolików stały świeże kwiaty. Same obrusy układały się na stołach niczym morskie fale. Wszystko to łączyło nowatorskość, ciepło i przyjemność w sobie. Blondynce nawet spodobał się mały kącik do zabaw dla dzieci. 
Przeszła przez ciężkie drzwi do kuchni, która aż błyszczała srebrem - w tym kolorze były nawet drewniane łyżki, używane przez kucharzy, choć brzmi to całkiem śmiesznie. Brunetka zatrzymała się, więc dziewczyna poszła w jej ślady.
- Zostań tu - rozkazała i zniknęła za drzwiami. Dosłownie kilka sekund później ponownie je otworzyła, by wyjść z pomieszczenia i wpuścić do niego Naruto.
- Dzień dobry! - ukłoniła się widząc mężczyznę w średnim wieku za biurkiem. Ewidentnie pasował na dyrektora restauracji - przy kości, to zbyt miłe określenie.
- A ty zapewne jesteś Naruto? - spytał uśmiechając swoją pyzatą buzie, gdy ta kiwnęła radośnie. - Nie mam zbyt wiele czasu, więc wszystko pokrótce - wstał, by podejść do szafy obok. Wyciągnął z niej czarną sukienkę, bardzo podobną do tej, którą miała brunetka "zza lady", lecz z doszytym białym fartuszkiem i kieszenią. 
- To twój nowy uniform, jestem pewien, że będziesz wyglądać w nim dobrze - wrócił na swój fotel. - Miranda powie ci gdzie jest szatnia, witamy w naszej restauracji! - zaśmiał się. - A! I nie daj się wrobić - wszelkie napiwki są twoje, nie ma tu jakiejś zasady dzielenia. Powodzenia! - rzucił jej jeszcze na odchodne.
- Dziękuję - ukłoniła się ponownie. Z sukienką w ręce powędrowała do głównego holu. 
Nie mogła się pozbyć sprzed oczu widoku falującego brzucha swojego szefa. Wciąż widziała za ciasną koszulę i zastanawiała się, jak w ogóle udało mu się zapiąć guziki. 


W dużej społeczności wszystko jest milej widziane... Albo puszczane z wiatrem.



Pierwszy dzień zatem zaczął się ciekawie. Wycinając może moment, w którym ze trzy razy pytała kasjerkę gdzie jest szatnia. Ta patrzyła na nią pytającym wzrokiem, jakby była naćpana. W końcu jednak podniosła od łaski rękę i wskazała kierunek. 

Chwilę później blondynka przeglądała się w lustrze. Czarna sukienka z krótkim rękawkiem w taki sposób uwydatniała jej kształty, że aż się zawstydziła. Obejrzała się z każdej strony i nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Gdy usłyszała dźwięk otwieranych głównych drzwi odchrząknęła i poprawiając po drodze biały fartuszek, wyszła by obsłużyć pierwszych klientów. 




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~





- Temari, proszę, otwórz - burknął szatyn. Nie miał pojęcia co robić, więc od kwadransa stał przed drzwiami dziewczyny, by wreszcie z nim porozmawiała.

- Już ci powiedziałam, nie mamy o czym rozmawiać, spieprzaj! - syknęła z głębi mieszkania.
- Daj mi 5 minut. Otwórz!
W końcu otworzyła. Była wściekła do granic możliwości. Chłopak wszedł niepewnie do środka, gdy ta wycofała się na swój fotel. Założyła nogę na nogę, splotła palce u rąk i czekała na jego wyjaśnienia.
Shikamaru westchnął. Jego uwadze nie uszedł bałagan panujący dookoła. Temari była cholerną pedantką, co było dla niego zawsze kłopotliwe. Zdawał sobie sprawę z tego, że to przez niego nie posprzątała w mieszkaniu - zapewne cały bałagan zrobiła w złości.
- Odezwiesz się wreszcie, czy mam cię wyjebać przez okno z nadzieją, że nie przeżyjesz? - warknęła.
- Dobrze wiesz, że nie lubię gdy przeklinasz. Jak również, że po upadku z pierwszego piętra nie zginę - westchnął drapiąc się po głowie. Widząc rosnącą irytację na twarzy dziewczyny, zaczął wreszcie wchodzić w temat. 
- Chyba po raz pierwszy nie mam planu. Wiem jak to zabrzmi, ale to nie ja ją zaciągnąłem do łóżka... To...
- Co ona tam w ogóle robiła?! - przerwała mu unosząc się. - W to, że to ona cię zaciągnęła akurat nie wątpię - prychnęła pogardliwie, opadając na oparcie.
- Po imprezie u Ino nie miała gdzie spać. Miałem nadzieję, że będziesz w domu, wtedy do niczego by nie doszło - westchnął. 
- Czyli chcesz mi wciskać, że broniłeś się rękami i nogami, ale ona i tak cię zgwałciła? Błagam cię! - zacisnęła pięści.
- Nie, Temari - przymknął oczy.


Dziewczyny są takie kłopotliwe...



- Nie twierdzę, że w ogóle się nie broniłem. Nie twierdzę, że było mi dobrze i nie twierdzę, że tego chciałem.

- Ja nie twierdzę, że zostaniesz tu dłużej niż minutę!
- Daj mi dokończyć - westchnął ponownie. - Jestem idiotą. Wiem, że ciebie zraniłem i... Nie liczę, że o tym zapomnimy. Liczę, że mi wybaczysz. Kurwa, no kocham cię, Temari - spojrzał na nią. Chwytał się brzytwy. Dobrze wiedział, że postąpił jak rasowy skurwiel. - Nie mogę cię stracić przez Sakurę, która szukała pocieszenia. Popełniłem największy błąd w moim życiu i, cholera jasna, jest mi tak bardzo wstyd! - schował twarz w dłoniach. 
- No i powinno - jej głos nie był już tak ostry. 
Nie potrafiła się na niego złościć. Chciała mu złamać nos, ale nie potrafiłaby z niego zrezygnować. Tak na prawdę nie była zła na niego, a Sakurę, która na za dużo sobie pozwalała.
- Teraz wyjdź. Muszę to sobie przemyśleć. Odezwę się do ciebie w tym tygodniu - odprowadziła go do drzwi. Jej postawa była przerażająco chłodna i sztucznie obojętna zarazem.
Chłopak chciał ją pocałować na do widzenia, nie liczył na takie zrozumienie z jej strony. Powstrzymał się, widząc jej zamyśloną minę. Wciągnął głośno powietrze i przekroczył próg. Trzasnęła drzwiami nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Przyglądał się klamce przez dłuższą chwilę. Westchnął głęboko i zakładając ręce na głowę, ruszył w kierunku wyjścia.
- Dobranoc, Temari.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~





Oczy Naruto błyszczały radośnie. W rękach trzymała napiwki, jakie dostała tego wieczoru. Nie wliczała w to także komentarzy na jej temat, które po raz pierwszy były dobre. Po raz pierwszy chwaliły, a nie obrażały jej urodę. Nawet obcisła, niepraktyczna sukienka zaczęła się jej podobać.

Schowała pieniądze do torebki i przebrała się w swoje ciuchy. Nuciła cicho ulubioną piosenkę ulubionego zespołu.


Pieniędzy wystarczy na farbę, pędzle i inne potrzebne rzeczy. Myślę, że nic wielkiego się nie stanie, jak kupie sobie coś dobrego na kolację...



Uśmiechnęła się na tą myśl. Zakluczyła szafkę z naklejką zawierającą jej imię i ruszyła do sklepu spożywczego w pobliżu jej domu, by kupić sobie bułki i miód, aby móc położyć się spać z pełnym brzuchem i radosnym uśmiechem na twarzy. Wtedy, tylko tego brakowało jej do szczęścia.

czwartek, 13 czerwca 2013

Epizod 4

I co ja mam niby z nią zrobić?


Sasuke starał się obudzić Naruto, ale ta odpowiadała tylko mruczeniem i spała dalej. Lada moment mieli wysiadać na swoim przystanku.

Próbował wszystkiego - od szczypania, przez krzyczenie, do zrzucania z krzesła. Ta jednak się nie poddawała. W końcu, on to zrobił za nią. Westchnął przeciągle - sam też był zmęczony. Udało mu się zaciągnąć ją na plecy. Zarzucił jej ręce na swoją szyję i pozwolił sobie podtrzymywać ją za pośladki. Tylko tym sposobem zmuszał ją do owinięcia nóg w jego pasie. Wysiadł. Chłodne powietrze trochę go ożywiło, podczas gdy na Naruto zadziałało jeszcze bardziej usypiająco. Szedł powoli w stronę jej kamienicy, jednak była to bardzo długa droga. Co chwilę przeklinał pod nosem, a nawet chciał ją zostawić koło jakieś menela na kocu. I choć z zewnątrz nie było tego po nim widać, martwiła go jej senność. Aż tak źle być nie powinno. Zaczął zastanawiać się czy aby na pewno nie dosypali jej czegoś do kieliszka, gdy - wybierając wyzwanie w grze w butelkę - musiała pójść po kolejną butelkę wódki, zostawiając swój kieliszek bez opieki. Wydawało mu się to jednak mało prawdopodobne. W końcu towarzystwo nie było jakieś przypadkowe. 
Od ciągłego podtrzymywania ją na plecach, w końcu zaczęły go boleć ręce. Delikatnie więc oparł ją o ścianę, by zmienić pozycję. Objął ją w pasie i prowadził, choć nogami nie poruszała jak człowiek idący. 
W końcu dotarli przed kamienice. Naruto obudził dopiero znajomy smród na klatce schodowej. Podała Sasuke klucze, wiedząc że sama nie da rady trafić w drzwi. Ten znów tylko warknął coś pod nosem i rzucił ją na łóżko.


Zawsze muszę wpakować się w coś głupiego. Poza tym, jak ona może tu mieszkać? Smród, brud i tragedia... Mogłaby chociaż ściany odmalować.



Z pogardą i pewnym zadumaniem omiótł jej mieszkanie wzrokiem. Poprawił jej nogi, ściągnął buty i przykrył kołdrą. Na jego twarzy malowały się wściekłość, irytacja i zmęczenie. Naruto ewidentnie miała z tego polewkę. Śmiała się do łez, widząc jego rosnącą irytację.

- Sasukeee - mruknęła. - Uśmiechnij się, przed tobą leży bezbronna dziewczyna, a ty ciągle naburmuszony - burknęła w bardziej w poduszkę, przez co jej słowa były mało wyraźne.
- Bezbronna i zalana w trupa - warknął przeczesując dłonią włosy.


Kurwa, no nie zostawię jej tak...



- Śpię dzisiaj u ciebie czy ci się to podoba czy nie - stwierdził z głosem oburzonego nastolatka i wyszedł z jej pokoju do salonu, gdzie rozłożył się na kanapie.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Brunet rozsiadł się wygodnie na sofie. Słońce wyglądało już przez na wpół zasłonięte okna. Po wczorajszej nocy lekko bolała go głowa, ale nie na tyle, by zniszczyło to jego dzień. Słyszał zakręcaną wodę spod prysznica. Rozciągnął się z długim ziewnięciem i włączył telewizor. Wiadomości jak zwykle nie były dla niego interesujące. Zamiast się na nich skupić, próbował sobie przypomnieć szczegóły wczorajszej imprezy u Ino.

Rozmyślania przerwała mu jednak kobieca postać stojąca teraz przed nim. Była w samym ręczniku zawiniętym na piersiach. Po jej ciele spływały jeszcze kropelki wody, a gdzieniegdzie skóra była czerwona od temperatury. Uśmiechnęła się uroczo, siadając na chłopaku okrakiem.
- Jesteś nago... - burknął, mimowolnie kładąc dłonie na jej biodrach.
- Przeszkadza ci to? - zamruczała mu do ucha.
Nim się obejrzał, ich usta złączyły się w pocałunku. Owiał go zapach malinowego żelu pod prysznic i miętowej pasty do zębów. 
Dziewczyna stawała się coraz bardziej nachalna. Ściągnęła z niego koszulę i wzięła sprawy w swoje ręce. Chwyciła jego dłonie, by jedną z nich umieścić na swojej piersi, a drugą pod ręcznikiem. Chwilę później już nic jej nie zakrywało. Chłopak zszedł z pocałunkami na jej szyję, co sprawiło na jej ciele gęsią skórkę. 
- S... - chciała wymówić jego imię, lecz ten uciszył ją wciskając jej język w usta. 
- Chodźmy gdzieś indziej - zamruczał w jej brodę, którą następnie pocałował.
Wyciągnął z niej palce i chwycił obiema rękami mocno za pośladki. Podniósł się razem z nią. Ta owinęła nogi wokół jego pasa. Czuła pulsującą męskość, która domagała się uwagi. Brunet rzucił ją na łóżko, by chwilę później przygnieść ją swoim ciężarem. Nie miał już na sobie spodni. Dziewczyna postanowiła przejąć inicjatywę.
Zepchnęła go z siebie, by móc na nim usiąść. Całowała jego czoło, usta, nos, przygryzała płatki ucha, a potem sutki. Językiem omiotła jego pępek, by chwilę później znęcać się nad nim i całować podbrzusze. W końcu widząc, że chłopakowi nie zostało dużo czasu, doszła do punktu kulminacyjnego. Poruszała głową rytmicznie, choć początkowo bardzo nieśmiało. Słyszała siłą zagłuszane jęki kochanka. 
- Sakura...- westchnął.
- Jeszcze nie, Shikamaru... - zamruczała. Powoli zaczęła wracać na górę, by dać chłopakowi ochłonąć. Ona też potrzebowała uwagi.
Już mieli kontynuować, gdy usłyszeli trzask drzwi. Dziewczyna spojrzała na bruneta przerażona. Po raz pierwszy zobaczyła strach w jego oczach.
- Shika... - dziewczyna stojąca w drzwiach zamarła. 
Była wyższa od Sakury i wyraźnie starsza. Studentka trzymała w ręce siatkę z zakupami. Jej szczęka dosłownie opadła na scenkę rozgrywającą się przed jej oczami.
Sakura, jakby nigdy nic, wstała z chłopaka i zaczęła ubierać się na oczach zadziwionej dziewczyny. Chwilę później zarzucała torebkę na ramię i wychodziła z krótkim "do zobaczenia". Shikamaru dopiero wtedy się ocknął. Szybko włożył bokserki.
- Temari, daj mi sobie wytłumaczyć!
- Wiesz, wydaje mi się, że widziałam wystarczająco - warknęła. - Twoje zakupy - rzuciła w niego siatką, uderzając go przy tym butelką mleka w twarz. 
- Temari! - rzucił się za nią, lecz ta zniknęła za drzwiami. 
Uderzył z całej siły pięścią w ścianę, by od razu tego pożałować. Palce bolały go teraz niemiłosiernie. Nie zwracając uwagi na ból pobiegł do pokoju, by błyskawicznie się ubrać i równie szybko biec za dziewczyną.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Naruto wstała z wielkim bólem głowy. Nie miała pojęcia jak znalazła się w swoim łóżku, ale za cel dnia postawiła sobie podziękowanie osobie, która jej w tym pomogła. 

Przebrała się w domowe ciuchy - pomarańczowe spodnie dresowe i czarną podkoszulkę. Poczłapała leniwie do kuchni, by wstawić wodę na herbatę. Zniknęła w łazience.
Sasuke zmrużył oczy. Słońce raziło go niemiłosiernie. Zapomniał zasłonić okna, nim położył się spać, choć szczerze wątpił by stare, dziurawe zasłony w czymś mu pomogły. Usłyszał ciche kroki. Przeciągnął się i wstał. Już chciał przywitać się z Naruto, gdy ta zniknęła w łazience.
Wykręcił oczami. 
Poszedł do kuchni, by przygotować śniadanie. Lodówka była prawie pusta, więc wyciągnął z niej jajka z myślą o zrobieniu jajecznicy. Z resztą, tylko one w niej były. Nie przewidział jednak, że znalezienie patelni będzie trudniejsze od zaciągnięcia pijanej blondynki do domu. Prychnął, gdy w znalazł go pod stołem. 


Tylko ona mogła wepchnąć patelnie pod stół... burknął sam do siebie.



Naruto poczuła świeży zapach jajecznicy. Od razu zaburczało jej w brzuchu. Dokończyła mycie zębów, uczesała niedbale włosy i sprawdziła jeszcze w lustrze, czy na pewno się nie skompromituje. Uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia. Sasuke stał przy patelni, soląc właśnie potrawę. 

- Dzień dobry...? - powiedziała niepewnie. Brunet był ostatnią osobą, której spodziewała się w swojej kuchni.
- Witam. Masz pustą lodówkę, więc robię jajecznice - burknął ozięble. Nawet na nią nie spojrzał.
- Mhm... widzę... - usiadła na taborecie, przyglądając się mu podejrzliwie. - Ale co ty tu robisz? - burknęła ni to zła ni to szczęśliwa.


Sasuke westchnął. Nic nie pamięta. Pewnie nie mnie się tu spodziewała. Mogłem zostawić ją na pastwę losu.



- To ty mnie tu przyprowadziłeś? - dopytywała, gorączkowo pocierając czoło i próbując sobie coś przypomnieć.

- Przyprowadziłem? Chyba zawlokłem. W autobusie odpłynęłaś. Był już właściwie ranek, więc postanowiłem, że tu zostanę - mruczał, utrzymując postawę "just don't give a fuck". 
Naruto zaśmiała się nerwowo. Woda w czajniku zagotowała się, więc wstała by przygotować napoje. 
- Kawy czy herbaty? - spytała sięgając po uśmiechnięte kubki.
- Herbatę - burknął sięgając po talerze, by nałożyć posiłek. 
Jajecznica nie tylko pachniała, ale też wyglądała i smakowała wspaniale. Naruto już dawno nie jadła czegoś normalnego, więc miała ochotę pożreć ją na raz. Tylko zimna postawa siedzącego na przeciw niej chłopaka jej na to nie pozwalała. Siedziała wręcz jak na szpilkach. Czuła się nieswojo, gdy on czuł się jak u siebie w domu. W końcu przerwała ciszę.
- Dziękuję, że się mną zająłeś. Mam nadzieje, że nie gadałam głupot, mnie się to często zdarza, a po alkoholu to nawet prawie zawsze - ponownie zaśmiała się nerwowo, pocierając kark.
- Nie martw się - zrobił przerwę na kęs jajecznicy. - Proponowałaś mi tylko seks, poza tym raczej wszystko przespałaś - mówił o tym z przerażającą obojętnością.
Blondynka automatycznie się zaczerwieniła.
- Teme... - burknęła sama do siebie. Była zła na Sasuke, choć powinna być zła na siebie. 
Dokończyli w ciszy. Gdy zjedli pozbierała talerze i włożyła je do zlewu.
- Dobrze gotujesz, kto cię nauczył? - uśmiechnęła się do niego już trochę pewniej. 
- Sam się nauczyłem - warknął, przez co blondynka straciła ochotę na dalszą konwersację. - Będę zbierał się do domu. Jestem padnięty po wczorajszym.
- Możesz zostać, wziąć u mnie prysznic, cokolwiek - uśmiechnęła się sztywno.


Sasuke nie umknął sztywny uśmiech. Dobrze wiedział, że sytuacja jest bardzo niezręczna. Odchrząknął, zbierając swoje rzeczy z podłogi i ubierając buty. 

- Wpadniesz jeszcze kiedyś? - spytała z rumieńcami na twarzy, gdy ten stał już przy drzwiach.
- Jak tylko ściany odmalujesz - sucha odpowiedz wkurzyła blondynkę.
- To byś przylazł tu i mi pomógł! - warknęła bardziej do siebie.
- Młotku, wystarczyło poprosić - uśmiechnął się na tyle delikatnie  by dziewczyna tego nie zauważyła. Cieszył się, że Naruto to powiedziała. Dała mu powód do następnej wizyty.
- We wtorek po lekcjach. Lepiej, żebyś już miała gotową farbę - rzucił w jej stronę i trzasnął drzwiami.


Uzumaki uśmiechnęła się radośnie. Jeszcze wczoraj go nienawidziła, dziś twierdziła, że może nawet się zaprzyjaźnią.

Może wcale nie jest taki zły, jak się wydaje...?


Z tą myślą zabrała się za zmywanie.





***





Nie bądźcie źli za tą notkę ^^ dostałam natchnienia pod prysznicem (xD), ale jest już późno, więc wykonanie nijakie :) Mam jednak nadzieje na komentarze! :D

wtorek, 11 czerwca 2013

Epizod 3

Czas mijał jej naprawdę szybko. Nim się obejrzała, był już piątek. Całe dnie spędzała z przyjaciółmi - właśnie tak, pełnoprawnie, nazywała kolegów z klasy. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd. W przyszłym tygodniu rozpoczyna pracę, więc już planują wspólny wypad nad morze. Byłby to pierwszy raz dla Naruto, która zwykle zamknięta była w małej wiosce. Chociaż mało chodziła po okolicy, można powiedzieć, że miała już ją w małym paluszku. Nie gubiła się w drodze do sklepu i odwiedzała Hinate, która mieszka nieopodal. Każdego dnia budziła się wypoczęta i uśmiechnięta.
Temu wszystkiemu chłodno przyglądał się Uchiha. W jakiś sposób denerwowało go ciągłe szczęście emanujące od dziewczyny. Z drugiej strony, jej uśmiech poprawiał jego nastrój i choć się do tego nie przyznawał, chciał by to do niego się tak uśmiechała. Marzył, by to on był powodem jej radości. 
Ich relacje opierały się na przywitaniu i na krótkich zdaniach, które wymieniali na lekcjach matematyki. Sasuke pomagał Naruto, co trochę przerażało ich oboje. Naruto miała wrażenie, że coś jest z nim nie tak - ewidentnie nie wygląda na osobę skorą do pomocy. Sasuke zaś sam wiedział, że zmienia się pod wpływem błękitnego spojrzenia.
Wciąż jednak Naruto czuła do niego pewną zawiść. 
Dzisiejszy, piątkowy dzień nie był dobrym dniem dla blondynki. Nie dość, że w lodówce nie znalazła mleka, przez co nie mogła zjeść śniadania, to pierwszą lekcją była matematyka. Jakby tego było mało, nim zdążyła się rozpakować, nauczycielka (z głosem wiedźmy) ogłosiła kartkówkę. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę opadając bezsilnie na krzesło. 
Sasuke nie umknęło przerażenie, które paraliżowało jego sąsiadkę z ławki. Odchrząknął, by zwrócić na siebie jej uwagę.
- Pomogę ci - burknął, podając jej kartkę.
Naruto spojrzała na niego niepewnie. To się robiło coraz dziwniejsze. Nie mogła jednak odmówić pomocy od bruneta, który - choć łaskawie zaproponował jej pomoc - nie obdarzał jej nawet spojrzeniem. 
Nauczycielka rozdawała kserówki. Miny uczniów rzedły, gdy dostawali je do rąk. Gdy ta podeszła do ich ławki, podała im kserówki tej samej grupy. Naruto od razu to zauważyła, więc spojrzała pytająco na jej twarz rodem z filmu o wiedźmach. Ta chrząknęła lekko i uśmiechnęła się do nich ciepło. Tak się przynajmniej wydawało blondynce, bo w rzeczywistości był to krzywy, kwaśny i niepewny uśmiech.
Pierwsze zadanie dotyczyło delty. Dziewczyna nie rozumiała nawet polecenia. Chwyciła jednak za kartkę, podpisała się i przysunęła delikatnie do bruneta. Dotychczas siedząc na skraju ławki, nie czuła jego zapachu. Na pewno nie działał na nią dobrze w tej sytuacji - kompletnie ją rozproszył. 
Zaczęli pisać razem i razem skończyli. Po raz pierwszy Naruto odpowiedziała na wszystkie zadania! Oczywiście, nie sama, jednak w starej szkole nie było nawet mowy o ściąganiu, bo siedziała w pojedynczej ławce, przez co oceny miała słabe. Tu czuła pewną piątkę.
Gdy nauczycielka zebrała kartkówki, blondynka "rzuciła" się na Sasuke. Przytuliła się delikatnie do jego ramienia, szepcząc mu na ucho "dziękuję". Następnie, jakby nigdy nic, zaczęła robić notatki, by już nie odezwać się do bruneta w szkole.
Sasuke poczuł blond kosmyki na swojej twarzy. Delikatne ręce oplotły się wokół jego ramienia. Gdy Naruto wyszeptała "dziękuję", po jego plecach przeszły ciarki. Nie rozumiał tego. W sali było ciepło. Gdy ta się odsunęła, natychmiast zaczął masować kark. Chciał by gęsia skórka jak najszybciej zniknęła. Kto jak kto, ale on nie mógł sobie pozwolić na takie reakcje po dotknięciu przez pierwszą lepszą dziewczynę. 
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, Sasuke zerwał się z miejsca jak oparzony. Wybiegł wręcz z klasy, by spotkać się w wyznaczonym miejscu z dziewczyną, która wyraźnie go adorowała. Była piękną, ponętną i dobrze obdarzoną przez naturę blondynką, lecz była głupia. Brunet nigdy nie pałał zapałem dla takich dziewczyn. Lubił je na jedną noc. Nic więc dziwnego, że ta aż tryskała podnieceniem, gdy zobaczyła jak mu się do niej spieszy. Nim zdążyła coś powiedzieć, on jedną ręką chwycił ją za nadgarstek, by przycisnąć ją do ściany, a drugą chwycił za jej pierś - ewidentnie w rozmiarze D. Zatopił się w jej ustach, pozwalając by był to namiętny pocałunek, który serwował tylko najlepszym dziewczynom. Oderwał się od niej i odsunął na jeden krok.
- Kurwa...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Lekcje minęły bardzo szybko. Naruto zauważyła, że Sasuke był jakiś "nie swój", podczas gdy inni aż gotowali się na wieczorną imprezę u Ino. Nie mając zbyt wiele czasu, zaraz po szkole udała się do sklepu po piwo, by móc w pełni zająć się przygotowaniami do imprezy. Zakupiła jeszcze dwa kartony mleka, choć wiedziała że na kacu nie ruszy jedzenia. Zrobiła sobie obiad i zabrała się do roboty.

Miała to być pierwsza impreza, na którą Naruto została zaproszona, która dotyczyła jej i na której miała zamiar się wspaniale bawić (ta to ma pełno "pierwszych razów" xD - dop. Misaki). Nie bardzo wiedziała jak to wygląda, więc wyrzuciła z szafy swoje wszystkie ubrania. Nie miała żadnych sukienek, nawet spódniczek. Zawsze preferowała styl chłopczycy, choć i w nim ukazywała swój seksapil. Spędziła kilka godzin na poszukiwanie pomysłów w gazetach młodzieżowych i w telewizji. Poddała się, pisząc SMSa do Deidary. Ten, wyraźnie rozbawiony pytaniem "w co powinna się ubrać na imprezę" polecił jej jeansy i jakąś wyjątkową koszulkę. Sam nie miał głowy do ciuchów, jak niby miał jej pomóc? Nie mając innego wyboru, posłuchała go.
Po chwili stała już w swoich ulubionych jeansach - rurkach i koszulce z guzikami przy biuście. Przyglądała się sobie w lustrze. Czegoś jej brakowało. W końcu postanowiła wymalować oczy trochę mocniej niż na co dzień i była gotowa do wyjścia. Wzięła za telefon by sprawdzić, która godzina. Za 5 minut mieli być u niej chłopacy - Kiba, Neji i Sasuke - którzy mieli zaprowadzić ją do 
Ino. Wyszła więc przed kamienice, by tam na nich zaczekać. Przed wyjściem rozpięła jeszcze guzik w swojej koszulce, by pokazać trochę więcej. 
Równo o czasie pojawił się Sasuke. Zadziwiona faktem, że przyszedł sam, skrzywiła się lekko.
- Hej. A gdzie Kiba i Neji? - spytała, gdy tylko do niej podszedł.
- Poszli jeszcze po wódkę, a mnie wysłali po ciebie. Idziemy? - burknął w sumie obojętnie.
- Yhm - przytaknęła i ruszyła za nim.
Szli w ciszy. Naruto nie odważyła się odezwać, ani na niego spojrzeć. Czuła się dziwnie w jego obecności. 
- Powinnaś to zapiąć - burknął widząc jej idealny dekolt. Wziął głęboki wdech, by okiełznać ochotę zapięcia ostatniego guzika przez niego samego. 
Naruto zarumieniła się i zrobiła jak polecił. Poczuła się głupio, i to spowodowało, że nie odezwała się już ani słowem. 
Musieli wsiąść do autobusu, by po półgodzinnej jeździe znaleźć się przed domem Ino. Był to piękny, biały budynek. Po nim od razu widać było status blondynki. Do biednych to ona nie należała. Naruto chciała zadzwonić do drzwi, lecz nim dotknęła dzwonka, Sasuke po prostu otworzył przed nią drzwi czekając, aż wejdzie pierwsza. Spełniła jego oczekiwania, przechodząc przez próg.
Gdy tylko pojawili się w przedpokoju, Ino uwiesiła się na szyi Naruto. Wszyscy witali ją radośnie.
- Ty to masz dobrze, Zimny Książę przepuścił cię w drzwiach! To trzeba gdzieś zapisać! - Kiba już osiągnął dobry humor. Widać po nim było, że kilka piw miał za sobą. 
Wszyscy wybuchnęli śmiechem na tą uwagę. Gdy zapadła niezręczna cisza, Naruto coś sobie uzmysłowiła. Uderzyła się w czoło, a pomieszczenie ogarnął plask.
- Piwa zapomniałam, cholera! - warknęła.
I na powrót wszyscy zaczęli się śmiać. Chwile później na stole stała już litrowa Wyborowa. Jak gdyby na zawołanie, gdy tylko nalano pierwszy kieliszek, przed drzwiami stanął Deidara z Painem i Sasorim. Naruto przedstawiła chłopaków reszcie i zaczęli pić.
Poszła pierwsza butelka, druga... I nikt już nie widział co się dzieje. 
Postanowili zagrać w butelkę - przecież to najlepsza gra po pijaku, jak stwierdził Choji wyjadając ostatnią paczkę chipsów. 
- Sakura! - Ino uśmiechnęła się złowieszczo, gdy kręcona przez nią butelka wskazała różowowłosą dziewczynę. - Pocałuj Shikamaru! - zamruczała.
- Oszalałaś? Miałyśmy nie grać na pocałunki - zaperzyła się Sakura. 
- Oj, nie przesadzaj. Zabawa to zabawa!
Shikamaru chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że poruszany jest jego temat, a już na pewno nie wiedział o co chodzi, gdy dziewczyna się nad nim pochyliła się. Leżał on bowiem na dywanie i palił fajkę. Ewidentnie źle na niego działało łączenie tytoniu z alkoholem. Dlatego też dziewczyna tylko lekko cmoknęła jego usta.
Zakręciła butelką.
- Kiba! - uśmiechnęła się do chłopaka, który bawił się z psem Ino. - Ściągaj spodnie i biegaj wokół domu! - zachichotała.
- Pff, jakbym nigdy nie robił gorszych rzeczy - na dowód swoich słów ściągnął spodnie i wyszedł na zewnątrz. Podczas jego nieobecności, Hinata opowiedziała Naruto, jak Kiba, przegrywając zakład, biegał w stringach swojej mamy po szkolnym parku. To dopiero było widowisko...
Zabawa trwała i zaczęła powoli nudzić Naruto, dopóki butelka nie wskazała właśnie jej. Deidara uśmiechnął się radośnie.
- Dopij moje piwo jednym chełstem! - zawołał. 
- To mnie chyba zabije, ale daj - zaśmiała się zabierając mu puszkę. 
Przy dopingach reszty grupy i zimnej obserwacji Sasuke, zabrała się za picie. Gdy skończyła, na dowód zwycięstwa wyrzuciła puszkę za siebie. Zakręciła butelką (która oczywiście była po wódce). Trafiła na Sasuke. Ten spojrzał na nią wyczekująco.
Blondynka zastanawiała się gorączkowo. Tłum podpowiadał: niech usiądzie nagim tyłkiem na kaktusie, pocałuje Nejiego albo rozbierze się przy wszystkich. Uzumaki wpadła jednak na dużo lepszy pomysł.
- Odprowadź mnie do domu! - uśmiechnęła się wstając chwiejnie.
- Już idziesz? - zaskomlała Ino.
- Taa... Padam z nóg, a od poniedziałku rozpoczynam pracę, trzeba polenić się póki mogę - obdarzyła ją pijanym uśmiechem.
Chwilę później wszyscy machali im radośnie przez furtkę. Oboje poszli w ciszy na przystanek. 
Była 4 nad ranem. Naruto nie spodziewała się, że będzie o tej godzinie wracać do domu, a już na pewno nie myślała, że będzie tak zimno. Trzęsła się niemiłosiernie, gdy wiatr na przystanku okazał się zbyt mocny.
Poczuła, że coś spada na jej ramiona. Było ciepłe i pachniało niesamowicie. Spojrzała na Sasuke. Układał on właśnie swoją skórzaną kurtkę na jej ramionach. 
- Będzie ci zimno - wyszeptała, jakby bojąc się, że ktoś inny ją usłyszy.
- O mnie się nie martw, to ty się rozchorujesz - burknął, wracając do pozycji wyjściowej. Kwadrans później nadjechał autobus.
Sasuke nie myślał o niczym. Patrzył tylko kątem oka na blondynkę, która wyraźnie traciła kontakt z rzeczywistością.
Mogła tyle nie pić. Teraz będzie tylko utrapieniem.
Naruto natomiast skupiała się na tym, by stać prosto i nie zwymiotować. Piwo, które Deidara kazał jej wypić, zaszkodziło jej totalnie. Gdyby miała przy sobie notatnik, zapisałaby wielkimi literami "NIE MIESZAJ ALKO!". Nie mogąc w końcu wytrzymać, zasnęła w autobusie na ramieniu bruneta. Potem film jej się urwał.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




- Myślicie, że uda im się wrócić? Naruto nie wyglądała zbyt dobrze... - Ino zabierała się za rozkładanie łóżka dla osób, którym nie udałoby się wrócić cało do domu.

- Nie bój się. Sasuke z nią jest, on ma mocną głowę. Nie pozwoli by coś się jej stało - Neji burknął. Ostatnie zdanie powiedział bardziej do siebie niż do pijanych w 3D znajomych.